Ziobryści chcą "deputinizować" NGO-sy. "To bałamutne i słabe"

To propozycja niegodna. NGO-sy są teraz na pierwszej linii frontu. Rząd powinien nas wpierać i odbudowywać wąską kładkę zaufania do siebie, jeśli takowa w ogóle istniała. A nie wyskakiwać z ustawą, które charakter jest jawnie opresyjny - mówił w TOK FM Jakub Wygnański, prezes fundacji Stocznia.
Zobacz wideo

Michał Woś, wiceminister sprawiedliwości poinformował w środę na konferencji prasowej, że Solidarna Polska złożyła w Sejmie projekt ustawy o "transparentności finasowania organizacji pozarządowych". Woś podkreślił, powołując się na publikacje niemieckich mediów, że niektóre NGO-sy są "elementem polityki rosyjskiej i nacisków na opinię publiczną państw zachodu", a także są "narzędziem polityki klimatycznej państwa rosyjskiego". - Ostatnie wydarzenia pokazują, że Polsce potrzebna jest deputinizacja, także w zakresie działań różnych NGO - powiedział wiceminister.

Pomysł ludzi Ziobry krytykował na antenie TOK FM Jakub Wygnański, prezes fundacji Stocznia. Przypomniał, że organizacje porządku publicznego są pionierami, jeśli chodzi o jawność w życiu publicznym. - Upublicznienie informacji o sobie jest jednym z warunków otrzymania dotacji z 1 procenta podatku. (…) Mamy mnóstwo obowiązków sprawozdawczych i nie jest trudno sprawdzić, skąd organizacje mają pieniądze. Też chciałbym wiedzieć, kogo finansują choćby Rosjanie, ale w ten sposób się tego nie dowiemy. A znaleziska mogą być kłopotliwe dla autorów tej propozycji - przekonywał Wygnański.

Projekt ludzi Ziobry nazwał wprost "bałamutnym". - To propozycja niegodna. NGO-sy są teraz na pierwszej linii frontu. Rząd powinien nas wpierać i odbudowywać wąską kładkę zaufania do siebie, jeśli takowa w ogóle istniała. A nie wyskakiwać z ustawą, które charakter jest jawnie opresyjny - wskazywał gość TOK FM.

Wygnański wyliczał też konkretne zapisy w ustawie, które świadczą o tym, że projekt został przygotowany "na kolanie". - Musiałbym wiedzieć, czy firma, która dała mi pieniądze, nie ma w swoich strukturach kapitału z Rosji. Co więcej, z ujawniania informacji o sobie wyłączone byłyby takie instytucje jak kościoły, związki wyznaniowe i partie polityczne. Czyli nie wiedzielibyśmy, kto w demokratycznym kraju finansuje agendę polityczną. Uzasadnienie tej ustawy jest bałamutne i słabe - ocenił ekspert.

Gość TOK FM podsumował, że podobne ustawy działają już na Węgrzech, w Turcji, Białorusi i Rosji. - Dlatego to jest taki brak taktu. Przez zapisy z takich projektów Aleksiej Nawalny siedzi w więzieniu, przez to rozwiązano organizację Memoriał. To haniebne i karygodne propozycje - wskazał prezes fundacji Stocznia.  

DOSTĘP PREMIUM