Ponad 10 lat walki o syna. Polska lesbijka wygrywa w Strasburgu. "Doszło do dyskryminacji"

Kobieta walczyła przed polskimi sądami o prawo do opieki nad najmłodszym synem. Przegrywała, a sądy powoływały się głównie na jej orientację seksualną i to, że postanowiła związać się z kobietą. Europejski Trybunał Praw Człowieka nie miał żadnych wątpliwości, że doszło do dyskryminacji. Polka dostanie 10 tysięcy euro zadośćuczynienia.
Zobacz wideo

Sprawa, która dziś skończyła się orzeczeniem ETPC, rozpoczęła się kilkanaście lat temu.

Pani Ewa (imię zmienione) jest matką czwórki dzieci, które - jak mówi w rozmowie z TOK FM - "kocha najbardziej na świecie". Nigdy nie była szczęśliwa w małżeństwie. Wspomina, że nie miała z kim porozmawiać, wyjść do kina czy teatru. Nie wyjeżdżali z partnerem na wakacje. - On uznawał tylko skromne, oszczędne życie: małżeństwo, dzieci, bez brania odpowiedzialności za przyszłość rodziny. Wszystko dość schematyczne i nudne, na jego warunkach - mówi nasza rozmówczyni.

Kobieta czuła się w małżeństwie jak w zamkniętej klatce. - Miałam stany depresyjne i myśli o tym, by ze sobą skończyć. Nie chciałam tak żyć. Gdy poznałam Kasię [imię zmienione - red.], poczułam wspólnotę dusz. Zakochałam się. Poczułam, że mogę coś więcej, że mogę być szczęśliwa - przyznaje. W końcu powiedziała mężowi, że chce się rozstać.

Najmłodszy syn miał wtedy trzy lata. Mąż początkowo nalegał, by pani Ewa zmieniła zdanie i nie rozchodzili się. Potem zaczął grozić, że ją zniszczy. Kobieta była jednak zdeterminowana. Dzieci miały zostać przy niej. I zostały. Ale jak się okazało, tylko na chwilę.

"Dzieci zawsze były dla mnie najważniejsze"

Dwa lata po rozwodzie mąż rozpoczął sądową batalię o dzieci. - Jedna z córek po latach powiedziała mi, że "tata walczył o nas, a o dzieci się nie walczy - o dzieci się dba". To zdanie bardzo mnie poruszyło - mówi.

Wspomina, że były małżonek wyzywał ją od "zboczonych" czy "nienormalnych". - Nie akceptował mojego związku, nastawiał przeciwko mnie moje dzieci - opowiada. Najstarsza córka sama zdecydowała, że zamieszka z tatą, o losie kolejnych zdecydował sąd.

Gdy najmłodszy syn chciał zostać z mamą, ojciec - mając wyrok sądu - z pomocą kuratora zabrał dziecko. Sądy przyznawały mu rację. Pani Ewa słyszała, że jest złą matką, bo wybrała taką, a nie inną orientację i związek z kobietą, a nie własne dzieci. - Mąż też tłumaczył dzieciom, że ja rzekomo przestałam je kochać i wybrałam związek z Kasią. A to nieprawda! Dzieci zawsze były dla mnie najważniejsze - zapewnia.

Pewnego dnia były mąż w obecności kuratora miał zabrać dziecko z przedszkola. Chłopiec chciał mieszkać z mamą, nie rozumiał sytuacji, był z kobietą zżyty, co potwierdziły badania w ośrodku diagnostycznym. - Sądy odebrały mi prawo do bycia mamą - mówi pani Ewa. - Nie wyobrażałam sobie, że przez to, że człowiek chce być sobą, może się rozpętać takie piekło. Nie wyobrażałam sobie, że ktoś uzna, że nie mogę być dobrą matką tylko dlatego, że kocham kobietę - dodaje nasza rozmówczyni.

Długo oczekiwany wyrok w Strasburgu

Sprawy przed polskimi sądami trwały ponad trzy lata. Oczekiwanie na rozpoznanie skargi przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu aż 11 lat.

Europejski Trybunał Praw Człowieka ocenił, że w sprawie pani Ewy doszło do dyskryminacji. I zasądził 10 tysięcy euro tytułem zadośćuczynienia za doznane krzywdy. Trybunał zwrócił uwagę, że w postępowaniu przed polskimi sądami cała sprawa "kręciła się" wokół orientacji seksualnej pani Ewy i jej związku z inną kobietą. Tylko to brano pod uwagę, wydając niekorzystne dla niej wyroki, dotyczące opieki nad najmłodszym synem. ETPC uznał, że to było dyskryminujące. Przyznał też, że drugiego rodzica polskie sądy traktowały bardziej przychylnie tylko i wyłącznie z powodu orientacji mamy.

- To dla nas wielka radość. Czekaliśmy na to 11 lat, a skarga była dość szczególna, ponieważ dotyczyła opieki nad dzieckiem. Tym bardziej tak trudno było czekać na rozstrzygnięcie ETPC - mówi mec. Karolina Kędziora z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.

Trybunał potwierdził, że doszło do naruszenia prawa do życia rodzinnego, a także do dyskryminacyjnego traktowania kobiety przez polski wymiar sprawiedliwości. - W swoim uzasadnieniu  podzielił wszystkie kluczowe argumenty, na które zwracaliśmy uwagę. Przede wszystkim to, że przez całość postępowania - gdy powódka walczyła o prawo do opieki nad najmłodszym dzieckiem - dla sądów najważniejsze było to, jaka jest jej orientacja seksualna i to, że pozostaje w bliskiej relacji z kobietą. Trybunał nie miał wątpliwości, że należy to uznać za dyskryminację motywowaną orientacją seksualną - wyjaśnia mec. Kędziora.

"Przeraża mnie homofobia i nienawiść"

Dziś wszystkie dzieci pani Ewy są już dorosłe. Najmłodszy syn z nią mieszka. Wszyscy dobrze się dogadują. - Nikt nigdy nie odbierze mi bycia mamą. Żadnym wyrokiem, żadną decyzją - podkreśla pani Ewa. Kobieta nie ma wątpliwości, że warto było odejść od męża. - Mimo tego, że cena, którą za to zapłaciłam, była potworna - dodaje.

Wyrok ETPC to wielka radość. Ale kobieta nie kryje, że przeraża ją to, co dzieje się w Polsce wokół osób LGBT. - Przeraża mnie homofobia i nienawiść. To musi się skończyć - mówi.

DOSTĘP PREMIUM