advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

"Właśnie słychać kolejne eksplozje". Dziennikarz relacjonuje sytuację w Kijowie

oprac. tokfm.pl
2 min. czytania
24.02.2022 06:08
Mimo tego, że przestrzeń powietrzna nad Kijowem jest zamknięta, około 5 rano było słychać maszyny wojskowe - mówił na antenie TOK FM Zbigniew Parafianowicz z "DGP". W czasie rozmowy z nim w tle słychać było eksplozje.
|
|
fot. AP / AP

Nad ranem rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę. Z doniesień mediów wynika, że w wielu miejscach kraju słychać było wybuchy, w Mariupolu i Odessie wylądowały rosyjskie jednostki wojskowe, a rosyjskie wojska przekroczyły granicę w okolicach Charkowa.

Zbigniew Parafianowicz z 'Dziennika Gazety Prawnej', który jest teraz w Kijowie, potwierdził w rozmowie z Piotrem Maślakiem, że w Kijowie słychać było i wciąż słychać wybuchy. - Było to około 10, może kilkunastu wybuchów, szyby w oknach się trzęsły. Z informacji, jakie mamy, wynika, że to był atak w okolicach lotniska Boryspol, prawdopodobnie były to pociski manewrujące. Wyglądało to jak punktowe uderzenia, nakierowane na osłabienie infrastruktury wojskowej - relacjonował. W czasie kilkuminutowej rozmowy ponownie słychać było wybuchy. Dodał jednak, że wydaje się, iż Kijów działa normalnie, jest prąd i internet. - Poranny ruch jest taki jak zawsze - mówił. Jak dodał, na ulicach ukraińskiej stolicy w tym momencie - czyli w czwartkowy wczesny poranek - nie ma.

Jak przyznał, od wczoraj w Ukrainie czuło się przekonanie, że inwazja jest pewna, że jest kwestią dnia czy dwóch. - Wczoraj wydawało się, że w otoczeniu Zełenskiego nikt nie miał wątpliwości, że do tego ataku dojdzie. Wcześniej uspokajano sytuację, by z Ukrainy nie uciekały pieniądze - tłumaczył. Jak dodał, pytanie jest o skalę inwazji - o to, czy Władimir Putin poprzestanie na atakach z powietrza, czy też będzie to też operacja lądowa. Pierwsze doniesienia mówią jednak, że rosyjskie wojska przekroczyły ukraińską granicę.