"Lex Magierowski". Były rzecznik MSZ o końcu kariery ambasadora, który "był jasnym światłem" czasów PiS
Wezwany do kraju ambasador Polski w USA Marek Magierowski domaga się prawie miliona złotych 'rekompensaty' od MSZ. - Pierwszy raz przeczytałem tę wiadomość dwa dni temu i natychmiast wyjąłem liczydła i zacząłem liczyć - od takiego żartu rozmowę z Karoliną Lewicką w TOK FM zaczął były ambasador i rzecznik MSZ prof. Paweł Dobrowolski.
Markowi Magierowskiemu wyszła oszałamiająca kwota blisko 1 mln złotych, bo przyjął założenie, że kadencja ambasadora zwyczajowo trwa cztery lata. I właśnie tyle należy mu się, za odwołanie, niedokończenie 'kadencji'.
Prof. Dobrowolski, wracając do swoich własnych wyliczeń, pytał w TOK FM, co z tymi dyplomatami, którzy pracowali dłużej niż owe cztery lata. - Co mnie się akurat zdarzyło. Nagle pot mnie oblał, bo to by oznaczało, stosując tę magiczną formułę 'lex Magierowski', że muszę dopłacić - ironizował.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Koniec kariery Magierowskiego w dyplomacji
Gość 'Wywiadu politycznego' podkreślił, że żartobliwy komentarz do wyliczeń byłego już ambasadora Polski w Izraelu i USA, miał sprowadzić całą sprawę 'ad absurdum'. Bo po prostu zasługuje ona na to. W Polsce nie ma bowiem przepisów, zwyczaju czy procedur, które pozwalałby na wypłacanie ambasadorom tego typu świadczenia.
Były rzecznik resortu spraw zagranicznych przyznał, że nie wie, czy to żart, czy próba ironii ze strony Marka Magierowskiego. - Kończy to chyba jego karierę. A szkoda - stwierdził, oceniając, że Magierowski 'był wyjątkowo jasnym światłem' w dyplomacji czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Magierowski 'handluje własną dymisją'? 'Brzydkie i nieetyczne'
- Takim światłem, które przyćmiewało pustynię, do której PiS doprowadził. Trochę żal, że nagle poszedł w takie niezwykle dziwne rozwiązanie - stwierdził rozmówca Karoliny Lewickiej.