Awantura o brak alertów RCB na Lubelszczyźnie. Ekspert: Drażnią mnie te komentarze
Nad ranem, gdy została naruszona polska przestrzeń powietrzna, mieszkańcy Lubelszczyzny usłyszeli syreny, ale nie otrzymali alertu RCB. - Są memy, gdzie wyśmiewane są te wszystkie alerty RCB, że jest upał czy wiatr, a dzisiaj nagle okazuje się, że każdy tego alertu oczekiwał - ironizował na antenie TOK FM ekspert ds. bezpieczeństwa dr Bartosz Maziarz.
- jak doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej;
- kiedy i gdzie zawyły syreny alarmowe;
- jak premier Donald Tusk wyjaśnił brak SMS-ów z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa;
- jak dr Bartosz Maziarz ocenia działania wojska i system ostrzegania.
Brak alertów RCB po upadku rakiety na Lubelszczyźnie. Czarnek domaga się wyjaśnień
W nocy ze środy na czwartek podczas zmasowanych rosyjskich ataków na Ukrainę doszło do dwóch naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej. W pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie spadła rosyjska rakieta. To prawdopodobnie rakieta manewrująca CH-101.
Około godz. 3.50 uruchomiono system wczesnego ostrzegania w Lublinie i kilku innych rejonach województwa lubelskiego. Alarm trwał około 10 minut, po czym został odwołany. Mieszkańcy nie dostali jednak SMS-em komunikatów RCB, co wypomnieli stronie rządowej politycy opozycji.
Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek domagał się w tej sprawie wyjaśnień od Władysława Kosiniaka-Kamysza. "W sytuacjach dotyczących bezpieczeństwa państwo ma obowiązek działać nie tylko sprawnie, ale również transparentnie. Mieszkańcy, którzy zostali obudzeni syrenami alarmowymi, mają prawo oczekiwać szybkiego, jednoznacznego komunikatu wyjaśniającego całą sytuację" - wskazywał na platformie X.
Pytany o brak alertów Rządowego Centrum Bezpieczeństwa premier Donald Tusk, tłumaczył, że "syreny były szybsze". - Trzeba było szybko zawiadomić ludzi, że powstaje zagrożenie. Według procedur, które przyjęto nie tylko w Polsce, w takich nagłych przypadkach podejmuje się działania ostrzegające przy pomocy syren alarmowych - tłumaczył szef rządu. Zapowiedział też, że wspólnie z ministrem MSWiA Marcinem Kierwińskim będą pracować nad rozwiązaniem, gdzie mieszkańcy będą otrzymywali "uspokajający" komunikat po odwołaniu zagrożenia.
"Nie da się zabezpieczyć polskiego nieba w stu procentach"
Ekspert do spraw bezpieczeństwa z Uniwersytetu Opolskiego dr Bartosz Maziarz na antenie TOK FM ocenił działanie Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych pozytywnie. - Należy pamiętać o tym, że system obrony przeciwlotniczej na szczęście nie działa na zlecenie polityków, ani polityków rządzących czy polityków opozycji, tylko dowodzi dowódca operacyjny. A nasze wojsko śledząc te pociski, które zbliżały się i przekroczyły polską przestrzeń powietrzną, miały nad tym kontrolę - komentował gość "TOK 360".
Rozmówca Adama Ozgi odpowiedział także tym, którzy domagają się od wojska jeszcze ściślejszej ochrony polskiego nieba i zestrzeliwania obiektów wkraczających w polską przestrzeń powietrzną. - Być może nie jest to popularna opinia, ale system obrony przeciwlotniczej kraju tak nie działa. Nie da się zabezpieczyć polskiego nieba w stu procentach. Cały system obrony przeciwlotniczej kraju polega na szacowaniu ryzyka i minimalizowaniu go - wyjaśniał dr Bartosz Maziarz.
Co robić, gdy zawyją syreny? "Jest tam opisane, co robić"
Na brak alertu RCB publicznie skarżył się również rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski. "Czemu alarmy o 3.50 w Lublinie?", "No jasna cholera, jak ma być burza to alert RCB, a jak zagrożenie nalotem lotniczym i wyją syreny, to jest cisza". "Przynajmniej sobie realnie przećwiczyłem znoszenie dzieci do garażu podziemnego" - pisał Kosikowski w kolejnych postach publikowanych na X.
Dr Bartosz Maziarz z ironią komentował wpisy rzecznika NIL-u. - Jeżeli (Kosikowski - red.) miał czas zadać to pytanie na X, to znaczy, że zagrożenia nie było. Tutaj troszeczkę kpię, bo przyznam szczerze - drażnią mnie te komentarze "ekspertów", którzy nawołują, że nie było alertu albo że przyszedł za późno. (...) Są memy, gdzie wyśmiewane są te wszystkie alerty RCB, że jest upał czy wiatr, a dzisiaj nagle okazuje się, że każdy tego alertu oczekiwał - komentował ekspert.
Jak wskazywał gość TOK FM, w sytuacjach zagrożenia powinniśmy brać za siebie większą odpowiedzialność. - Jako społeczeństwo często mamy problem z przystosowaniem się do pewnych nakazów, zakazów, obowiązków. A dzisiaj nagle każdy oczekuje konkretnej informacji od RCB z instrukcją, co robić po kolei. Każdy z nas dostał poradnik bezpieczeństwa. Jest tam opisane, co robić, na co się przygotować i powinniśmy te informacje przyswoić. (...) To jest nasza wewnętrzna praca, którą każdy z nas w domu powinien wykonać, aby przygotować się na trudne czasy, które nadchodzą. Żaden rząd - nasz czy jakikolwiek inny - za nas tego nie zrobi - apelował w "TOK 360" ekspert ds. bezpieczeństwa.
Źródło: TOK FM, X