,
Obserwuj
Polska

Dlaczego rosyjska rakieta wleciała nad Polskę? "Nie strzela się do nierozpoznanych celów"

Natalia Ryńska
4 min. czytania
30.12.2023 14:12
Nie ma takiego państwa na świecie, które w czasie pokoju jest w stanie zestrzeliwać każdy obiekt, który przekroczy jego granice - mówił w TOK FM gen. Tomasz Drewniak, były inspektor Sił Powietrznych, pytany o rosyjską rakietę, która leciała nad Polską. Ekspert Fundacji Stratpoints przypomniał, że obowiązują skomplikowane procedury.
|
|
fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

W piątek - 29 grudnia przed godziną 11, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że rano w przestrzeń powietrzną RP od strony granicy z Ukrainą wleciał niezidentyfikowany obiekt powietrzny, który od momentu przekroczenia granicy do miejsca zaniku sygnału obserwowany był przez środki radiolokacyjne. - Wszystko wskazuje na to, że rosyjska rakieta wtargnęła w polską przestrzeń powietrzną, którą następnie opuściła. Mamy na to potwierdzenie radarowe narodowe i sojusznicze - powiedział w piątek po naradzie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła.

O rakiecie, która spędziła nad polskim terytorium około 3 minut, w sobotni poranek na antenie TOK FM Karolina Głowacka rozmawiała z gen. Tomaszem Drewniakiem, byłym inspektorem Sił Powietrznych, ekspertem Fundacji Stratpoints. Gość nie miał żadnych wątpliwości, że zajście niosło za sobą niebezpieczeństwo. - Najprawdopodobniej rakieta była uzbrojona więc gdyby spadła na terytorium Polski i wybuchła, to trzeba by się modlić, żeby spadła w jakiś niezamieszkały teren i nikomu nic się nie stało - wyjaśnił. Jak przyznał 'wlot takiej rakiety zawsze stwarza pewne niebezpieczeństwo, nie możemy udawać, że nie'.

"Nie ma żadnego dobrego rozwiązania"

Prowadząca audycję dopytywała, czy ta rakieta nie powinna zostać zestrzelona, jak to sugerują niektórzy komentatorzy. Gość jednoznacznie stwierdził, że nie. Jego odpowiedź podyktowana jest wieloma względami, ale najważniejszy to fakt, że 'Polska jest w czasie pokoju, a Ukraina jest państwem sojuszniczym'. - Ukraina nie jest wrogiem. Nie możemy zamknąć całkowicie granicy z Ukrainą, tak jak się to robi w czasie wojny. I ustanowić strefy, do której nie wolno wlatywać i w której bezwzględnie będziemy zestrzeliwać, bez należytej identyfikacji, każdy obiekt, który wleci - tłumaczył gen. Drewniak.

Na uargumentowanie swoich słów ekspert podał bardzo obrazowy przykład. - Ze strony Ukrainy mógł  wlecieć samolot MiG 29, uszkodzony w czasie akcji. Który próbował lądować awaryjnie w Polsce bez łączności z naszą stroną. My byśmy zestrzelili sojuszniczy samolot - mówił. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Były inspektor Sił Powietrznych nie zaprzecza, że procedury w czasie pokoju są bardzo skomplikowane i wymagają określonej ilości czasu. W analizowanym przypadku przelot rakiety nad polskim terytorium był za krótki. - Ta rakieta nie dała szansy na to, żeby system zareagował w odpowiedni sposób. Nie ma takiego państwa na świecie, które w czasie pokoju jest w stanie zestrzeliwać każdy obiekt, który przekroczy jego granice - stwierdził. Jak przypomniał, nawet stany Zjednoczone przed podjęciem działań względem chińskich balonów, analizowały sytuację parę dni. - Nie ma idealnego rozwiązania w takiej sytuacji - podsumował gość Karoliny Głowackiej. 

Polska jest "w trudnej sytuacji" 

Zdaniem gen. Drewniaka sytuacja naszego kraju nie jest łatwa, gdyż jesteśmy państwem przyfrontowym.  Musimy mieć tego świadomość. - Obok nas toczy się wojna. Wspomagamy jedno z walczących państw.  Jest pewne ryzyko i pewne niedogodność - zaznaczył. 

Jak podkreślił wzmocnienie pewnych systemów, pozwoliłoby na reakcję, gdyby ta rakieta dłużej przebywała nad terytorium Polski, tyle, ile na przykład ta znaleziona pod Bydgoszczą. - Ten czas pozwoliłby, żeby system zareagował. Czy to poprzez zestawy przeciwlotnicze naziemnego bazowania, czy to poprzez samoloty myśliwskie w powietrzu. Jest tu kilka wariantów, ale na to potrzeba określonego czasu. Ta rakieta za krótko przebywała na terytorium Polski, żebyśmy mogli efektywnie na nią oddziaływać - wyjaśnił.

Rosyjska rakieta nad Polską. 'Nie będziemy udzielać żadnych wyjaśnień'

Na pytanie prowadzącej o to, czy system Patriot powinien wrócić do Polski, generał odpowiedział, że z pewnością podniósłby on poziom bezpieczeństwa. - Ale nawet gdybyśmy założyli, że teoretyczny  niemiecki system Patriot czy nawet polski system Patriot stałby w tym miejscu, to tak jak powiedziałem, od wykrycia obiektu do otwarcia ognia jest bardzo długa droga (...) Otwarcie ognia do celu powietrznego jest obwarowane wieloma przepisami i dobrze, że tak jest. Po prostu się nie strzela do nierozpoznanych celów, bo można zrobić no więcej krzywdy niż pożytku - podkreślił. 

Odpowiednia reakcja władz

Ekspert fundacji Stratpoints pochwalił wojsko i władze za reakcje. 

- Lekcje odrobione z dwóch poprzednich sytuacji tj. Przewodowa i Bydgoszczy są dobrze odrobionymi lekcjami. Nawet jak to rozłożymy na linii czasu. Pierwsze informacje o przelocie do rakiety około 8 czy po 8 rano, a o godzinie 15:00 - 16:00 mieliśmy pełną informację. Ta pętla dowodzenia zatoczyła pełne koło. Wojsko najpierw powiedziało o informacji poprzez kanał dowódcy operacyjnego i jego rzecznika, minister obrony, premier, prezydent. Wspólne oświadczenie polityków i wojskowych, którzy się uzupełniali w tych wypowiedziach - wyliczał. 

Zdaniem generała Drewniaka sytuacja "była opanowana".