"Biegają za zdobyczą". Uwaga na kleszcze afrykańskie w Polsce
Kleszcze afrykańskie, które pojawiły się w Polsce, przenoszą coś groźniejszego niż bolerioza. - To gorączka krymsko-kongijska, której objawy mogą przypominać rzeczy, które znamy z filmów, jak np. krwawienia czy nagła śmierć. Innymi słowy ktoś zaczyna pluć krwią i umiera - mówiła w TOK FM dr Anna Wierzbicka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
- Afrykańskie kleszcze są już w Polsce;
- "Od człowieka wolałyby konia, krowę albo owcę. Ale jak ich nie ma, to może być i człowiek" - wskazała w TOK FM dr Anna Wierzbicka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
- Jak wyglądają? Co je przyciąga? A co odstrasza?
Jak wynika z badania prowadzonego w programie "Narodowe kleszczobranie", zainicjowanego przez naukowców z naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego, na terenie kraju znaleziono w ponad dwa lata 14 kleszczy z gatunku Hyalomma.
- Głównie to północ i Śląsk. (...) Ale, co ciekawe, w miejscowości rodzinnej mojej mamy znalazły się aż dwa. Nie wiem, czy tak przyszły, bo chciały mi się pokazać? - mówiła w TOK FM dr Anna Wierzbicka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. I od razu dodała: "Zawsze się śmieję, że spadło z boćka który leciał i akurat naukowiec znalazł. Tak naprawdę spaść z boćka może w każdym miejscu w Polsce. Pytanie tylko, czy spadnie i zdechnie, czy spadnie i będzie miał na tyle ciepło, że się przeobrazi i będzie szukał posiłku".
Pojawienie się kleszczy afrykańskich w Polsce naukowcy wiążą także m.in. z ocieplaniem klimatu, łagodniejszymi zimami, zmianami użytkowania terenów oraz większą liczebnością zwierząt będących żywicielami kleszczy, takich jak jelenie czy gryzonie.
Kleszcze afrykańskie "biegają za zdobyczą"
Co w ogóle wiadomo o kleszczach afrykańskich? Jak tłumaczyła ekspertka są większe od kleszczy łąkowych, bo "wielkości paznokcia", mają oczy i "długie nóżki, więc wyglądają bardziej jak pająk". - Zresztą są pajęczakami, tylko że w przeciwieństwie do pająka nie mają osobno wyodrębnionej główki - dopowiedziała gościni audycji "OFFCzarek".
To, co charakterystyczne to fakt, że "biegają za zdobyczą". - Od człowieka wolałyby konia, krowę albo owcę. Ale jak ich nie ma, to może być i człowiek - podkreśliła.
- A co je przyciąga? - dopytywał prowadzący Cezary Łasiczka.
- Tak jak my czujemy gdzieś zapach schabowego i chociaż byśmy byli najedzeni, to i tak nas ściska w żołądku z głodu, to kleszcze tak mają na zapach dwutlenku węgla, czyli tego, co wydychamy oraz na zapach naszego potu. A dodatkowo reagują też na wyższą temperaturę otoczenia. Innymi słowy: wystarczy samo to, że jakieś zwierzę lub człowiek jest w najbliższej okolicy - odpowiedziała dr Anna Wierzbicka.
"Zagrożenie jest, ale nie ma co panikować"
A na ile są groźne? Jak zastrzegła dr Wierzbicka, "nie bardzo przenoszą boleriozę". - Przenoszą za to coś bardzo groźnego i akurat na to nie mamy szczepionki. To gorączka krymsko-kongijska, której objawy mogą przypominać rzeczy, które znamy z filmów, jak np. krwawienia czy nagła śmierć. Innymi słowy ktoś zaczyna pluć krwią i umiera - mówiła naukowczyni z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Zastrzegła przy tym, że na razie w Europie odnotowano zaledwie kilka takich przypadków. - W zeszłym roku były trzy i wszystkie w krajach cieplejszych od Polski: Hiszpania i Bałkany. Pamiętajmy, że zagrożenie jest, ale jeszcze nie ma co panikować - podkreśliła ekspertka.
Prof. Wierzbicka radziła w tej sytuacji sięgnąć po deet oraz olejek z geranium i olejek z trawy cytrynowej, które działają na kleszcze odstraszająco. W przypadku zwierząt sprawdzi się z kolei permetryna, która pochodzi z chryzantemy. Ma ona jednak inne działania, bo "powoduje, że układ nerwowy kleszcza zostaje porażony, kleszcz zdycha i odpada", wyjaśniła.
- Pamiętajmy też, że repelenty mają jedną ważną cechę: parują, szczególnie jeśli mamy 20 kilka stopni. Stąd ich aplikacje trzeba powtarzać. To nie tak, że rano się wypsikamy i natrzemy, po czym wyjdziemy na cały dzień i jesteśmy bezpieczni - podsumowała w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP