,
Obserwuj
Polska

Kolejny fragment rakiety Muska spadł w Polsce? "Nie mamy nad tym żadnej kontroli"

Marek Podmokły, Zakopane
3 min. czytania
19.02.2025 20:42
W okolicach Poznania znaleziono szczątki rakiety Falcon 9. Na szczęście spadające odłamki maszyny ominęły pobliskie domy i lotniska. To dokładnie taki sam zbiornik, który spadł w 2021 roku w stanie Waszyngton. - Można to uznać za bardzo niepożądany i niebezpieczny wypadek przy pracy - mówił w TOK FM Karol Wójcicki, popularyzator astronomii, autor bloga "Z głową w gwiazdach".
|
|
fot. Facebook / Z głową w gwiazdach

 

  • Pod Poznaniem znaleziono trzy niezidentyfikowane obiekty;
  • Zdaniem Karola Wójcickiego, wiele wskazuje na to, że jest to zbiorniki wykorzystywane w drugim stopniu rakiety Falcon 9;
  • "Niestety, w ramach tej misji doszło do jakiegoś problemu, bo utracono łączność z rakietą i pozostawiono ją samą sobie. Wiadomo było przy tym, że prędzej czy później, w perspektywie kilkunastu dni, samoczynnie wejdzie w atmosferę. Choć nie wiadomo wtedy dokładnie, gdzie i kiedy. Nie mamy nad tym żadnej kontroli - mówił w TOK FM popularyzator astronomii i autor bloga 'Z głową w gwiazdach'.

 

Na granicy Poznania i Komornik w środę znaleziono niezidentyfikowany obiekt o wielkości około metr na półtora. Coraz więcej informacji wskazuje na to, że może to być fragment rakiety Falcon 9. Tego samego dnia, o godz. 15:30, w lesie w Wirach obok Komornik znaleziono identyczny fragment, jak ten z Komornik. Wieczorem rzecznik prasowy wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak poinformował, że trzeci niezidentyfikowany obiekt – będący najprawdopodobniej fragmentem rakiety - został znaleziony na polu w miejscowości Śliwno w gminie Kuślin koło Nowego Tomyśla.

 

O sprawie została poinformowana Państwowa Agencja Kosmiczna. Rzeczniczka Agencji Agnieszka Gapys, po znalezieniu niezidentyfikowanego obiektu w Komornikach powiedziała, że POLSA na bieżąco monitoruje trajektorię obiektów kosmicznych mogących spaść na terytorium kraju. Zaznaczyła przy tym, że nie jest możliwe przewidzenie dokładnego miejsca takiego upadku, gdyż "nigdy do końca nie wiadomo, jak dany obiekt zachowa się, wchodząc w atmosferę". Podkreśliła, że Departament Bezpieczeństwa Kosmicznego POLSA zweryfikuje znalezione szczątki wraz z firmą SpaceX.

- Najprawdopodobniej jest to zbiornik aluminiowy otoczony włóknem węglowym. Wiele wskazuje na to, że jest to zbiornik wykorzystywany w drugim stopniu rakiety Falcon 9, która zupełnym przypadkiem, tak się złożyło, w tym samym momencie przelatywała nad Poznaniem i wchodziła w atmosferę, a jej szczątki paliły się w atmosferze - skomentował w TOK 360 Karol Wójcicki, popularyzator astronomii i autor bloga "Z głową w gwiazdach".

Jak od razu dodał, co do zasady wszystkie elementy powinny się spalić w atmosferze, ale nie zawsze tak się dzieje. - Niektóre z elementów rakiety są na tyle wytrzymałe, że potrafią przetrwać potężną temperaturę w górnych partiach atmosfery, przy przedzieraniu się przez nią z olbrzymią prędkością i spadają na ziemię. Widzieliśmy to już w 2021 roku, kiedy taki sam zbiornik spadł w stanie Waszyngton - dodał w rozmowie z Adamem Ozgą.

Zastrzegł też, że w drugim stopniu rakiety Falcon 9 tego typu zbiorników jest cztery. - Może się więc okazać, że jeszcze dwa gdzieś leżą - wskazał.

"Utracono łączność z rakietą"

W ocenie gościa TOK FM było to niekontrolowane wejście w atmosferę, choć zazwyczaj odbywa się to w sposób kontrolowany. Głównie dlatego, tłumaczył, by uniknąć potencjalnego ryzyka, żeby jakiś element, który nie spłonął w atmosferze, "nie spadł nikomu na głowę". Zazwyczaj też, mówił, odpalane są ponownie silniki drugiego stopnia, a rakieta zostaje zepchnięta w atmosferę nad rejonami oceanu, najczęściej Pacyfiku.

- Niestety, w ramach tej misji doszło do jakiegoś problemu, bo utracono łączność z rakietą i pozostawiono ją samą sobie. Wiadomo było przy tym, że prędzej czy później, w perspektywie kilkunastu dni, samoczynnie wejdzie w atmosferę. Choć nie wiadomo wtedy dokładnie, gdzie i kiedy. Nie mamy nad tym żadnej kontroli. To mogło się wydarzyć w dowolnym miejscu na świecie pomiędzy szerokością geograficzną 53 północ i 53 południe - dodał.

Ocenił, że "pechowo się złożyło, że szczątki rakiety najprawdopodobniej spadły na Komorniki i również wiry koło Poznania". Innymi słowy: w okolicach dużych lotnisk Krzesiny i Ławica.

Karol Wójcicki wskazał przy tym, że "deorbitacji" każdego roku odbywa się ponad 100, same starty rakiet odbywają średnio co mniej więcej trzy dni - np. z bazy Vandenberg w Kalifornii. - Zwykle nic niepokojącego nie dzieje - podsumował w TOK FM.

Dobra passa Muska, zła Google'a i kolejne kontrowersje wokół TikToka [TECHSTORIE LIGHT]