Izrael robi, co chce na Bliskim Wschodzie. Powód jest jeden i raczej się nie zmieni
Izrael już wcześniej dokonywał zabójstw przy użyciu rakiet, często poza granicami swojego kraju. - Nigdy wcześniej jednak nie pozwalał sobie na takie gesty wobec bliskich sojuszników Stanów Zjednoczonych, nie na ich terytorium, nie w drodze bombardowania. A tym razem właśnie tak było - stwierdził dziennikarz TOK FM Jakub Janiszewski w audycji "Dłuższa Rozmowa".
Podobno o ataku na budynek, w którym mieli przebywać przedstawiciele Hamasu w katarskiej Dosze, wiedział prezydent Donald Trump i go zaaprobował. Jeśli tak było, to chyba później zmienił zdanie, bo w mediach społecznościowych podkreślał, że to nie on zatwierdził ten atak i nie on czuje się za niego odpowiedzialny.
Mało tego, jasno stwierdził, że: "jednostronne bombardowanie Kataru, suwerennego kraju i bliskiego sojusznika Stanów Zjednoczonych, który bardzo ciężko pracuje i odważnie podejmuje ryzyko, aby pośredniczyć w zawarciu pokoju, nie przyspieszy realizacji celów Izraela ani Ameryki".
Nie mniej zaraz potem dodał, że wyeliminowanie przedstawicieli Hamasu jest szczytnym celem, a całość operacji nazwał "niefortunnym incydentem”, który stwarza okazję do pokoju.
Przyznał jednocześnie, że o ataku wiedział, i przekazał tę informację stronie katarskiej, aczkolwiek zbyt późno, by to cokolwiek mogło zmienić. Faktycznie, z doniesień prasowych wiemy, że strona katarska o bombardowaniu budynku w jednej z dzielnic stolicy dowiedziała się ponoć niemal równocześnie z hukiem eksplozji.
Z pozoru więc nihil novi sub sole. - Izrael już wcześniej dokonywał zabójstw przy użyciu rakiet, często poza granicami swojego kraju. Nigdy wcześniej jednak nie pozwalał sobie na takie gesty wobec bliskich sojuszników Stanów Zjednoczonych, nie na ich terytorium, nie w drodze bombardowania. A tym razem właśnie tak było.
Stąd wpis Trumpa można odczytywać jako rodzaj internetowej dyplomacji, gdzie próbuje się jakoś załagodzić sytuacje, wystosowując niezbyt przekonujące komunikaty, z których wynika, że Izrael robi, co chce, bo wie, że parasol amerykański nad jego funkcjonowaniem na Bliskim Wschodzie z całą pewnością się nie zamknie. I pewnie, póki co, może wierzyć, że tak się stanie. Ale pytania o koszt długofalowy pozostają. I to ta dłuższa perspektywa pokazuje prawdziwe problemy.
Źródło: TOK FM