Dagestan nie chce na wojnę, na ulicach protesty. "Coraz więcej osób dołącza do grona niezadowolonych"

Mieszkańcy Dagestanu protestują przeciw mobilizacji na wojnę w Ukrainie. - Niechęć do wysyłania młodych facetów na wojnę robi się coraz bardziej powszechna. Nie było jej na początku. Teraz coraz więcej osób dołącza do grona niezadowolonych - mówiła w TOK FM dr Iwona Kaliszewska. Oceniła też, jak na protesty mogą zareagować władze.
Zobacz wideo

W Dagestanie na Kaukazie od w niedzielę (25 września) wybuchły protesty przeciwko mobilizacji. Jak poinformował niezależny portal Meduza, we wsi Endirej ludzie wyszli na ulicę, gdy wezwano stamtąd do wojska 110 mieszkańców. Manifestacje odbyły się też m.in. w stolicy regionu - Machaczkale.

O protestach Piotr Maślak rozmawiał w TOK FM z dr Iwoną Kaliszewską z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. - W stolicy na ulicę wyszły głównie kobiety, w dużej mierze w chustach. Bo mobilizacja i walka w nieswoim kraju jest dla nich niezgodna z religią. Za kobietami, które policja próbowała aresztować, wstawiali się zresztą mężczyźni. Bardzo często przypadkowi przechodnie - mówiła w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u". - Były też protesty zamykające Trasę Federalną (łączy Chasawjurt-Machaczkę - red.) jak i bardziej lokalnie, niedaleko od Machaczkały - dodała.

Zdaniem gościni TOK FM, choć manifestacje nie były koordynowane, szybko mogą zostać za takie uznane przez władze w Moskwie. Może więc zostać ogłoszone, że mamy do czynienia z protestami radykałów religijnych albo innych osób, które "chcą zamienić jakoby republikę w Państwo Islamskie". - Jedno jest pewne. Niechęć do wysyłania młodych facetów na wojnę robi się coraz bardziej powszechna. Nie było jej na początku. Teraz coraz więcej osób dołącza do grona niezadowolonych - podkreśliła ekspertka UW.

Policja, strzelając w powietrze, próbowała rozpędzić demonstrujących. Nie jest jasne, czy doszło do zatrzymań i czy ktoś został poszkodowany.

Jak wynika z ustaleń krytycznych wobec Kremla mediów rosyjskich, po ogłoszeniu mobilizacji m.in. w Dagestanie wszyscy żołnierze rezerwy, którzy nie otrzymali jeszcze wezwania do wojska, nie mogą opuszczać miejsca zamieszkania bez zgody wojskowej komisji uzupełnień.

"Wiele się działo, ale zawsze tylko tak trochę"

Sąsiadujący z Czeczenią Dagestan to jeden z najbiedniejszych regionów Federacji Rosyjskiej, o wysokim bezrobociu. Właśnie z tego regionu, jak i innych peryferyjnych republik Rosji, gdzie przeważa ludność niesłowiańska, pochodziła znaczna część żołnierzy wysyłanych na wojnę przeciwko Ukrainie w pierwszych tygodniach rosyjskiej inwazji. Media niezależne zwracały uwagę, że wśród żołnierzy rosyjskich zabitych na wojnie najwięcej pochodziło właśnie z Dagestanu.

- Dlaczego teraz z takim niepokojem ponownie mówi się o Dagestanie w kontekście trwałości Federacji Rosyjskiej? - dopytywał Piotr Maślak. - To największa republika na Kaukazie Północnym, najbardziej zróżnicowana etnicznie i taka, w której zawsze wiele się działo, ale zawsze tylko "tak trochę". Bo republika po rozpadzie Związku Radzieckiego niby ogłaszała niepodległość, ale nigdy tendencje niepodległościowe nie były tam silne - odpowiedziała dr Iwona Kaliszewska.

Czy te siły odśrodkowe mogą doprowadzić do destabilizacji w regionie? Zdaniem dr Iwony Kaliszewskiej ryzyko jest niewielkie. Przede wszystkim dlatego, że nie ma zorganizowanej opozycji.

-  Są jedynie grupy powiązanie z grupami religijnymi, nie bardzo radykalnymi. A jeśli chodzi o świecką opozycję, to ona jest, ale jednak niezorganizowana. Jeśli coś się zadzieje, to bardzo oddolnie. Bez silnego lidera, bez organizacji. Nie spodziewałbym się nagłej deklaracji niepodległości czy też czegoś większego -  podsumowała ekspertka z UW.

 

DOSTĘP PREMIUM