"Nie będzie zmiłuj". Porażka na Śląsku zaboli PiS. A swój udział w niej ma sam prezes Kaczyński

Utrata przez PiS władzy w sejmiku śląskim to - jak ocenił w TOK FM senator Jan Maria Jackowski - "potężna porażka". - I prognostyk. W najbliższym roku możemy być świadkami niejednego zaskoczenia - uważa polityk, który przez lata związany był z PiS. Jak zasugerował, wpływ na utratę władzy przez PiS na Śląsku miał sam Kaczyński. Bo marszałek Jakub Chełstowski, który uczestniczył w spotkaniach prezesa Prawa i Sprawiedliwości z wyborcami, był rozczarowany wypowiedziami lidera partii rządzącej.

Prawo i Sprawiedliwość straciło kontrolę nad śląskim sejmikiem, gdzie rządziło od 2019 roku. Podczas poniedziałkowych obrad radni odwołali dotychczasowego przewodniczącego - Jana Kawuloka z PiS. Wcześniej marszałek regionu Jakub Chełstowski i troje dotychczasowych radnych PiS przystąpiło do nowego klubu Ruchu Samorządowego "Tak! Dla Polski".

Jak komentował w TOK FM senator Jan Maria Jackowski, utrata władzy przez PiS była do przewidzenia. Bo napięcia były widoczne od pewnego czasu. - Przyjazd Jarosława Kaczyńskiego na Śląsk zbiegł się jakoś z upublicznieniem czegoś, co było przygotowywane od pewnego czasu - mówił w rozmowie z Janem Wróblem. Dodał też, że sprawa dotyczy prestiżowego i bardzo ważnego Śląska. Mamy więc do czynienia - jak ocenił - z "potężną porażką".

Senator niezależny, który przez lata startował z list PiS, podkreślił, że przegrana na Śląsku mocno zaboli partię rządzącą. - Utrata województwa śląskiego to strata atrakcyjnych miejsc pracy. To województwo ma dziesiątki spółek, instytucji, a w każdej z nich są istotne posady, które można obsadzać swoimi. To realna utrata bardzo ważnych instrumentów kształtowania polityki personalnej - argumentował.

Zmiana będzie więc bolesna dla wielu ludzi Prawa i Sprawiedliwości. - Jak znam życie samorządowe i mechanizmy polityczne, to nie będzie zmiłuj, będzie bezwzględna zmiana - stwierdził, podkreślając, że nowe władze województwa śląskiego będą chciały się odciąć od czasu rządów PiS-u.

Nowy układ polityczny w sejmiku śląskim może mieć sporo czasu na rządzenie. Bo przecież PiS przesunął wybory samorządowe z 2023 roku na 2024.

Kaczyński tylko zaszkodził

Jackowski zwrócił uwagę na argumenty, jakie zdecydowały o zmianie politycznego kursu przez marszałka województwa śląskiego Jakuba Chełstowskiego i bliskich mu radnych. Tropy wiodą do liderów PiS i realizowanej przez rząd polityki. - Przede wszystkim chodzi o bardzo poważny pakiet dla Śląska ze środków unijnych - ponad 5 mln. Środki te są zagrożone, a z punktu widzenia bycia włodarzem takiego województwa, to jest to fundamentalna sprawa. Albo ma się tak gigantyczne środki i można projekty realizować, albo nie ma się tych środków - wyjaśnił.

Zdaniem gościa "Poranka Radia TOK FM" nie można więc mieć wątpliwości, że decyzja Chełstowskiego to protest "przeciwko polityce rządu prowadzonej wobec Unii Europejskiej". Ważną rolę w całej sprawie - jak się okazuje - odegrał też sam lider Prawa i Sprawiedliwości. - Marszałek Chełstowski uczestniczył w niektórych spotkaniach prezesa Kaczyńskiego na Śląsku. I twierdził, że te wypowiedzi go rozczarowały, że widać było, że prezes był nieprzygotowany, nie zna specyfiki Śląska. To był też jeden z argumentów decydujących o tej wolcie - podkreślił.

Władza PiS się chwieje? "Możemy być świadkami niejednego zaskoczenia"

Senator niezależny uważa, że do zmiany doszło w trudnym dla PiS czasie, bo na niespełna rok przed wyborami parlamentarnymi. Jak stwierdził, poniedziałkowe wydarzenia są "pewnym prognostykiem". 

- Jeżeli różne struktury w państwie - samorządy, administracja, agencje - zaczynają wyczuwać słabnięcie władzy, to w najbliższym roku możemy być świadkami niejednego zaskoczenia. Na przykład, że jakiś prokurator wróci do śledztwa, które zostało już umorzone. Mogą się pojawić tego typu sytuacje, które będą świadczyły o tym, że w tych środowiskach jest przekonanie, że może nastąpić zmiana władzy - ocenił Jackowski w rozmowie z Janem Wróblem.

Rzecznik PiS komentując utratę większość w śląskim sejmiku, stwierdził, że w partii rządzącej "nikt nie rozdziera szat", z powodu zmiany układu sił. - W polityce takie rzeczy się zdarzają. Na przestrzeni wielu lat sprawdza się ludzi. Po latach widać, kto był godny zaufania, kto jest lojalny, komu przyświecają wartości, idee, a kto szuka, gdzie by tutaj można było się wygodnie umościć - stwierdził Radosław Fogiel. 

DOSTĘP PREMIUM