Uczy w szkole, którą kończył Czarnek. "Jest mi strasznie przykro, że to on jest ministrem edukacji"

Paradoksalnie to jest czas, gdy będziemy mieć pełne ręce roboty. Jeśli miałabym się teraz doszukiwać sensu, po co przyszłam do tego zawodu, to właśnie teraz jest czas próby dla nas - mówi o "lex Czarnek" nauczycielka ze szkoły, którą kończył minister edukacji z PiS.
Zobacz wideo

We wtorek sejmowa komisja ma zająć się projektem nowelizacji ustawy o prawie oświatowym. W tym samym czasie przed budynkiem parlamentu ma się odbyć protest przeciwników zmian. Bo zdaniem wielu "lex Czarnek" wprowadza zmiany, które ubezwłasnowolnią dyrektorów szkół. Tak sądzi też Ewa Leonowicz, która uczy języka angielskiego w renomowanym lubelskim liceum im. Jana Zamojskiego - tym samym, które kończył dzisiejszy minister edukacji Przemysław Czarnek. Liceum znanym z tego, że zawsze było ostoją otwartości, tolerancji, szacunku dla innych.

Nauczycielka nie kryje, że "lex Czarnek" i proponowane przez ministra zmiany spowodują zapaść w edukacji. Z jednej strony część nauczycieli straci pracę, z drugiej - najlepsi będą z zawodu odchodzić, bo będą mieli dość. Nie zechcą pracować w atmosferze zastraszania, donosów, lęku. - Minister edukacji nie może dzielić ludzi na lepszych i gorszych czy odmawiać jakiejś grupie praw człowieka. Dlatego to jest ten moment, w którym jako nauczyciele nie możemy dać sobie wejść z tymi głupotami - bo to są głupoty - na głowę. Wychowanie młodego pokolenia postrzegam jako reagowanie czy dyskutowanie, również z młodzieżą - mówi Ewa Leonowicz i dodaje: "Jest mi strasznie przykro, że ze wszystkich zacnych, fantastycznych absolwentów mojej szkoły to właśnie Przemysław Czarnek jest ministrem edukacji". 

Podobnego zdania jest popularna w sieci "BabkaOdHisty", czyli nauczycielka z Poznania Agnieszka Jankowiak-Maik. - Reformy idą w takim kierunku, który jest niepokojący i bardzo polityczny, zamiast zająć się tym, co naprawdę ważne, czyli choćby kondycją psychiczną młodych ludzi po pandemii. Połowa uczniów i uczennic nie ma dostępu do psychologa w szkole i to jest problem - mówi TOK FM nauczycielka.

"Rok 2022? Jestem pesymistką"

- Minister Czarnek mówi, że do szkół wpycha się ideologia i trzeba ratować przed nią dzieci, a sam dokładnie to robi - to znaczy upolitycznia podstawy programowe, chce zmienić ustrój szkoły. W efekcie, szkoła będzie jeszcze bardziej zalękniona. Dlatego jestem pesymistką niestety, jeśli chodzi o 2022 rok - mówi "BabkaOdHisty".

Nauczycielki zwracają uwagę, że na część pedagogów zadziała efekt mrożący - dostosują się, byle nie stracić pracy. Nie będą zapraszać gości, którzy mogliby porozmawiać z młodzieżą, choćby o prawach człowieka, edukacji seksualnej czy depresji. By nie ściągnąć sobie na głowę kontroli. - Część osób odejdzie z zawodu i to będzie kolejny gwóźdź do trumny polskiej edukacji - mówi pedagog z Poznania. 

Ewa Leonowicz ma jednak nadzieję, że nie wszyscy ulegną. - Wiem, że jest całkiem sensowna grupa ludzi, którzy nie dadzą się zastraszyć, którzy będą bronili swoich konstytucyjnych praw niezależnie, czy się to panu ministrowi podoba, czy też nie. Będziemy głosić te wartości, w które wierzymy - mówi anglistka. I dodaje, że nie zamierza mówić o ludziach LGBT jako "ideologii" czy opowiadać o nich bajek.

Jej zdaniem będzie to czas próby dla wielu pedagogów. - Paradoksalnie to jest czas, gdy będziemy mieć pełne ręce roboty. Jeśli miałabym się teraz doszukiwać sensu, po co przyszłam do tego zawodu, to właśnie teraz jest czas próby dla nas. Czas próby dla ludzi, którzy chcą, by ich praca nie ograniczała się do wyjścia z domu, zrobienia swojego i powrotu do domu. Historia stawia przed nami teraz bardzo ważne zadanie i trzeba je podjąć - mówi Ewa Leonowicz.

DOSTĘP PREMIUM