Za protest w obronie praw kobiet zrzucili ją ze schodów kościoła. "Walczymy o to, żeby nikt nas nie traktował jak inkubator"

- Poszłam do kościoła, żeby wyrazić sprzeciw wobec wspomaganiu tych wszystkich organizacji, które chcą nam odebrać prawa, właśnie przez Kościół. Zostałam z tego kościoła wywleczona i zrzucona ze schodów. Za słowa, że ten kościół jest mój. Zgodne z prawdą - zgodnie z prawem kanonicznym jako wierna mam prawo do współdecydowania, w którym kierunku Kościół zmierza - mówi aktywistka Angelika Domańska w rozmowie z Małgorzatą Wołczyńską.
Zobacz wideo

22 października minął dokładnie rok od dnia, w którym Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej wydał wyrok w sprawie aborcji. Stwierdzono w nim, że przerwanie ciąży z powodu ciężkich wad płodu jest niezgodne z konstytucją. Decyzja ta oznaczała praktycznie całkowity zakaz aborcji w naszym kraju. Szybko wyprowadziła na ulice setki tysięcy protestujących Polek i Polaków. Manifestacje odbywały się w dużych miastach, ale też w wielu mniejszych miejscowościach.

Jedną z protestujących Polek była Angelika Domańska, aktywistka stowarzyszenia Obywatele RP, liderka Strajku Kobiet z Elbląga, samotna matka. Decyzję TK Julii Przyłębskiej określiła w rozmowie z Małgorzatą Wołczyńską jako "naszą totalną porażką, jako społeczeństwa" oraz "systemowe znęcanie się nad kobietami".

Podczas zeszłorocznych protestów to właśnie ona została zrzucona ze schodów Kościoła Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu przez "strażników", których działania koordynował Robert Bąkiewicz.

- Poszłam do kościoła, żeby wyrazić sprzeciw wobec wspomaganiu tych wszystkich organizacji, które chcą nam odebrać prawa, właśnie przez Kościół. Zostałam z tego kościoła wywleczona i zrzucona ze schodów. Za słowa, że ten Kościół jest mój. Zgodne z prawdą - zgodnie z prawem kanonicznym, jako wierna do mam prawo współdecydowania, w którym kierunku Kościół zmierza - mówi aktywistka.

- Żałuję, że tego nikt nie nagrał. Rzuciło się na mnie czterech mężczyzn i przeciągnęli mnie po podłodze kościoła za nogi. Warto dawać na remonty kościoła, żeby ta podłoga była równa. Gdyby to była stara podłoga, to nie wiem czy do tej pory nie musiałabym gdzieś leżeć. Wystawili mnie za drzwi i dali kopa na pożegnanie - wspomina kobieta.

Następnie dwie osoby złapały ją za ręce i zrzuciły ze schodów. Kobieta na chwilę straciła przytomność, zabrała ją karetka.

Lekarze bali się już wcześniej

W rozmowie z Małgorzatą Wołczyńską Angelika Domańska podzieliła się również historią swojego macierzyństwa - wychowuje dziecko z niepełnosprawnością.

- Odnoszę to do siebie, w 2017 roku podczas badań prenatalnych miałam stwierdzoną wadę u dziecka. Pamiętam, jakie emocje temu towarzyszą. (...) Wiem też z własnego doświadczenia, jak ciężko było wtedy otrzymać pomoc w potwierdzeniu diagnozy. Mieszkałam wtedy w Elblągu, praktycznie nie ma tam możliwości zrobienia badań prenatalnych, tych inwazyjnych, a nie punkcji. Jest bardzo duży problem z uzyskaniem skierowania na takie badania. Lekarze już wtedy się bali - opowiada aktywistka.

Skierowanie na badania dostała "po znajomości", bo inaczej odbyłoby się już po terminie dopuszczalnej aborcji.

- Wynik był negatywny jeżeli chodzi o zespół Edwardsa. Ale lekarz nie poinformował mnie, że jest ryzyko, że płód może przestać rosnąć i to mi się przytrafiło. Urodziłam dziecko po terminie, miało wagę jak wcześniak - relacjonuje.

- Wyszły późne skutki tego, że urodził się taki malutki i z bardzo dobrze rozwijającego się dziecka nagle "zamienił się" w dwu i pół letnie niemowlę. Tyle, że chodzi. Ale zapomniał wszystkiego, czego się nauczył w swoim malutkim życiu - dodaje.

"I tak bym urodziła"

Syn pani Iwony ma stwierdzony m.in. autyzm wczesnodziecięcy i wiotkość mięśni. - Za każdym razem, kiedy idę do lekarza, dochodzi coś nowego - mówi kobieta.

Podkreśla, że gdyby wiedziała o tym, co może się wydarzyć i tak urodziłaby dziecko. - Ale miałabym czas, żeby się do tego przygotować - zaznacza.

Musiała zrezygnować z pracy i opiekuje się dzieckiem, które nigdy nie dorośnie. Nadal bierze udział w protestach, m.in. przeciw temu, jak Polska traktuje uchodźców. Za co spotyka się z hejtem, również ze strony znajomych, bo "powinna siedzieć w domu z dzieckiem".

- Walczymy właśnie o to, żeby nikt nas nie traktował jak inkubator, a potem jak maszynę, która nie ma żadnych praw (...) Retoryka prawicy dostaje się trochę bokiem do osób, które mają niby liberalne poglądy. Niby prawa człowieka, ale potem "siedź w domu kobieto, bo masz dziecko" - ocenia.

Rozmowa z Angeliką Domańską:

DOSTĘP PREMIUM