,
Obserwuj
Kultura

Afera wokół ustawy o statusie artysty. Żulczyk w TOK FM: Nie ma zgody na dorabianie nam gęby

3 min. czytania
02.06.2026 20:20

To nie był zmysł publicystyczny ani nerw aktywisty, tylko odruch obronny - tak pisarz w TOK FM Jakub Żulczyk skomentował spięcie ze Sławomirem Mentzenem. Autor "Kandydata" podkreślił, że nie zgadza się na traktowanie artystów jako ludzi niepotrzebnych, roszczeniowych i oderwanych od rzeczywistości.

Jakub Żulczyk
Jakub Żulczyk
fot. Adam Burakowski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Jakub Żulczyk krytykuje Sławomira Mentzena?
  • Jak Żulczyk odnosi się do ustawy o statusie artysty?
  • Czy pisarz chciałby kandydować na prezydenta?

- Nie mam zgody na to, że środowisko kultury stało się celem populistycznego ataku i narzędziem w prowadzeniu agresywnej polityki, m.in. podkopywania rządu. Nie mam zgody też na dorabianie nam gęby - mówił wTOK FM Jakub Żulczyk. Była to reakcja na to, co o ustawie o statusie artysty wypowiadał polityk Sławomir Mentzen.

Lider Konfederacji stwierdził, że artyści sami powinni zapewnić sobie popularność i zyski. Według Mentzena artyści z pogardą traktują ciężko pracujących ludzi. "Jeśli chcecie naszych pieniędzy, to twórzcie sztukę, za którą sami będziemy chcieli płacić. Malujcie ładne obrazy, nagrywajcie dobre piosenki, twórzcie dobre filmy i spektakle. Róbcie dobrze to, na czym się znacie" - pisał poseł Konfederacji na platformie X.

Na to Żulczyk odparował mocnymi słowami: "Słuchaj, polityku. Przede wszystkim to my wszyscy, artyści, magazynierzy, rolnicy, hutnicy, sprzedawcy musimy płacić na ciebie. To ty pier*****z o sprawach, o których nie masz zielonego pojęcia. To ty patrzysz na nas z pogardą. Zamknij mordę i do roboty".

Jak tłumaczył autor m.in. "Kandydata", "Ślepnąc od świateł" i "Wzgórza psów", wpis Mentzena - a zwłaszcza protekcjonalne traktowanie artystów - osobiście go dotknął i obraził. - Jestem dorosłym mężczyzną, który ciężko pracował na swój sukces - zaznaczył pisarz, który debiutował powieścią "Zrób mi jakąś krzywdę" już 20 lat temu.

- Nie ma mojej zgody na to, abyśmy byli traktowani jako ludzie z gruntu roszczeniowi, niepotrzebni, nieudolni albo kompletnie oderwani od rzeczywistości - mówił Żulczyk w audycji "Pisarki i pisarze", zaznaczając, że sam jest na bakier ze środowiskiem artystów.

- Jestem w stanie stwierdzić, że wielu osobom odjechał peron, zwłaszcza, jak się dochrapali statusu autorytetów - przyznał w rozmowie z Mikołajem Lizutem. A na dodatek - jak wyjaśnił pisarz - cała afera go nie dotyczy, bo zarabia więcej niż pułap, o którym mówi ustawa o statusie artysty.

Żulczyk prezydentem? "Straciłem potrzebę opowiadania się po jednej stronie sporu"

Jakub Żulczyk w rozmowie z Mikołajem Lizutem obiecał, że nigdy nie będzie kandydował na urząd prezydenta. - Nie widzę siebie jako kandydata na jakiekolwiek polityczne stanowisko - podkreślił pisarz. To właśnie praca nad jego ostatnią książką - "Kandydatem" - sprawiła, że "uwolnił się od rozgorączkowania politycznego". - Straciłem potrzebę jednoznacznego opowiadania się po jednej stronie sporu - powiedział.

I chociaż Żulczyk często wypowiada się na aktualne tematy, to nie chce być "zagarnięty" przez żadne siły. - Jestem osobą pyskatą i nieobliczalną. Doprowadziłem do tego, że niespecjalnie to opłaca się komukolwiek, żeby mnie zawłaszczyć - stwierdził gość TOK FM. I opowiedział, że wymagało od niego wiele samokontroli i wysiłku, by po aferze z Andrzejem Dudą nie zostać "bojownikiem". Jakub Żulczyk w 2020 roku nazwał we wpisie na Facebooku prezydenta Andrzeja Dudę "debilem". Wytoczono mu proces za znieważenie głowy państwa, jednak w 2023 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury w tej sprawie, uznając czyn za znikomo szkodliwy społecznie w kontekście debaty publicznej.

Politycy do książkowej adopcji

Ostatnia książka Żulczyka "Kandydat" została opublikowana przed wyborami prezydenckimi w 2025 roku. To polityczny thriller o mechanizmach władzy. Autor nie krył, że w bohaterach łatwo zobaczyć odniesienia do realnych polityków i ludzi mediów. Wielu z czytelników w tytułowym kandydacie widziało właśnie Andrzeja Dudę. - Podobieństwo bohaterów do rzeczywistych postaci jest zamierzone, ale to, co się dzieje w tej książce jest pewną fantazją - tłumaczył gość Lizuta.

Pisarz stwierdził, że można adoptować polityków jako bohaterów swoich książek. - Politycy wykonują ogromną pracę, żeby przekonać wszystkich, że są takimi samymi ludźmi jak reszta znanych osób, że są tacy sami, jak artyści, naukowcy, czy dziennikarze. Ale oni nie funkcjonują na tych samych zasadach, chociażby dlatego, że chroni ich immunitet i mają bezpośredni wpływ na kształt rzeczywistości, w której żyjemy - podkreślił Żulczyk, raz jeszcze odnosząc się do wpisu Mentzena na temat ustawy o statusie artysty.

Źródło: TOK FM