,
Obserwuj
Świat

Mundurowi dostaną "licencję na zabijanie" "Lepiej uważać przy wyjściu ze stadionu"

3 min. czytania
21.06.2024 16:04
Zatrzymani na granicy z Białorusią żołnierze, którzy - jak wynika z opisu nagrania ujawnionego przez Wyborcza.pl - znacznie przekroczyli swoje uprawnienia, wrócą do służby. Dodatkowo MON zaproponował ustawę, według której wszyscy mundurowi, nie tylko ci z granicy, będą mieli większą swobodę w używaniu broni. - To licencja na zabijanie - komentował w TOK FM socjolog i publicysta Jakub Bierzyński.
|
|
fot. Grzegorz Dąbrowski / Agencja Wyborcza.pl

Żołnierze, którzy na przełomie marca i kwietnia zostali zatrzymani za złamanie procedur posługiwania się bronią na granicy z Białorusią, "nie muszą być już zawieszeni w czynnościach służbowych" - uznała prokuratura. Mają też dostać pełne wynagrodzenie. Jak podało we środę Radio RMF FM, prokuratura uchyliła część środków zapobiegawczych wobec zatrzymanych mundurowych i utrzymany został jedynie nadzór przełożonego. Jednocześnie śledczy potrzymali zarzuty postawione wojskowym.

Gdzie strzelali żołnierze na granicy? Jest opis nagrania

Czy decyzja prokuratury oznacza zatem, że 25 marca żołnierze nie nadużyli uprawnień? Przeczy temu opis 125-sekundowego nagrania z incydentu, opublikowany w piątek na Wyborcza.pl. Jak dowiadujemy się z relacji Wojciecha Czuchnowskiego, żołnierze oddawali strzały także już po tym, jak imigranci wycofali się z próby przekroczenia granicy i zaczęli uciekać. Ponadto strzały padały wzdłuż płotu, stwarzając tym samym zagrożenie dla innego polskiego patrolu oraz bezpośrednio w kierunku strony białoruskiej.

Wersja wydarzeń opisana na Wyborcza.pl diametralnie różni się od tej przedstawionej na początku czerwca przez Onet. Tekst Marcina Wyrwała i Edyty Żemły, opowiadający o żołnierzach zmuszonych do oddawania strzałów w obronie własnej, tuż przed wyborami do PE wywołał prawdziwą burzę i, prawdopodobnie, odebrał Koalicji Obywatelskiej kilka punktów procentowych.

'Dostaniesz jedzenie i wodę, ale niech ona pokaże piersi'. Czaban o incydentach na granicy

Za co zatrzymano żołnierzy na granicy? "Stanowili bezpośrednie zagrożenie dla swoich kolegów"

Psycholog i dziennikarz Konstanty Gebert w "Poranku Radia TOK FM" zachowanie żołnierzy opisane przez Wyborcza.pl określił mianem "skandalicznego". - To nie jest obrona granicy. Ci żołnierze stanowili bezpośrednie zagrożenie dla życia swoich kolegów ze służby granicznej i stworzyli bardzo poważny incydent. To pokazuje, że w sytuacji, kiedy jest zgoda rządu poprzedniego, a także obecnego, na bezprawie na granicy, to nie oznacza tylko śmiertelnego zagrożenia dla bezpośrednich ofiar tego bezprawia, czyli imigrantów, ale i dla innych funkcjonariuszy. A gdyby tak Białorusini zdecydowali się odpowiedzieć ogniem na to, że ze strony polskiej do nich strzelano? - zastanawiał się współpracownik Kultury Liberalnej w rozmowie z Jackiem Żakowskim.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

MON chce zmiany przepisów. Ekspert przypomina przypadki śmierci na komisariatach

Eksperci wskazują, że środowa decyzja o uchyleniu zatrzymanym żołnierzom części środków zapobiegawczych może mieć związek z najnowszym projektem ustawy Ministerstwa Obrony. Zapowiada on większą swobodę w stosowaniu wobec migrantów środków przymusu bezpośredniego na granicy polsko-białoruskiej. Jednocześnie żołnierze mieliby być zwolnieni z odpowiedzialności karnej np. za nieuzasadnione użycie broni palnej.

Socjolog i publicysta Jakub Bierzyński nowe przepisy nazwał wprost "licencją na zabijanie". - Bo znosi jakiekolwiek reguły dotyczące użycia broni i to nie tylko na granicy, a w ogóle użycia broni przez służby mundurowe. Lepiej uważać przy wyjściu ze stadionu, bo to się może źle skończyć. Drugi bardzo ważny element tej ustawy jest taki, że nawet jeżeli ktoś złamie to bezprawie, to i tak jest bezkarny. To jest przerażające - ocenił prezes domu mediowego OMD.

Rosyjscy żołnierze w kotle w Wołczańsku? 'Odpowiednio spreparowany materiał służb prasowych'

Gość TOK FM, tłumacząc możliwe konsekwencje wprowadzenia w życie pomysłu MON, nawiązał do czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości licznych przypadków śmierci cywili, do których dochodziło w niejasnych okolicznościach na komisariatach i podczas interwencji policji. - Wyobraźcie sobie, że ci sami funkcjonariusze, ci sprawcy tych zabójstw dostają licencje na bezkarne używanie broni palnej - podsumował Jakub Bierzyński.