,
Obserwuj
Świat

Przyjaźń Donalda Trumpa z Jeffreyem Epsteinem. "Niech każdy dzień będzie wspaniałym sekretem"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
8 min. czytania
07.06.2026 14:18

"Epstein mówił swobodnie, jakby nie wiedział, że jest nagrywany, albo się tym nie przejmował. Nazywał siebie najbliższym przyjacielem Trumpa przez dekadę, by chwilę później określić go jako 'strasznego człowieka'. Twierdził też, że Trump mówił, że jedyną rzeczą, którą naprawdę lubi robić, jest seks z żonami swoich najlepszych kolegów. Według Epsteina Trump po raz pierwszy spał z Melanią na pokładzie jego odrzutowca". Publikujemy fragment książki "Epstein. Imperium cienia" Michała Borkergo i Adama Gnieweckiego.

Times Square w Nowym Jorku. Cyfrowy billboard przedstawiający Donalda Trumpa i Jeffreya Epsteina
Times Square w Nowym Jorku. Cyfrowy billboard przedstawiający Donalda Trumpa i Jeffreya Epsteina
fot. ADAM GRAY / AFP

Poniższy fragment pochodzi z książki Michała Borkergo i Adama Gnieweckiego pt. "Epstein. Imperium cienia", która ukazała się 20 maja 2026 r. nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

Jest 1995 rok. (...) Pojawia się Maria Farmer, dwudziestokilkuletnia artystka, którą Epstein poznał w galerii. Pracuje dla niego, pomaga w zakupie dzieł sztuki. Pewnego wieczoru Epstein niespodziewanie wzywa ją do swojego biura na Manhattanie. Farmer przychodzi w sportowych szortach do biegania. W gabinecie czeka mężczyzna w garniturze, Donald Trump, który koncentruje się na jej odsłoniętych nogach. Farmer mówiła później, że poczuła się zagrożona. Wtedy wchodzi Epstein i zwraca się do Trumpa słowami, które kobieta zapamięta na całe życie: "Nie, nie. Ona nie jest tu dla ciebie". Obaj wychodzą z pomieszczenia, ale Maria słyszy przez ścianę komentarz Trumpa. Miał stwierdzić, że wygląda na 16 lat. W pierwszym wywiadzie telewizyjnym dla CNN w 2025 roku dodała jeszcze jeden szczegół: Epstein powiedział jej kiedyś, że są z Trumpem najlepszymi przyjaciółmi i że "odziedziczył" Trumpa po jego rozwodzie z Ivaną.

Publiczne dokumenty ukazują jednak coś bardziej konkretnego niż wspomnienia. Podczas procesu Ghislaine Maxwell pilot Epsteina zeznał, że Trump wielokrotnie latał prywatnym samolotem finansisty. Logi przedstawione jako dowód wskazywały jego nazwisko co najmniej sześć razy w latach 1993-1994. Późniejsze materiały ujawnione przez Departament Sprawiedliwości zwiększyły tę liczbę do co najmniej ośmiu lotów w latach 90. na trasach między Palm Beach a lotniskiem Teterboro pod Nowym Jorkiem, z międzylądowaniem w Waszyngtonie. Na jednej z list pasażerów z 1993 roku były tylko dwa nazwiska: Trump i Epstein. Na innej - znów tylko oni oraz 20-letnia kobieta, której personalia w dokumentach zostały zaczernione. Na kolejnych pojawiają się Marla Maples, ówczesna żona Trumpa, ich córka Tiffany z nianią, syn Trumpa Eric oraz Ghislaine Maxwell. Cztery z ośmiu logów wskazywały Maxwell jako współpasażerkę. Jednocześnie Reuters podkreślał istotny fakt: dostępne materiały nie wskazują, by Trump kiedykolwiek poleciał na wyspę Epsteina, i nigdy nie postawiono mu zarzutów karnych o udział w tej sprawie. W 2024 roku Trump napisał w mediach społecznościowych, że nigdy nie był w samolocie Epsteina. Logi lotów temu przeczą.

"Epstein. Imperium cienia", Michał Borke, Adam Gniewecki
fot.

Wielka Litera

W październiku 2002 roku "New York Magazine" opublikował sylwetkę Epsteina autorstwa Landona Thomasa Juniora. W tekście znalazł się cytat z Trumpa, który stał się jednym z najczęściej przywoływanych w kontekście ich relacji: "Znam Jeffa od 15 lat. Świetny gość. Świetnie się z nim spędza czas. Mówi się nawet, że lubi piękne kobiety tak samo jak ja, a wiele z nich jest raczej młodych. Bez wątpienia Jeffrey korzysta z życia towarzyskiego". Autor tego artykułu później przeniósł się do "New York Timesa". W 2019 roku opuścił redakcję, po tym, jak okazało się, że przyjął od Epsteina 30 tysięcy dolarów i przez lata utrzymywał z nim przyjacielską korespondencję, w której ostrzegał go przed dziennikarzami śledczymi.

Rok później Epstein obchodził 50. urodziny. Według "Wall Street Journal" i dokumentów Komisji Nadzoru Izby Reprezentantów Trump miał przesłać do urodzinowej księgi kartę z ręcznie narysowaną grubym markerem sylwetką nagiej kobiety. Charakterystyczny, poszarpany podpis umieszczono poniżej talii tak, by wyglądał jak włosy łonowe. Tekst miał brzmieć: "Mamy pewne rzeczy wspólne, Jeffrey, niech każdy dzień będzie kolejnym wspaniałym sekretem". Trump zaprzeczył autorstwu wpisu, nazwał go fałszywką i pozwał "Wall Street Journal", News Corp oraz Ruperta Murdocha o odszkodowanie. Porównanie podpisów przez "New York Timesa" wykazało silne podobieństwo do oryginalnych podpisów Trumpa z tego okresu. Kwestia autentyczności pozostaje sporna.

W kwietniu 2016 roku anonimowa powódka posługująca się pseudonimem "Katie Johnson" złożyła w Kalifornii pozew cywilny, zarzucając, że w 1994 roku, gdy miała 13 lat, została wielokrotnie zgwałcona przez Trumpa i Epsteina na imprezach w rezydencji na East 71st Street. W maju sędzia Dolly Gee odrzuciła pozew. Sprawę ponownie wniesiono w czerwcu - tym razem powódką była "Jane Doe" - w Nowym Jorku, następnie wycofano we wrześniu, ponownie złożono i ostatecznie wycofano 4 listopada, cztery dni przed wyborami prezydenckimi. Nigdy nie rozpatrzono jej merytorycznie.

Cofnijmy się jednak do roku 2004, bo to moment przełomowy w historii przyjaźni obu mężczyzn. Jak na ironię rozpadła się ona w Maison de L’Amitié, Domu Przyjaźni. Była to ogromna nadmorska posiadłość w Palm Beach: 18 sypialni, 22 łazienki, stumetrowy basen, garaż na 50 samochodów, złocone armatury i… uporczywa pleśń, która ujawniła się po latach. Budynek w 1988 roku wzniósł Abraham Gosman na terenie, który wcześniej należał do Lesliego Wexnera, mentora Epsteina. Po bankructwie Gosmana nieruchomość trafiła na aukcję. 15 listopada 2004 roku Epstein pojawił się w sądzie upadłościowym w West Palm Beach z trzema prawnikami, by wziąć udział w licytacji. Jego konkurentem był Donald Trump. Adwokat Epsteina Andrew Kamensky próbował go wyłączyć z postępowania, twierdząc, że nie uzyska ubezpieczenia tytułu własności - standardowej w USA polisy chroniącej nabywcę przed ukrytymi wadami prawnymi nieruchomości - a więc nie będzie w stanie sfinalizować transakcji. Sąd oddalił wniosek. Trump licytował przez telefon, nie ustępował ani o dolara. Epstein otworzył licytację kwotą 37 250 000 dolarów. Stawki rosły, prawnik Trumpa deklarował, że jego klient kupi nieruchomość za każdą cenę. Ostatecznie Trump wygrał: 41 350 000 dolarów. Syndyk masy upadłościowej Joseph Luzinski opisał później tę scenę dla "Washington Post": dwa ogromne ego zderzyły się czołowo. Trump miał powiedzieć o Epsteinie: "Nie chcę robić z nim interesów, nie ma pieniędzy". Epstein o Trumpie: "On tylko gada, też nie ma pieniędzy".

Redakcja poleca

Dostępne dokumenty wskazują, że relacja Trump-Epstein pękła właśnie w okolicach 2004 roku. Co było przyczyną? Istnieją co najmniej trzy hipotezy. Pierwsza: aukcja. Rywalizacja o Maison de L’Amitié była publicznym upokorzeniem Epsteina na jego własnym terenie. "Washington Post" interpretował to jako konflikt o trofeum. Druga: podbieranie pracowników. W lipcu 2025 roku na pokładzie Air Force One Trump publicznie stwierdził, jakoby Epstein miał podkupować mu młodych ludzi pracujących w spa Mar-a-Lago. Początkowo tylko go ostrzegł, ale gdy sytuacja się powtórzyła, wyrzucił go z klubu. Następnego dnia doprecyzował, że chodziło o młode kobiety, a Virginia Giuffre mogła być jedną z nich. Problem w tym, że dokumenty wskazują, że Giuffre pracowała w Mar-a-Lago latem 2000 roku, a więc dwa lata przed słynnym określeniem Epsteina jako "świetnego gościa". Chronologia podważa tę narrację. Trzecia: incydent seksualny. Według śledztwa "Wall Street Journal" Mar-a-Lago przez lata wysyłało młode pracownice spa na wizyty do rezydencji Epsteina. Ostrzegały się nawzajem, że bywa natarczywy i odsłania się podczas zabiegów. Około 2003 roku 18-letnia kosmetyczka zgłosiła działowi HR, że Epstein naciskał na seks. Menedżer napisał notatkę i przesłał ją faksem do Trumpa. Ten miał polecić usunięcie Epsteina z listy klientów spa. Sprawy nie zgłoszono policji. Jest jeszcze czwarta wersja, przywołana przez anonimowego członka Mar-a-Lago i cytowana w "Miami Herald": Trump miał wyrzucić Epsteina po tym, jak ten nękał córkę jednego z członków klubu. Rejestry Mar-a-Lago wskazują jednak, że konto Epsteina zamknięto dopiero w październiku 2007 roku, czyli trzy lata po rzekomym zerwaniu kontaktów. Najbardziej wyważona interpretacja brzmi raczej tak: relacja ochłodziła się z powodu kombinacji urazy biznesowej i incydentów obyczajowych, których dokładna sekwencja pozostaje nieznana.

W lipcu 2006 roku, gdy sprawa aresztowania Epsteina na Florydzie stała się publiczna, Trump zadzwonił do komendanta policji Palm Beach, Michaela Reitera. Ujawniony w lutym 2026 roku dokument FBI podsumowujący rozmowę agentów z Reiterem rekonstruuje jej przebieg. Trump miał powiedzieć: "Dobrze, że go ścigacie. Każdy wiedział, co on robi". Nazwał Ghislaine Maxwell "operatorką" Epsteina, użył słowa "zło" i sugerował, by to na niej skupić śledztwo. Dodał, że raz przebywał z Epsteinem w sytuacji, w której pojawiły się nastolatki, i natychmiast "wyniósł się stamtąd". FBI odnotowało, że Trump był jedną z pierwszych osób, które skontaktowały się z policją.

W 2017 roku Michael Wolff, dziennikarz i autor książki Ogień i furia, nagrał Epsteina w jego nowojorskiej rezydencji na East 71st Street. Epstein mówił swobodnie, jakby nie wiedział, że jest nagrywany, albo się tym nie przejmował. Nazywał siebie najbliższym przyjacielem Trumpa przez dekadę, by chwilę później określić go jako "strasznego człowieka". Twierdził też, że Trump mówił, że jedyną rzeczą, którą naprawdę lubi robić, jest seks z żonami swoich najlepszych kolegów. Według Epsteina Trump po raz pierwszy spał z Melanią na pokładzie jego odrzutowca.

W 2009 roku Bradley Edwards, prawnik reprezentujący ofiary Epsteina, próbował dotrzeć do osób z jego otoczenia. Większość nie chciała rozmawiać. Wyjątkiem był Trump. Najważniejszym śladem pozostaje mail z 14 października 2009 roku wysłany przez Jacka Goldbergera, obrońcę Epsteina, do swojego klienta. Temat: Trump. Widoczna część: "Rozmawiałem z Alanem Gartenem, prawnikiem Trumpa, zorganizował dwudziestominutową telekonferencję z Trumpem i Bradem zamiast formalnej depozycji". Reszta wiadomości jest zaczerniona. Edwards relacjonował później, że prawnik Trumpa oddzwonił następnego dnia i poinformował: "Donald powie panu wszystko, co wie. Może pan wziąć jego depozycję albo nie. Nie ma nic do ukrycia". Trump miał w tej rozmowie przyznać, że widział młode dziewczyny w rezydencji Epsteina w Palm Beach. Edwards w wystąpieniu publicznym we wrześniu 2025 mówił: "Rozmawiałem z prezydentem Trumpem w 2009 roku i mi pomógł. Powiedział rzeczy, które wsparły nasze śledztwo". (...)

Redakcja poleca

Gdy Donald Trump po raz drugi objął urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, jego dawna relacja z Epsteinem przestała być tylko wspomnieniem z Palm Beach, a stała się problemem państwowym. Tym razem nie za sprawą mediów, ale innego miliardera. Elon Musk już od maja 2022 roku publicznie domagał się ujawnienia akt Epsteina. "Gdzie jest lista klientów? Jedyną rzeczą bardziej zdumiewającą od tego, że Departament Sprawiedliwości jej nie publikuje, jest to, że żadne media się tym nie interesują" - pisał. Agresywna kampania Muska nabrała tempa dopiero w maju 2025 roku, gdy opuścił DOGE - Departament Efektywności Rządowej, który współtworzył jako specjalny pracownik administracji Trumpa. (...)

Konflikt z prezydentem stał się jawny. Wkrótce potem Trump zagroził wycofaniem kontraktów rządowych ze SpaceX i z Teslą. 5 czerwca 2025 roku o 15.10 Musk opublikował na X wpis: "Czas zrzucić naprawdę dużą bombę: @realDonald- Trump jest w aktach Epsteina. To prawdziwy powód, dla którego nie zostały upublicznione. Miłego dnia, DJT!". Nie przedstawił żadnych dowodów. Tego samego dnia poparł ideę impeachmentu Trumpa. Dwa dni później skasował wszystkie swoje posty i przyznał, że posunął się za daleko. Internet jednak nie zapomina. W lipcu Musk opublikował ponad 35 postów atakujących Trumpa w kontekście Epsteina. Nazwał postawę administracji "przykrywką", a odmowę ujawnienia akt - "oczywistą operacją osłonową". (...)

18 listopada 2025 roku Izba Reprezentantów przegłosowała Epstein Files Transparency Act stosunkiem głosów 427 do 1.

Jedyny głos przeciw oddał republikanin Clay Higgins z Luizjany. Senat przyjął ustawę jednogłośnie następnego dnia. Trump sygnował ją jeszcze tego samego wieczoru, triumfalnie ogłaszając: "Właśnie podpisałem ustawę o ujawnieniu akt Epsteina!". Do końca stycznia 2026 roku Departament Sprawiedliwości opublikował około 3,5 miliona stron. Wśród nich znalazł się mail, który Epstein wysłał do Ghislaine Maxwell w 2011 roku. Odniósł się w nim do Virginii Giuffre, ale przy okazji użył wobec Trumpa określenia "pies, który nie szczeka". To nawiązanie do opowiadania Arthura Conan Doyle’a Srebrny Płomień z 1892 roku. Sherlock Holmes rozwiązuje tam sprawę kradzieży konia wyścigowego i zauważa, że pies, który pilnował stajni, nie zaszczekał w nocy na złodzieja. Wniosek jest prosty: sprawca nie był obcy, pies go znał. Od tego czasu sformułowanie "pies, który nie szczeka" stało się popularnym zwrotem używanym w kryminalistyce, prawie i dziennikarstwie śledczym. Oznacza brak reakcji tam, gdzie powinna ona nastąpić. Czy potrzeba lepszego domknięcia tej historii?

Pies nie szczekał. Teraz dokumenty szczekają za niego.

Posłuchaj: