"Pozwolili na kompromitację". Ekspertka wytyka błąd ekipie Kierwińskiego
Tegoroczny Dzień Strażaka przejdzie do historii. Wszystko przez "pechowe" przemówienie ministra Marcina Kierwińskiego. Szef MSWiA zabrał głos podczas uroczystości na Placu Piłsudskiego w Warszawie, jednak momentami trudno było zrozumieć jego wypowiedzi, niektóre słowa i zdania pozbawione były końcówek. Dodatkowo głos ministra brzmiał tak, jakby był puszczany "w zwolnionym tempie". To wystarczyło, by rozgrzać internet do czerwoności. Internauci szeroko komentowali wystąpienie, posądzając Kierwińskiego o "stan nietrzeźwości". Oliwy do ognia dolewali politycy opozycji, mówiąc, że "jeśli minister był pod wpływem alkoholu, natychmiast powinien zostać zdymisjonowany".
Sam Kierwiński tłumaczył dziennikarzom, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, on sam czuje się dobrze i nie ma powodu, by niepokoić się o jego kondycję. - Akurat był straszny pogłos na tych uroczystościach i coś zdarzyło się z mikrofonem. Nie ma tu drugiego dna, po prostu błąd techniki - przekonywał.
'Bezkarność PiS się skończyła'. Szef MSWiA zabrał głos ws. immunitetu Kaczyńskiego
- Współczuję panu Kierwińskiemu, bo jego wystąpienie wyglądało tak, jak wyglądało, a raczej było słyszane, tak jak było słyszane, czyli jakby występował "mocno znieczulony" - komentowała na antenie TOK FM dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
W ocenie ekspertki skandaliczne jest to, że minister tej rangi nie miał wokół siebie ludzi, którzy natychmiast zareagowaliby na sytuację. - Przerwanie wystąpienia i wytłumaczenie, że jest awaria nagłośnienia, byłoby zdecydowanie lepsze niż pozwolenie ministrowi na kompromitację. Teraz "pójdzie" za nim taki nieładny ogon - mówiła w "Poranku Radia TOK FM" politolożka.
W kampanii wyborczej wszystkie chwyty są dozwolone
Zdaniem Pietrzyk-Zieniewicz szef MSWiA powinien całą sprawę zbagatelizować i dać spokój zamiast "straszyć" pozwami sądowymi tych, którzy będą go oskarżać o stan nietrzeźwości.
Oddaję mieszkania za renty. 'Każdy może wejść i zrobić z nami, co zechce'
- Doradzałabym ciszę, bo inaczej sprawa będzie nabierała rumieńców i jeszcze długo będzie trwała w publicznej pamięci - podkreślała. Jak dodawała, sprawa i tak jest rozwojowa i nie ma szans, by szybko zapomniano o tym wystąpieniu. Zwłaszcza że jesteśmy w środku kampanii wyborczej, a minister Kierwiński jest jednym z kandydatów KO do Parlamentu Europejskiego.
- Opozycja będzie miała niezłą pożywkę, ale od tego właśnie jest opozycja, żeby "przypominać Polakom, kto był nietrzeźwy i to w takim dniu" - mówiła gościni Wojciecha Muzala. Zwróciła również uwagę, że w kampanii wyborczej wszystkie chwyty są dozwolone, nawet ostre, a mistrzem wykorzystywania takich sytuacji jest Jacek Kurski, który nie tylko kandyduje z list PiS, ale także "siedzi gdzieś w środku tworzenia kampanii i doskonale wie, jak dyskontować takie wydarzenia".
- Wystąpienie Kierwińskiego to jest taki news troszkę z alkowy, bardzo smakowity, doskonały kąsek, w internecie będzie się to jeszcze długo "przewalać" - dodawała.
'Początek serialu'. Smutna wizja eksperta w sprawie Orlenu
W ocenie gościni TOK FM nietrafione było również badanie alkomatem, którego wynik po przemówieniu minister zaprezentował publicznie. Jej zdaniem lepiej gdyby minister pojechał do szpitala i poddał się badaniu krwi na obecność alkoholu.
- Widać było, że sam minister i jego otoczenie zareagowali pewną paniką na całą sytuację, która, jeszcze raz powtarzam, nie powinna mieć miejsca. Niestety nie ma znaczenia, jaka była prawda, bo w takich sytuacjach słyszymy to, co chcemy słyszeć i wierzymy w to, w co chcemy wierzyć - skwitowała ekspertka.