Wojna na ceny biletów lotniczych. "To próba wykrwawienie słabszego przewoźnika"
- Katastrofy w cenach biletów nie widać. Mamy do czynienia z aberracją, bo właściwie od miesiąca powinny być one już zdecydowanie wyższe, a nadal trzymają się na bardzo niskim poziomie - mówił w TOK FM Mariusz Piotrowski z fly4free.pl.
- Co trzyma ceny biletów lotniczych na niskich poziomach?
- Jakie strategie przyjmują teraz przewoźnicy?
- Czego można spodziewać się w kolejnym sezonie?
Kryzys paliwowy wywołany wojną na Bliskich Wschodzie i blokadą cieśniny Ormuz oraz ryzyko fizycznych niedoborów surowców uderzyły w linie lotnicze. I choć eksperci ostrzegali, że era taniego latania może się skończyć, tak się jednak nie stało.
- Katastrofy w cenach biletów nie widać. Mamy do czynienia z aberracją, bo właściwie od miesiąca powinny być one już zdecydowanie wyższe, a nadal trzymają się na bardzo niskim poziomie. Jedynie w ostatnich dniach zaczęły troszeczkę iść w górę; zapewne w związku z kolejnym szczytem podróżniczym, czyli długim weekendem czerwcowym - potwierdził w audycji "EKG" Mariusz Piotrowski z fly4free.pl.
Inna rzecz, jak od razu dodał, że "bardzo prawdopodobne jest to, że to pewnie ostatni moment na szukanie tanich biletów na wakacje".
- Z całą pewnością w czerwcu możemy się już spodziewać pewnych podwyżek. Nawet kosztem być może niekoniecznie wypełnionych samolotów. Przecież linie nie mogą sobie pozwolić, by dopłacać do interesu w nieskończoność. Tym bardziej, że w bilansach wielu przewoźników paliwo lotnicze to ponad 30 proc. kosztów całego lotu, a jego cena jest wciąż na bardzo wysokim poziomie. Poza tym wysoki sezon wakacyjny to czas, kiedy linie lotnicze zarabiają, a w tej sytuacji będą musiały po prostu minimalizować straty - dodał w rozmowie z Wojciechem Kowalikiem.
"Próba wykrwawienie słabszego przewoźnika"
A co trzyma ceny biletów na niskich poziomach? Jak wskazał ekspert fly4free.pl to przede wszystkim słaby popyt czy np. kontrakty na tańszą ropę, które zawarła część przewoźników. Choć, jak zastrzegł gość TOK FM, to też nie rozwiązują wszystkich problemów.
- Nawet takie linie jak Ryanair, który zabezpieczył 80 proc. swoich potrzeb na paliwowo po niższych cenach wciąż musi kupować te 20 proc. z rynku, a to też może bardzo mocno wpłynąć na rentowność połączeń. Niestety, wszystkie linie mają problem, tylko jedne mają mniejszy, inne większe - dopowiedział Mariusz Piotrowski.
Tyle, że swoje robi też wojna na ceny i wojna na kierunki.
- Mamy w tej chwili do czynienia z wojną cenową na kilku największych lotniskach w Polsce: w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Katowicach, gdzie dochodzi do dublowania kierunków na taką skalę, jakiej nie wiedzieliśmy od wielu lat. Wygląda to jak próba wykrwawienie słabszego przewoźnika, czyli WizzAira przez Ryanaira. Tym bardziej, że Ryanair mimo problemów, wciąż jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej - przyznał.
W tym kontekście przypomniał, że zaledwie kilka tygodni temu Ryanair pochwalił się, że jest "chyba jedyną linią lotniczą na świecie, która nie ma żadnych długów". - A to oznacza, że stać go na to, by mocniej stymulować popyt, w tym mocniej schodzić z ceny, a nawet przez jakiś czas dopłacać do połączeń kosztem rentowności. Tylko po to, by wyeliminować albo ograniczyć działalność swojego głównego konkurenta - podkreślił Piotrowski.
Na uwagę prowadzącego, że kiedy Ryanair trzyma ceny to wszyscy inni boją się je podnosić, odpowiedział krótko: "I tak, i nie". - Zawsze powtarzam, że nie do końca tanie linie są tanie. Przecież kupując bilet w taniej linii właściwie kupujemy tylko losowo wybrane miejsce w samolocie. A dobrze wiemy, że przy lotach wakacyjnych to nie jest takie proste: podróżujemy rodziną, chcemy siedzieć obok siebie w samolocie, nie potrzebujemy plecaka, tylko musimy wziąć ze sobą przynajmniej walizkę kabinową, a najlepiej duży bagaż rejestrowany. I za to wszystko dopłacić - wyliczył.
Stąd, dodał, porównując ceny u taniego przewoźnika do cen u przewoźnika regularnego "bardzo często okazuje się, że ta nie jest aż tak konkurencyjna". - Tania linia jest faktycznie tania dla zaprawionego w bojach hardcorowego podróżnika, któremu wystarczą trzy zmiany bielizny i dwa t-shirty - podkreślił.
Szok cenowy to nie wszystko
Gość TOK FM dopytywany na koniec, czego się spodziewać w przyszłym roku wskazał, że jeżeli niepewność geopolityczna potrwa dłużej np. do zimy, to w przyszłym sezonie letnim "może nas czekać dosyć niemiły szok cenowy i skromniejsza siatka połączeń, bo przewoźnicy będą musieli uziemiać samoloty".
- Zresztą widzimy to już nawet w tej chwili, w ograniczonym zakresie, w przypadku biur podróży w Polsce. I tak np. w maju i czerwcu wiele z nich konsolidowało swoją ofertę na niektórych kierunkach, z którymi wydawało się, że nie powinno być problemu, jak np. Turcja czy Egipt. Jeżeli więc drogie paliwo się utrzyma, to oferta lotów tak regularnych, jak i czarterowych może być skromniejsza - podsumował Piotrowski w TOK FM.
Źródło: TOK FM