Duda włożył kij w szprychy rządowi Tuska. "Szukał pretekstu i znalazł"
Prezydent Andrzej Duda zawetował ustawę o likwidacji tak zwanej komisji 'Lex Tusk'. Na kilka miesięcy przed zeszłorocznymi wyborami parlamentarnymi powołało ją Prawo i Sprawiedliwość. I choć oficjalnie miała się ona zajmować badaniem rosyjskich wpływów w Polsce, to politycy PiS nie ukrywali, że jej głównym celem miał być lider ówczesnej opozycji, a obecnie premier Donald Tusk. Gdy zaś doszło do zmiany władzy, nowa większość najpierw odwołała wszystkich członków komisji. Andrzej Duda, odsyłając do Sejmu zawetowaną przez siebie ustawę, w piśmie do marszałka izby uzasadnia swoją decyzję następująco. Po pierwsze przekonuje, że obecnie wszystkie siły polityczne zgadzają się, że wpływy rosyjskie i białoruskie istnieją w Polsce i że przypadki funkcjonariuszy publicznych lub członków kadry kierowniczej wyższego szczebla, którzy w latach 2007-2022 działali właśnie pod wpływem rosyjskim na szkodę interesów Rzeczypospolitej Polskie, powinny być dokładnie zbadane i wyjaśnione. Jednocześnie - zdaniem prezydenta - nowa komisja ds. wpływów, która swój pierwszy raport ma przedstawić pod koniec października nie będzie skuteczna, bo nie została powołana ustawą przez Sejm, a przez premiera Donalda Tuska.
Jak mówił w 'Poranku Radia TOK FM' Tomasz Żółciak z money.pl, z jednej strony faktycznie rodzą się wątpliwości co do powołania członków nowej komisji. Ale z drugiej strony Duda też działa w swoim interesie. - Jest to wsadzenie kija w szprychy rządu. Tak samo było nie tak dawno z zawetowaniem ustawy, która mówiła o przywróceniu głosowania korespondencyjnego, bo tam dopatrzono się pozbawienia tej możliwości dla osób w izolacji. Z tego co wiem, szukano pretekstu i go znaleziono. Tutaj trochę zadziałał podobny mechanizm - ocenił gość Piotra Jaśkowiaka.
Jednocześnie Żółciak przyznał, że taka komisja jest w Polsce potrzebna. Natomiast musi ona pracować rzetelnie, inaczej niż ta powołana przez PiS, która miała z góry określone polityczne cele.