Fotoradar na Grochowskiej. Wcześniej zginął tam 6-latek. "Trauma dla wszystkich"
Trzy miesiące po tragicznym wypadku w Warszawie - w miejscu, w którym zginął 6-letni chłopiec, a trzy kobiety zostały poszkodowane - stanie fotoradar.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego na ul. Grochowskiej stanie fotoradar?
- Dlaczego montaż rozpoczął się dopiero teraz?
Montaż urządzenia przy ul. Grochowskiej rozpoczął się we wtorek. Jest to fotoradar, który do tej pory strzegł prędkości na moście Poniatowskiego.
Mieszkańcy, z którymi rozmawiał reporter TOK FM Błażej Kulesza, pytają, dlaczego tak długo trwały procedury, aby fotoradar mógł tam stanąć. Urzędnicy tłumaczą to "koniecznością uzgodnień". - Samorządy od ponad dekady nie mają prawa korzystać z automatycznych urządzeń nadzorujących ruch. Chcąc, żeby takie urządzenia działały w stolicy, musimy za każdym razem z osobna porozumiewać się ze służbami: policją i Głównym Inspektoratem Transportu Drogowego, czyli operatorem systemu CANARD. To się udało - mówi rzecznik Zarządu Dróg Miejskich Jakub Dybalski.
Urządzenie nie zidentyfikuje jednak kierowców łamiących inne przepisy, np. przejeżdżających na czerwonym świetle.
- Myślę, że będą zwalniać, bo po wypadku to jest trauma dla wszystkich - twierdzi jedna z rozmówczyń Kuleszy, mieszkanka Warszawy. Inny chwali decyzję o montażu fotoradaru. - Dosyć zwężania ulic w tej Warszawie. Ktoś robi to specjalnie, żeby się kierowcom jeździło gorzej - twierdzi.
Aktualnie w Warszawie działają 24 fotoradary i cztery odcinkowe pomiary prędkości, ale w planach są kolejne.
Dwoje kierowców z zarzutami
W styczniu na skrzyżowaniu ulic Grochowskiej i Zamienieckiej zderzyły się dwa auta. Jedno z nich wpadło na przejście dla pieszych. Poszkodowane były cztery osoby, w tym sześcioletnie dziecko. Po przewiezieniu do szpitala chłopczyk zmarł. Trzy kobiety trafiły do szpitala.
Kierująca fordem 28-latka, skręcając w lewo, nie ustąpiła pierwszeństwa nadjeżdżającej (z przekroczeniem prędkości) ulicą Grochowską Toyocie, którą kierował 48-latek. Doszło do zderzenia obu pojazdów, w wyniku czego Toyota uderzyła w grupę osób czekających przed przejściem dla pieszych.
Obydwoje kierowcy byli trzeźwi. Usłyszeli takie same zarzuty, m.in. spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Kobieta przyznała się do winy, mężczyzna nie.
Źródło: TOK FM, PAP