,
Obserwuj
Polityka

"Romanowski ubiera się w szaty osoby skrzywdzonej". Kwiatkowski przypomina, o co chodzi w aferze

Kamil Śmiałkowski
4 min. czytania
17.07.2024 20:09
Dla Krzysztofa Kwiatkowskiego decyzja sądu w sprawie Marcina Romanowskiego to nie tyle porażka obecnej władzy, tylko dowód, że żyjemy w demokratycznym państwie. Były minister sprawiedliwości mówił w TOK FM, że prokuratura i sądy teraz naprawdę są niezależne. Ocenił, że to nie Romanowski powinien mieć pretensje. - Słuszne pretensje mogą mieć Polki i Polacy - mówił, przypominając, że pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości miały pomagać ofiarom przestępstw.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Sąd odrzucił wniosek prokuratury o areszt dla posła Marcina Romanowskiego. - Informacja, że sąd podejmuje inną decyzję niż wniosek prokuratury to w gruncie rzeczy symboliczne pokazanie różnicy między rządami koalicji 15 października i rządami PiS-u - komentował w TOK FM Krzysztof Kwiatkowski.

Rozmówca Mikołaja Lizuta przypomniał, że w czasach rządów PiS sądy "klepały" grubo ponad 90 proc. wniosków prokuratury. Zwłaszcza tych związanych ze stosowaniem tymczasowego aresztowania. - To troszkę takie symboliczne podkreślenie, na czym polega zmiana między rządami poprzednimi i obecnymi - przekonywał senator Koalicji Obywatelskiej, który w przeszłości był ministrem sprawiedliwości oraz prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Zdaniem gościa "A teraz na poważnie" mamy obecnie do czynienia z niezawisłymi sądami, które rozstrzygają sprawy nie pod presją prokuratury, a zgodnie z własną oceną stanu faktycznego i przepisów prawa.

Autonomiczne decyzje

Kwiatkowski tłumaczył, że w sprawie Romanowskiego kluczowe było pismo przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Theodorosa Rousopoulosa, dotyczące immunitetu. Ale cytował też opinie polskich ekspertów, którzy są przekonani, że immunitet Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy nie ma zastosowania w dotyczącej Romanowskiego sprawie. Do tej grupy należy m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Dalsze decyzje prokuratura podejmie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem decyzji sądu. Co mogą zrobić śledczy? Kwiatkowski wskazał dwa scenariusze, czyli odwołanie od decyzji sądu, albo poczekanie na następne posiedzenie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy i skierowanie stosownego wniosku o uchylenie immunitetu. A to oznacza czekanie do jesieni, bo kolejne posiedzenie zgromadzenia zaplanowano na koniec września.

Sprawa Romanowskiego. Kto jest skrzywdzony?

- Z perspektywy czasu widzimy, że daleko lepiej by było, gdyby prokuratura w tej sprawie wcześniej wystosowała pismo do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy - przyznał były minister sprawiedliwości. Podkreślił równocześnie, że nie można zapominać, czego dotyczą zarzuty wobec Romanowskiego. - Słuszne pretensje mogą mieć Polki i Polacy, pamiętając, że Fundusz Sprawiedliwości miał służyć pomocą ofiarom przestępstw - mówił, przypominając, jak rozdzielano pieniądze, które z założenia powinny trafiać do ofiar przestępstw. Gość TOK FM wymienił słynną sprawę fundacji Profeto, którą założył ks. Olszewski, który został niedawno aresztowany.

Kwiatkowski powtarzał, że to jest właśnie istota całej sprawy. - Bo dzisiaj pan Marcin Romanowski ubiera się w szaty osoby skrzywdzonej przez wymiar sprawiedliwości - tłumaczył, dodając, że trzeba pamiętać o tych, którzy naprawdę zostali skrzywdzeni. - To te dzieciaki, którym skasowano finansowanie ze środków budżetu państwa infolinii z bezpłatną pomocą psychologiczną. To kobiety, którym kiedyś finansowano z tego funduszu pomoc, gdy uciekały przed przemocą domową. To organizacje społeczne, które rzeczywiście świadczyły pomoc ofiarom przestępstw. Ale później przestały świadczyć, bo jak wiemy z rozmów, w których uczestniczył pan Romanowski, kluczem rozdziału pieniędzy było to, czy dana organizacja ma akceptację polityczną jego, czy ministra Ziobry - wyliczał.

- Mamy nieodparte wrażenie, że za chwilę będzie próba kreowania sytuacji. w której Romanowski ma być ofiarą - uważa Kwiatkowski. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. - Ofiarami są ci, którym zabrano pieniądze, po to, by finansować partyjne polityczne i osobiste cele finansowe - powtórzył.

Poczekać na (nowego) prezydenta

Senator KO poruszył także temat przygotowywanej ustawy rozdzielającej urzędy ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Przedstawił też proste rozwiązanie niemal pewnego weta, które czeka tę ustawę ze strony prezydenta Andrzeja Dudy. - Uważam, że proces ustawodawczy w parlamencie nie powinien się zakończyć przed zmianą prezydenta - mówił rozmówca Mikołaja Lizuta. Wybory niebawem, bo do końca kadencji Dudy - jak podkreślił senator - został "rok z leciusieńkim okładem" i nie ma się co śpieszyć z pracami nad tym projektem.

- Moim zdaniem prace po pierwszym czytaniu, po przyjęciu projektu w Sejmie, czy po ewentualnych poprawkach Senatu powinny zostać zatrzymane - stwierdził. I powinny się skończyć, gdy prezydentem nie będzie już Andrzej Duda. A jego zdaniem Sejm powinien skończyć prace i skierować projekt do prezydenta, gdy nie będzie nim już Andrzej Duda.

Kwiatkowski nie ma wątpliwości, że funkcje ministra i prokuratora generalnego powinny być rozdzielone. - Ostatnie lata pokazały, jak urząd prokuratora generalnego był wykorzystywany do celów politycznych - tłumaczył, przypominając głośną sprawę listu prezesa PiS. - Kiedy zaniepokojony Jarosław Kaczyński w 2019 r. napisał do Zbigniewa Ziobry, że pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości są wykorzystywane do celów kampanijnych, wyborczych polityków z ówczesnej Solidarnej Polski to Zbigniew Ziobro nic z tym nie zrobił. Mówiąc wprost: minister Ziobro po poinformowaniu go o nieprawidłowościach przekazał pismo prokuratorowi generalnemu Ziobrze, który wyrzucił je do kosza - spuentował polityk.