Ostatnie zakupy Błaszczaka. Były minister kręci głową. "Kompletnie nieodpowiedzialne"
Szef MON Mariusz Błaszczak zatwierdził w piątek umowę dotyczącą pozyskania 152 egzemplarzy samobieżnych armatohaubic Krab dla Wojska Polskiego. - Do wcześniej zamówionych sześciu dywizjonowych modułów ogniowych Regina dołączamy kolejne sześć, a więc zamówienie dotyczy pozyskania 152
armatohaubic Krab wraz z wozami towarzyszącymi. (...) To jest kontrakt, który został podpisany przed chwilą, który stanowi ważny element wzmacniania polskich Sił Zbrojnych - powiedział w piątek minister Błaszczak.
Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej i typowany na ministra - koordynatora ds. służb specjalnych w nowym rządzie Donalda Tuska, działanie Mariusza Błaszczaka ocenił jako "kompletnie nieodpowiedzialne". - Nie ma żadnego powodu, żeby takie sprawy nie poczekały na nowego ministra kilka dni - mówił wiceprzewodniczący PO w programie "A teraz na poważnie" w TOK FM.
Co z kontraktem zrobi nowy rząd?
Przyszły koordynator ds. służb specjalnych zwrócił uwagę na "ogromną aktywność" ministra Błaszczaka po 15 października. Choć z drugiej strony przyznał, że akurat kontrakt dotyczący armatohaubic Krab znajdzie wsparcie nowego rządu. Przekonywał, że rząd PO-PSL popierał produkcję armatohaubic w hucie Stalowa Wola, która mogła ruszyć podczas ich rządów.
Jednak w ocenie gościa TOK FM nie wszystkie decyzje spotkają się z akceptacją nowego ministra obrony narodowej, na którego typowany jest Włodzimierz Kosiniak-Kamysz. - Minister Błaszczak niesie ciężar kupowania na bardzo dużą skalę armatohaubic w Korei Południowej, które są podobne lub gorsze, a na pewno starsze niż Krab - podkreślił.
Dzisiejsze zatwierdzenie umowy dot. kupna armatohaubic Krab, zdaniem Siemoniaka, "jest próbą wizerunkowej ucieczki" od tego, co działo się w Ministerstwie Obrony Narodowej. - [Minister Błaszczak] nie powinien takich decyzji podejmować i jestem przekonany, że nowy minister obrony przejrzy to wszystko - mówił gość TOK FM.
Jednocześnie poseł przypomniał, że osiem lat temu był w takiej samej sytuacji, jednak przyjął inną strategię działania. - Po przegranych wyborach przez kilka tygodni byłem jeszcze ministrem obrony narodowej. Było dla mnie jasne, że żadnych poważnych decyzji nie można w tym momencie podejmować - podsumował gość Mikołaja Lizuta.
Posłuchaj: