Kaczyński tłumaczy się z telefonu o 3 w nocy do prezesa TVP. "To nie oznacza żadnej zależności"
Jarosław Kaczyński zapowiedział, że 11 stycznia odbędzie się Protest Wolnych Polaków, czyli manifestacja 'w obronie demokracji'. - Działania, które są podejmowane w tej chwili, przede wszystkim wobec mediów [...] to są działania całkowicie bezprawne, gdzie przy pomocy uchwał próbuje się zastępować ustawy - mówił prezes PiS-u.
Wspomniał także, że propozycje Unii Europejskiej 'sprowadzą nasz kraj do terenu zamieszkałego przez Polaków, a rządzonego z zewnątrz. Temu musimy się przeciwstawić'. - Demonstracja 11 stycznia będzie demonstracją w obronie polskiej demokracji, polskich mediów, wolności słowa, polskiej wolności w ogóle, ale także przyszłości Polski jako suwerennego państwa - powiedział.
"Nie mam odpowiedniego dekodera"
W dalszej części konferencji zapytano prezesa Prawa i Sprawiedliwości o telefon wykonany do prezesa TVP Mateusza Matyszkowicza o godzinie 3 w nocy. Jarosław Kaczyński sam się tym chwalił na antenie radia Wnet.
Podczas konferencji zaczął szczegółowo opowiadać, że wrócił o tej porze do domu, włączył TVP Info i 'zobaczył brak sygnału'. Zadzwonił więc do marszałka Terleckiego, który potwierdził, że tak rzeczywiście jest, a potem po wykonaniu telefonów do dwóch osób, które zapewne spały, więc nie odebrały, postanowił zadzwonić do kolejnej osoby. - Po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że w tej sytuacji trzeba zadzwonić do prezesa telewizji. Co prawda znam go nieporównywalnie mniej od prezesa Kurskiego, ale go jednak trochę znam. Zaryzykowałem, towarzysko to nie była sytuacja najłatwiejsza. Dowiedziałem się, i to mnie ucieszyło, że to tak, że ja nie mam odpowiedniego dekodera. Nic innego się nie stało - mówił Kaczyński, cytowany przez portal Gazeta.pl.
Prezes partii tłumaczył, że 'chodziło o to, czy Telewizja Polska została wyłączona, czy nie'. - To nie oznacza żadnej zależności, to jest pytanie o to, czy coś działa, czy nie działa. Każdy polityk, każdy obywatel, może takie pytanie zadać, jeśli jakąś osobę zna. Cała bajka o szefach na telefon z całą pewnością odnosi się do dzisiejszej sytuacji, bo to na pewno są szefowie na telefon, ludzie, którzy zdecydowali się na łamanie prawa - mówił.
Do sprawy postanowił się odnieść Mariusz Błaszczak, który zapewniał, że o trzeciej nad ranem 'kilkunastu silnych panów, czyli takich, o jakich w kampanii mówił Donald Tusk, przejmowało budynek'. A on o tej porze przyjechał do Polskiej Agencji Prasowej.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>