"Chcemy pomagać, nie tonąć w papierach". Apelują o zmiany ws. Niebieskiej Karty
Eksperci i praktycy pracujący z osobami doświadczającymi przemocy apelują o pilne zmiany w procedurze Niebieskiej Karty. Ich zdaniem nadmierna biurokracja utrudnia skuteczną pomoc.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zmiany w systemie Niebieskiej Karty proponują autorzy petycji?
- Dlaczego uproszczenie procedur Niebieskiej Karty jest - ich zdaniem - konieczne?
- Co może mieć wpływ na opóźnienie wdrożenia nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy?
Izabela Pawłowska - jak sama o sobie mówi - jest praktykiem przeciwdziałania przemocy. Pracuje w tym obszarze od 14 lat, w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej we Wrocławiu - obecnie jako kierowniczka Działu Przeciwdziałania Przemocy Domowej. Widziała w życiu naprawdę dużo, wielokrotnie musiała podejmować decyzje tu i teraz - m.in. dotyczące dzieci, które trzeba było zabrać z toksycznego środowiska. Przez sześć lat stała na czele Zespołu Interdyscyplinarnego do spraw Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, który na co dzień zajmuje się m.in. Niebieskimi Kartami. Dokładnie wie, jak cały system działa i co trzeba w nim zmienić. Z tego też powodu przygotowała petycję do rządzących, by jak najszybciej wprowadzono tzw. małą nowelizację Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy.
"Odbiurokratyzować" procedury ws. Niebieskiej Karty
"Obowiązujące przepisy, mimo słusznych założeń ochronnych, w praktyce generują nadmierną formalizację i rozbudowane obowiązki dokumentacyjne. Przy skali zjawiska obejmującej tysiące rodzin oraz realnych trudnościach kadrowych służb skutkuje to ograniczeniem czasu przeznaczanego na bezpośrednią pracę z osobami doznającymi przemocy i oddziaływania wobec osób stosujących przemoc. System wymaga uproszczenia i uelastycznienia" - alarmują eksperci i ekspertki, którzy podpisali się pod petycją przygotowaną przez Izabelę Pawłowską.
- Mała nowelizacja Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy zakłada w gruncie rzeczy niewielkie zmiany, ale dla osób, które realizują na co dzień procedurę Niebieskiej Karty, są one bardzo ważne. Mają uprościć naszą pracę i sprawić, żebyśmy poza dokumentami widzieli przede wszystkim człowieka. Bo my chcemy pomagać, a nie skupiać się na przykład tylko na dokumentacji, której obecnie jest bardzo dużo - wskazuje Pawłowska. - Musimy uprościć pewne procedury tak, żebyśmy mogli łatwo podejmować działania nie tylko wobec osób doznających przemocy, ale też wobec osób stosujących przemoc - dodaje gościni TOK FM.
Jakie zmiany są potrzebne?
Sygnatariusze petycji wnoszą m.in. o uproszczenie procedury Niebieskiej Karty - ograniczenie liczby dokumentów i obowiązków formalnych, aby zwiększyć efektywność pracy grup diagnostyczno-pomocowych i zespołów interdyscyplinarnych. Chodzi również o to, by rozszerzyć katalog podmiotów uprawnionych do wszczynania procedury Niebieskiej Karty o pracowników żłobków i klubów dziecięcych, bo to oni często - na wczesnym etapie - mogą zaobserwować, że dziecko jest krzywdzone i ma na ciele np. siniaki.
Inny z postulatów to utworzenie centralnego rejestru Niebieskich Kart, który zapewniłby łączność z systemami pomocy społecznej, policji, ochrony zdrowia, oświaty i kuratorów sądowych oraz ograniczenie dublowania czynności administracyjnych. Chodzi m.in. o sytuacje, gdy rodzina "ucieka" przed pracownikami socjalnymi i przenosi się do innego miejsca zamieszkania, do innej gminy czy województwa.
- Dzisiaj jest tak, że musimy wysyłać informacje do zespołu interdyscyplinarnego w mieście, w którym osoba doznająca przemocy zamieszkała, i czekać na prośbę tego zespołu na przykład o to, żeby przekazać im całą dokumentację od nas. Taka sytuacja powoduje niepotrzebną biurokrację, ale też przedłuża udzielenie pomocy osobie, która już jest w innym mieście i pod działaniami innego zespołu. Zanim ta korespondencja zostanie wymieniona, to ta osoba może nie otrzymać pomocy takiej, jakiej by potrzebowała w konkretnym momencie - tłumaczy gościni TOK FM.
- Na pewno też przydałyby się regulacje mówiące wprost, że pracownik socjalny może porozmawiać z dzieckiem i nie zabrania mu tego żaden przepis. Żebyśmy wiedzieli, że możemy poprosić np. o to, by dziecko odsłoniło koszulkę, by zobaczyć, czy nie ma np. odparzonej skóry czy siniaków. Żebyśmy wiedzieli, że robimy to zgodnie z prawem. Mi brakuje takich zapisów. Bo potem - część takich rodziców - pisze na nas skargi, zarzuca przekroczenie uprawnień, a wynika to z faktu, że nie mamy jasnych przepisów - dodaje nasza rozmówczyni.
54 interwencje
We Wrocławiu w 2025 roku - na podstawie art. 12a Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy - podjęto 32 interwencje, w wyniku których odebrano od rodziców i zapewniono bezpieczeństwo 54 dzieciom, w tym 33 dziewczynkom i 21 chłopcom. W 2024 roku takich interwencji było 19 interwencji - z domów, w których była m.in. przemoc, zabrano 29 dzieci. Widać więc, że ta liczba rośnie.
- Taka interwencja potrafi trwać nawet kilkanaście godzin. Najczęściej jest bardzo trudna, bo chodzi o dobro dziecka. Zawsze staramy się jakoś logistycznie do tego przygotować. Problemem jest m.in. brak miejsc w pieczy zastępczej. Chociaż jeżeli chodzi o Wrocław, to pan dyrektor, który zajmuje się placówkami opiekuńczo-wychowawczymi czy rodzinnymi domami dziecka albo też rodzinami zastępczymi, zawsze staje na wysokości zadania i jeśli jest konieczność, to umieszcza nam te dzieci w placówkach - dodaje nasza rozmówczyni.
Już w czerwcu 2025 roku na stronach rządowych pojawiła się zapowiedź nowelizacji Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy - z propozycją zmian, które obecnie są zawarte w petycji Izabeli Pawłowskiej. Była nawet informacja, że Rada Ministrów powinna przyjąć projekt w IV kwartale 2025 roku. Tyle, że do dziś nic się z tym nie wydarzyło.
- Przemoc domowa podlega ministrze Katarzynie Kotuli, a ona miała na głowie Ustawę o związkach partnerskich, dziś przemianowaną na Ustawę o statusie osoby najbliższej. W efekcie prawdopodobnie nie miała czasu zająć się tematem przemocy i odłożyła go na półkę. Do tego - pamiętajmy - jedna z osób, które nad tym pracowały - dyrektorka Departamentu Równego Traktowania - odeszła, a jej zastępczyni podziękowano - mówi nam jeden z ekspertów od przemocy (woli pozostać anonimowy). Chodzi o opisaną przez Wirtualną Polskę historię adwokatki, która została odwołana po tym, jak urodziła dziecko i poszła na należy jej urlop macierzyński.
Co zatem z nowelizacją? Na ostatnim posiedzeniu sejmowej Komisji do spraw Dzieci i Młodzieży, na którym rozmawiano o przemocy wobec dzieci, ministra Katarzyna Kotula zadeklarowała, że nowelizacja pojawi się lada moment, w ciągu najbliższych kilku dni. - Czekamy. Mamy nadzieję, że nie jest to kolejna zapowiedź bez pokrycia - deklarują nasi rozmówcy.
Źródło: TOK FM