,
Obserwuj
Mazowieckie

Niepokojące informacje z granicy. "Pobili go tak mocno, że uszkodzili mu słuch"

5 min. czytania
15.07.2025 10:41
Grupa Granica podała nowe dane dotyczące interwencji przy granicy polsko-białoruskiej. Aktywiści podkreślają, że w lasach Podlasia wciąż są ludzie, którzy potrzebują pomocy, jak np. Erytrejczyk, który w ciągu trzech dni miał być trzy razy push-backowany. Niespokojnie jest też na granicy z Niemcami.
|
|
fot. Wojciech Olkusnik/East News

 

  • Kryzys humanitarny na granicy polsko-białoruskiej trwa;
  • Tylko w czerwcu - Grupie Granica udało się dotrzeć z pomocą humanitarną do 123 osób w ramach 50 interwencji;
  • Migranci, którym pomagała Granica, byli z Afganistanu, Erytrei, Etiopii, Sudanu, Pakistanu, Indii, Kamerunu i Malezji. W grupie było 30 kobiet i 18 nieletnich;
  • Trudna jest też sytuacja na granicy z Niemcami i Litwą. Rząd wprowadził tam tymczasowe kontrole;
  • Jednocześnie trwa nagonka na migrantów i uchodźców, na osoby o ciemniejszym kolorze skóry czy innej religii, ze strony polityków różnych stron sceny politycznej, ale też przedstawicieli Kościoła.

 

333 osoby poprosiły w czerwcu o interwencję humanitarną aktywistów Grupy Granica. Chodzi o cudzoziemców, którzy pojawili się w lasach i bagnach na Podlasiu. Potrzebowali jedzenia, czystej wody do picia, powerbanków, suchych ubrań czy butów. Niektórzy potrzebowali pomocy medycznej, w tym wsparcia psychologicznego. Migranci i migrantki pochodzili z Afganistanu, Erytrei, Etiopii, Sudanu, Pakistanu, Indii, Kamerunu i Malezji. W grupie było 30 kobiet i 18 nieletnich.

Wolontariuszom i aktywistom z Grupy Granica - tylko w czerwcu - udało się dotrzeć z pomocą humanitarną do 123 osób w ramach 50 interwencji. "Niestety, 11 interwencji było nieudanych - najczęściej oznacza to, że zanim dotarliśmy z pomocą do ludzi w lesie, zostali oni już wywiezieni do Białorusi" - wskazują społecznicy.

"Pobili go tak mocno, że uszkodzili mu słuch"

Wśród migrantów znalazł się m.in. Erytrejczyk, który musiał uciekać ze swojego kraju, bo był prześladowany ze względu na swoją religię. Na Białorusi spędził trzy miesiące. "Kiedy do niego dotarliśmy, ukrywał się już trzeci dzień w lesie i doświadczył trzech push-backów. Funkcjonariusze białoruscy pobili go tak mocno, że uszkodzili mu słuch. Udało mu się jednak ukryć i zachować obrazek z Matką Boską" - relacjonuje Grupa Granica.

Aktywiści podają, że wiele osób spotykanych w lesie nie ma ze sobą praktycznie nic oprócz woreczka z paszportem i telefonem. A bywa, że i to już straciły w czasie ucieczki.

Na polsko-białoruskiej granicy obowiązuje strefa buforowa. Wprowadzono też tzw. ustawę azylową, która pozwala Straży Granicznej nie przyjmować od cudzoziemców wniosków o ochronę międzynarodową. Mimo, że prawnicy i organizacje pozarządowe alarmowały, że zarówno wprowadzenie strefy buforowej, jak i ustawy azylowej są niezgodne z prawem, w tym prawem międzynarodowym.

Rząd informuje o agresywnych migrantach

Rząd regularnie informuje o agresywnych migrantach na Podlasiu - choćby w ostatni weekend podawano, że "migranci rzucali w stronę polskich patroli niebezpiecznymi przedmiotami. W trakcie jednego z ataków wybito szybę w służbowym samochodzie Straży Granicznej". Od początku 2025 roku funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali 101 pomocników i organizatorów nielegalnego przekraczania polsko-białoruskiej granicy.

Wojsko twierdzi, że tuż przed ostatnim weekendem doszło też do zaatakowanie żołnierza na granicy. Portal Onet donosi, że najpierw to żołnierz Wojska Polskiego miał strzelać gumowymi pociskami w stronę uciekającego Afgańczyka, a gdy ten upadł na ziemię, zaczął zadawać mu ciosy kolbą karabinu. Jak czytamy, poszkodowany Afgańczyk trafił do jednego z białostockich szpitali, ale służby nie podają informacji o jego stanie zdrowia. Wiadomo, że podobnie jak ranny w oko żołnierz - został już z niego wypisany i trafił do ośrodka dla cudzoziemców, a sprawa jest wyjaśniana.

Granica Polski z Niemcami i Litwą. Kontrole graniczne

Trudna jest też sytuacja na granicy z Niemcami i Litwą. Rząd wprowadził tam tymczasowe kontrole. Jak czytamy w oficjalnych komunikatach - jest to odpowiedź na "rosnące zagrożenie związane z nielegalną migracją i działaniami hybrydowymi reżimu Aleksandra Łukaszenki". Wcześniej swoje działania na granicy prowadził Robert Bąkiewicz i jego samozwańczy Ruch Obrony Granic. Kontrolowali ludzi (m.in. w Zgorzelcu), nie mając do tego żadnych uprawnień.

Prawica - twierdzi, że do Polski ciągną rzesze migrantów, których Niemcy wyrzucają ze swojego kraju i przerzucają do Polski. Kontrole tego nie potwierdzają. MSWiA podaje, że podczas trwających od tygodnia akcji skontrolowano 107 tysięcy osób. Na granicy z Litwą zatrzymano 44 osoby, w tym ośmiu kurierów. Z kolei na granicy z Niemcami w dniach 11-13 lipca odmówiono wjazdu 12 osobom.

"Biorąc pod uwagę jednocyfrowe raporty z poszczególnych dni, można uznać, że kosztowne zaangażowanie tysięcy funkcjonariuszy i żołnierzy do realizacji kontroli granicznych dało podobne efekty jak 'bastylijskie' wysiłki rewolucjonistów francuskich" - pisze dr Tomasz Sieniow, prawnik zajmujący się prawem międzynarodowym na KUL, a także prezes Fundacji Instytut na Rzecz Państwa Prawa, która od 20 lat wspiera migrantów w Polsce.

Jednocześnie trwa nagonka na migrantów i uchodźców, na osoby o ciemniejszym kolorze skóry czy innej religii, ze strony polityków różnych stron sceny politycznej, ale też przedstawicieli Kościoła. O uspokojenie nastrojów apelował w weekend szef MSZ - o przeciwstawienie się nienawiści, rasizmowi i ksenofobii.

List otwarty z apelem o spójność społeczną

List otwarty w czterech językach przygotowała Fundacja Migrant Info Point z Poznania, która od 12 lat wspiera cudzoziemców w tym mieście. List poparło Konsorcjum Migracyjne, które skupia organizacje z całej Polski.

"Jako społeczeństwo znaleźliśmy się w trudnym momencie. Czujemy, że bez zdecydowanych działań mogą nadejść jeszcze trudniejsze czasy. Z rosnącym niepokojem i konsternacją obserwujemy rosnący wpływ sił politycznych, które reprezentują i promują negatywne nastawienie do kwestii migracji i azylu, a także do osób z doświadczeniem migracyjnym" - czytamy w liście.

Jego autorzy przyznają, że są zaniepokojeni dynamiką tych procesów i szybkością niepokojących zmian zachodzących w debacie publicznej i przestrzeni społecznej. Jednocześnie podkreślają, iż zdają sobie sprawę, że "migracją należy zarządzać", bo "pozostawiona bez opieki może prowadzić do napięć i wyzwań społecznych". Wskazują jednak, że konieczna jest integracja cudzoziemców, a nie szczucie i nienawiść wobec nich.

"Obecne siły polityczne (...) cynicznie wykorzystują temat migracji jako narzędzie budowania kapitału politycznego. Podsycanie społecznych lęków i wrogości wobec 'innych' stało się elementem kampanii politycznej. W rezultacie świadomie kultywowana jest atmosfera zagrożenia, a wywoływane przez nią emocje przybierają formę otwartej niechęci i nienawiści wobec osób poszukujących bezpieczeństwa i godności w Polsce" - piszą osoby, które lat wspierają migrantów w Polsce.

I apelują o wspólne działania: podnoszenie świadomości na temat zmieniającej się narracji publicznej, reagowanie na przypadki ksenofobii i rasizmu czy o zgłaszanie odpowiednim służbom nielegalnych działań samozwańczych "obrońców" Polski.