,
Obserwuj
Polska

15-latek zakatował sąsiadkę i uciekł do USA. Archiwum X upomniało się o niego po 23 latach

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
5 min. czytania
30.07.2023 11:35
Jaki motyw mógł mieć 15-latek, brutalnie mordujący swoją 52-letnią sąsiadkę? Być może niedługo poznamy odpowiedź na to pytanie. Po 23 latach od zbrodni - w wyniku śledztwa Archiwum X - z USA do Polski został sprowadzony Krzysztof L. pochodzący z Suraża. Teraz czeka na proces.
|
|
fot. interwencja.polsatnews.pl

Suraż to małe, liczące niespełna 1000 mieszkańców miasteczko niedaleko Białegostoku w województwie podlaskim. To także rodzinna miejscowość 52-letniej Barbary L., na co dzień mieszkającej w Stanach Zjednoczonych z mężem i trojgiem dzieci. Latem 2000 roku Barbara odwiedziła Polskę, by załatwić sprawy urzędowe.

Pewnej lipcowej nocy kobieta odniosła wrażenie, że ktoś chodzi po werandzie jej domu w Surażu. Powiedziała o tym swojemu mężowi Stanisławowi. Za jego radą wyjrzała przez okno, ale nikogo nie zobaczyła. O tej samej sytuacji po latach w programie 'Magazyn śledczy Anity Gargas' w TVP opowiadał syn Barbary. "Czuła, że ktoś był na balkonie i obserwuje" - wspominał Wojciech L.

W środku nocy z 15 na 16 lipca 2000 roku w domu Barbary wybuchł pożar. Dym nad ranem zauważył jeden z sąsiadów. Wewnątrz zastał płomienie i leżącą Barbarę L. ubraną w koszulę nocną - wcześniej białą, teraz przesiąkniętą krwią. Śledczy ustalą później, że morderstwo 52-latki było bardzo brutalne. Sprawca skakał po jej - jeszcze żywym - ciele, przyciskał kolanem do podłogi i okładał pięściami okolice twarzy, głowy, szyi, ramion oraz klatki piersiowej. Odkryto również ślady duszenia.

Sekcja zwłok wykazała u ofiary rany tłuczone głowy, pęknięcia śledziony, złamania kości żuchwy, nosa oraz żeber, z których jedno przebiło płuco. Tortury Barbary, do których został użyty m.in. taboret i sznurek, miały trwać aż godzinę. "Pamiętam, że jak się bije świniaka, to tak zakrwawiony nie jest, jak ta kobieta była. I zdaje się w piżamie tylko była" - opisywał później jeden z sąsiadów. Na miejscu znaleziono też parasolkę, za której pomocą Barbara próbowała się bronić.

"Ona się strasznie chwaliła, że tam są bogaci! Nie wolno mówić takich rzeczy: udawaj dziada, a nie pana" - przestrzegał inny sąsiad Barbary w rozmowie z twórcami polsatowskiej 'Interwencji' z 2017 roku . Jednak osobisty charakter zbrodni nie wskazywał na to, że sprawcą był złodziej skuszony pieniędzmi i dobytkiem przywiezionymi zza oceanu. Z ciała kobiety nie zniknęła jej biżuteria, z domu również nic nie skradziono. Ponadto nie były widoczne żadne ślady włamania, a to oznacza, że Barbara L. znała swojego oprawcę.

Morderca próbował zatrzeć ślady, paląc doszczętnie dom. Odkręcił butlę gazową, położył na niej chodnik dywanowy i podpalił, ale to nie dało zamierzonego efektu. Jedną z nielicznych wskazówek dla śledczych była pozostawiona męska bielizna.

'Archiwum X'. Polak zatrzymany w USA po 23 latach od zabójstwa. W chwili zbrodni miał 15 lat

"To był widok, którego nigdy nie zapomnę"

 

Ta śmierć była szokiem dla całego Suraża. - Widziałem, jak ją nieśli. To był widok, którego nigdy nie zapomnę. Krew się lała w czarnym worku - opisywał po latach sąsiad zmarłej, wtedy młody chłopak, dziś mężczyzna w średnim wieku.

Dziwiły nie tylko okoliczności zbrodni, ale również to, że Barbara L., jak wynika z opowieści rodziny i sąsiadów, nie miała żadnych wrogów. - Była bardzo zżyta ze wszystkimi sąsiadami. Każdy ją lubił, wszystkim pomagała. Pamiętam, że czesała włosy swoim sąsiadkom, bardzo to lubiła. Piekła i nosiła im ciasta. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś mógł zrobić coś takiego naszej mamie, zabić dobrą i bezbronną kobietę - mówił dla 'Magazynu śledczego' Wojciech L.

Sprawą zabójstwa Barbary L. zajęła się Prokuratura Rejonowa w Białymstoku. W kręgu podejrzanych znalazły się dwie osoby z Suraża. Bogdan N. to syn sąsiadów, który często pomagał Barbarze w pracach przy gospodarstwie, natomiast 32-letniemu wówczas Piotrowi L. początkowo przypisano ślad zapachowy znaleziony na miejscu zbrodni. Poza tym Piotr był jest już znany organom ścigania, głównie z kradzieży. Obydwa tropy okazały się jednak prowadzić donikąd. W 2002 roku śledztwo zostało umorzone.

Przełom w 'storpedowanej' sprawie

 

Rodzina jednak nie ustawała w poszukiwaniach. Wyznaczyła 10 000 dolarów nagrody za pomoc w odnalezieniu mordercy, a w 2018 roku zatrudniła Ireneusza Wilka - prawnika znanego ze współpracy z bliskimi ofiar w dwóch innych głośnych w Polsce sprawach - porwanego w 2001 roku Krzysztofa Olewnika oraz zamordowanej w 1998 roku Iwony Cygan, 17-latki ze Szczucina.

Zdaniem Ireneusza Wilka dochodzenie w sprawie zabójstwa Barbary L. "napotykało dosyć trudne do zrozumienia przeszkody". - Oględziny miejsca zbrodni były niedbałe, nie zbadano dokładnie wielu śladów, nie przeprowadzono konfrontacji ważnych świadków, których zeznania były sprzeczne - wymieniał prawnik w 'Magazynie śledczym'

Jak wskazał pełnomocnik rodziny L., sprawa mogła zostać rozwiązana dużo wcześniej, bo w 2012 roku. To wtedy - według Ireneusza Wilka, Archiwum X Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku "było bardzo blisko dokonania istotnych ustaleń w sprawie". - Natomiast pojawiły się pewne okoliczności, które spowodowały, że ta sprawa została storpedowana - powiedział Wilk. O jakie okoliczności chodzi? Tego prawnik nie chciał wyjawić.

Po tym jak Ireneusz Wilk został pełnomocnikiem rodziny 52-latki z Suraża, a postępowanie przejął Małopolski Pion Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, czyli Archiwum X, nastąpił przełom. W ciągu niespełna roku wydział kierowany przez prokuratora Piotra Krupińskiego ustalił sprawcę.

Po śmierci Barbary L. jej bliscy bali się przyjeżdżać do Polski, a gdy już odwiedzali Suraż, z obawą poruszali się do domu. Nie spodziewali się, że prawdopodobny oprawca ich matki także mieszka za oceanem, konkretnie pod Chicago w stanie Illinois.

'Z ich strony stale były jakieś problemy'

 

W Surażu rodzina Krzysztofa L. mieszkała naprzeciwko Barbary. Mężczyznę łączyły z nią też relacje rodzinne - ofiara była jego stryjenką. Zdaniem siostry zamordowanej, rodzina Krzysztofa była jedyną w sąsiedztwie, z którą Barbara nie była w najlepszych stosunkach. - Z opowieści siostry wynikało, że z ich strony stale były jakieś problemy, jakieś sąsiedzkie, coś wymyślano - wspominała po latach Danuta Zielińska i zasugerowała, że źródłem tych problemów była zawiść rodziny Krzysztofa. Zresztą, tuż po morderstwie rodzice sióstr zwrócili się do śledczych o dokładne sprawdzenie sąsiadów, nie zostali jednak wysłuchani.

Tym, co najbardziej szokuje w sprawie morderstwa Elżbiety L., jest fakt, że Krzysztof L. w 2000 roku, czyli w momencie rzekomego popełnienia zbrodni miał jedynie 15 lat. Do Stanów Zjednoczonych wyjechał w 2002 roku, tuż po tym, jak policja pobrała od niego odciski palców. W tę podróż 17-latek wyruszył sam, bez opieki rodziców.

8 grudnia 2020 roku Krzysztof L. został aresztowany w swoim domu. Twarz - obecnie - 38-latka była już wcześniej znana amerykańskiej policji - w przeszłości był aresztowany pod zarzutem przemocy domowej. Jak podała Prokuratura Krajowa, sąd zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 30 dni od dnia zatrzymania.

Krzysztof L. został sprowadzony w ramach procedury ekstradycyjnej do Polski, gdzie prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Teraz prawdopodobny zabójca Barbary L. stanie przed sądem.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>