,
Obserwuj
Polska

Dziecko było "niegrzeczne", szkoła zawiadomiła sąd. "Nie ukrywam, czułam się skrzywdzona"

6 min. czytania
22.05.2026 11:06

Coraz więcej szkół zawiadamia sądy o uczniach sprawiających trudności wychowawcze. W części przypadków chodzi jednak o dzieci w spektrum autyzmu lub z ADHD. Psychologowie i sami sędziowie alarmują, że niektóre placówki działają nadmiarowo - zamiast najpierw próbować pomóc rodzinie.

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak niektóre szkoły reagują na zachowania trudne dzieci z neuroróżnorodnością?
  • Dlaczego zawiadomienia do sądu są często nadużywane przez szkoły?
  • Co mogą zrobić szkoły przed wysłaniem zawiadomienia do sądu?
  • Które instytucje mogą pomóc szkołom w rozwiązywaniu problemów uczniów?

Pani Ewa jest mamą Kuby, nastolatka w spektrum autyzmu. Chłopak w codziennym życiu funkcjonuje dość dobrze - chodzi do szkoły, uwielbia matematykę. Ale jakiś czas temu zaczęły się pojawiać tzw. zachowania trudne. Chodzi po klasie, mówi sam do siebie, czasami na lekcji śpiewa albo chce wyjść z sali. Zdarzyło się, że popchnął kolegę, a ten się przewrócił. - Syn ma teraz cięższy okres. Na razie nie wiemy, z czym ma to związek - być może z samym dorastaniem. Szkoła próbuje nam wmówić, że to nasza - rodziców wina, że nie potrafimy dziecka wychować - opowiada mama. Placówka (a chodzi o duże miasto) zawiadomiła sąd, by przyjrzał się i zbadał sytuację w tej rodzinie. 

- Ja wiedziałam od początku, że jesteśmy dobrymi rodzicami i że nic nam nie mogą zarzucić. I tak się stało. Sprawa w sądzie zakończyła się niczym, ale ile stresu przeszliśmy, jak się czuliśmy, to tylko my wiemy - przyznaje pani Ewa. - Czułam się stygmatyzowana, że jestem złym rodzicem, że inni patrzą na mnie "wilkiem". Nikomu nie życzę takiego stresu. Nie ukrywam, czuję się skrzywdzona. A wiem od innych mam, że takich sytuacji jest bardzo dużo. Szkoły - w wielu przypadkach, w mojej ocenie - działają nadmiarowo - dodaje.

Tego typu zawiadomienia dotyczą w znacznej części dzieci neuroróżnorodnych - z autyzmem czy ADHD, ale nie tylko. - Czasami wystarczy, że jedno dziecko popchnie drugie i już jest pismo do sądu. Albo pojawi się jakiś komentarz w sieci. Tak jakby sądy były receptą na całe zło - słyszymy od psychologów. 

Sądy potwierdzają: "Wydaje się, że procedura jest nadużywana"

Od dwóch lat obowiązują w Polsce standardy ochrony małoletnich. To m.in. one powodują, że nauczyciele i dyrektorzy szkół częściej i bardziej świadomie reagują na przemoc. - I bardzo dobrze - przyznają psycholodzy. Ale - jak dodają - każda sytuacja jest inna i zanim zawiadomimy sąd, warto się jej dokładniej przyjrzeć, by nie działać nadmiarowo. 

Z danych, które zebraliśmy z kilku sądów okręgowych w Polsce, wynika, że w ostatnim czasie rośnie liczba wysyłanych przez szkoły wniosków o wgląd w sytuację dziecka. Widać to szczególnie w większych miastach. Dla przykładu:

  • w Sądzie Rejonowym Łódź-Śródmieście w 2023 roku były 1233 tego typu sprawy (oznaczane w sądach jako "Nmo"), w 2025 - 1428;
  • w Sądzie Rejonowym w Chełmie - 2023 rok to 163 takie sprawy, a 2025 - 494;
  • Sąd Rejonowy Lublin Zachód - w 2023 było 1416 wniosków, a w 2025 - 1579.

Widoczny wzrost zauważano też np. w małym Sądzie Rejonowym w Puławach, gdzie w 2023 roku zanotowano 18 takich spraw, w 2025 - 37, a w tym roku już 16. 

Większość zawiadomień to oczywiście zawiadomienia zasadne. Jak mówi nam sędzia Andrzej Mikołajewski, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie do spraw cywilnych, dotyczą m.in. dłuższej nieobecności uczniów na lekcjach, niewłaściwych, powtarzających się zachowań wobec rówieśników na terenie szkoły lub poza nią (także w mediach społecznościowych), ale też spożywania alkoholu przez dzieci, palenia papierosów, kradzieży czy innych czynów zabronionych.

- Jest też druga grupa - chodzi o zawiadomienia ze szkół dotyczące zaniedbań rodzicielskich, np. brak współpracy z rodzicami, nadużywanie przez nich alkoholu, problemy wychowawcze czy podejrzenia stosowania przemocy. Do tego dochodzi samookaleczanie się czy inne zachowania mogące świadczyć o zaburzeniach psychicznych - mówi sędzia Mikołajewski. 

Redakcja poleca

- Szkoły wskazują m.in. na zaniedbania opiekuńcze dzieci czy nieodpowiadanie rodziców na informacje zawarte w dziennikach elektronicznych. Wnioski dotyczą również trudnego zachowania dzieci mogącego świadczyć o niezdiagnozowanych schorzeniach lub niewydolności wychowawczej rodziców, braku współpracy rodziców ze szkołą przy pojawiających się problemach, niewywiązywaniu się przez rodziców z planu współpracy ze szkołą, o przemocy, uzależnieniu od środków psychoaktywnych, braku stałego zatrudnienia rodziców - wylicza Monika Pawłowska-Radzimierska, rzecznik prasowa do spraw cywilnych w Sądzie Okręgowym w Łodzi.

- Z informacji przekazanych z VII Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi wynika też, że wielokrotnie szkoły informują sąd o nierealizowaniu przez dziecko obowiązku szkolnego, nie sprawdzając wcześniej, czy dziecko realizuje ten obowiązek w innej szkole. Po podjęciu działań przez sąd okazuje się w większości przypadków, że dziecko zapisane jest i uczęszcza do innej szkoły niż np. szkoła rejonowa - przekazała nam pani sędzia. 

Szkoła nie rozwiązuje problemu, ale odsyła do sądu

Coraz więcej jest też jednak wniosków w sprawach, które spokojnie mogłyby być rozwiązane na terenie szkoły. 

- Z obserwacji pracowników sądów i samych sędziów wynika, że zdarzają się sytuacje, iż szkoły informują sąd o niewłaściwym zachowaniu dzieci na terenie placówki - np. agresji, chodzeniu po klasie czy wychodzeniu ze szkoły - bez podjęcia wcześniejszych działań mających na celu przebadanie dziecka w poradni psychologiczno-pedagogicznej. (...) Bywa, że "niepokojące informacje" ze szkoły - np. agresywne zachowanie dziecka, wulgaryzmy, niepokój, chodzenie po klasie - wynikają z neuroróżnorodności dziecka - tłumaczy sędzia Pawłowska-Radzimierska.

- W przypadku niskich kompetencji opiekuńczo-wychowawczych rodziców dzieci ze stwierdzoną neuroróżnorodnością, sąd może ustanowić nad rodziną nadzór kuratora, który m.in. wspiera rodziców w zgromadzeniu dokumentów ukierunkowanej diagnostyki dziecka, wskazuje na możliwość skorzystania ze wsparcia specjalistów, potrafi przełożyć zalecenia specjalistów na język zrozumiały dla rodziców dziecka, podnosi świadomość rodziców, jak pracować z dzieckiem dotkniętym neuroróżnorodnością w domu - dodaje pani sędzia. 

Rzecznik sądu w Łodzi przyznaje jednocześnie, że z obserwacji sądów wynika wprost, że procedura związana z wnoszeniem przez szkoły wniosków o wgląd w sytuację dziecka wydaje się być nadużywana. - Szkoły często nie podejmują samodzielnych działań w zakresie swoich kompetencji, mających na celu pomóc dziecku i jego rodzicom, lecz cedują te działania na sąd. Wiele spraw nie powinno trafić do sądu, gdyż dotyczą spraw natury szkolnej, np. przestrzegania regulaminu szkoły i winny być załatwiane przez szkołę w porozumieniu z rodzicami i pedagogami. Z punktu widzenia sądu generuje to wiele dodatkowych czynności sprawdzających, dodatkowych spraw. W konsekwencji około połowa nie kończy się ingerencją sądu. Z informacji przekazanych z wydziałów wynika, że w ok. 40-50 procentach spraw sąd nie wydaje zarządzeń opiekuńczych - przekazała nam pani sędzia.

- Oczywiście, nie możemy generalizować. Nie jest tak, że te zawiadomienia co do zasady są błahe i nierzetelne. Ale rzeczywiście to, na co sądy zwracają uwagę, to fakt, że czasami warto byłoby, żeby szkoły też próbowały na innej drodze pomóc dziecku, zanim zdecydują się na wysłanie takiego zawiadomienia do sądu - wskazuje sędzia Andrzej Mikołajewski z sądu w Lublinie.

Również tu są sprawy dotyczące dzieci z neuroróżnorodnością. - Sądy rejonowe z naszego okręgu - w tym sąd w Lublinie - sygnalizują, że występują takie zawiadomienia, w których okazuje się, że mamy do czynienia z neuroróżnorodnością dziecka. Także nie jest to takie proste przełożenie, że jak dziecko zachowuje się w szkole niewłaściwie, to na pewno są to problemy wychowawcze czy niewłaściwa opieka ze strony rodziców. Tu podłoże może być inne. Być może część nauczycieli nie do końca jest w stanie to stwierdzić. W każdym razie jeżeli sąd ustali, że rodzice odpowiednio realizują swoje obowiązki wychowawcze, starają się pomóc dziecku, to oczywiście nie ma podstaw, żeby w tej rodzinie podejmować jakiejś czynności nadzorcze, np. dotyczące ograniczenia władzy rodzicielskiej - dodaje gość TOK FM.

Jak mówi Marta Szczodrak, psycholożka, koordynatorka Centrum Pomocy Dzieciom w Lublinie, jest wiele instytucji, do których nauczyciel czy dyrektor szkoły może zadzwonić i zapytać, czy w danej sprawie - trzeba zawiadamiać sąd, czy można sobie poradzić z nią w inny sposób.

- Myślę, że z jednej strony to dobrze, że coraz więcej interweniujemy w kwestii podejrzenia krzywdzenia dzieci, ale z drugiej - większa liczba tych zawiadomień wysyłanych do sądu może też wynikać z nierozumienia definicji przemocy. Do worka z napisem "przemoc" wkłada się bardzo dużo rzeczy, które przemocą być nie muszą, jak np. konflikty rówieśnicze, które można by było rozwiązać w inny - prostszy sposób. My dorośli często nie pozwalamy dzieciom rozwiązywać konfliktów samodzielnie, a nasze działania są nadmiarowe, reagujemy za wcześnie, nie dając dzieciom szansy, by próbowały się dogadać - mówi nasza rozmówczyni. 

Jak dodaje, zanim podejmiemy decyzję o zawiadomieniu sądu, warto porozmawiać z jedną i drugą stroną, zbadać sytuację, dowiedzieć się, co stało za konkretnymi wydarzeniami. Możemy też zadzwonić do Centrum Pomocy Dzieciom czy do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, czy np. do kogoś z Zespołu Interdyscyplinarnego do spraw Przeciwdziałania Przemocy. 

Źródło: TOK FM