,
Obserwuj
Gospodarka

Na świecie kryzys ziemniaczany i ryżowy. A u nas klęska urodzaju warzywa, które niedawno było liderem drożyzny

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
15.10.2023 09:59
Wyjątkowo gorący wrzesień idealnie wpisał się w anomalie katastrofy klimatycznej. Ta z jednej strony mocno w tym roku zaszkodziła ziemniakom (w niektórych krajach zabrakło frytek!), ryżowi (a to podstawa diety dużej części ludzkości) i oliwie z oliwek (która wkrótce może stać się spożywczym unikatem. A z drugiej strony, pogoda pomogła ściągnąć z cenowych szczytów warzywo, które jeszcze pół roku temu było liderem drożyzny.
|
|
fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

To warzywo jeszcze niedawno było kosmicznie drogie, tak drogie, że pisały o tym gazety na całym świecie. Na dodatek przyczyny, dla których cena wystrzeliła do rekordowego poziomu, by kilka miesięcy potem spaść poniżej kosztów produkcji - jest ta sama. To pogoda. A właściwie jej ekstremalne warianty wywołane zmianami klimatu powodowanymi przez człowieka. 

Zgodnie z danymi europejskiej służby monitorującej zmiany klimatyczne wrzesień był na półkuli północnej najcieplejszy w historii pomiarów. Upał utrzymywał się na całym kontynencie do samego końca miesiąca. Padły wszelkie możliwe rekordy, w Hiszpanii zanotowano prawie 40 stopni ciepła, podobnie gorąco było we Francji i we Włoszech. Na włoskim południu, pomimo jesieni, zdecydowano nie zamykać plaż miejskich. Otwarte są plażowe bary i restauracje, rozłożone są leżaki i parasole. Francja z powodu gorąca spodziewa się skromniejszych niż zwykle zbiorów winogron. Ale za to obiecuje wino wyjątkowej jakości. Dojrzewające w upale owoce mają więcej niż zwykle cukru. I teraz kolej na polskie warzywa. Konkretnie na kalafiory - bo to o nich mówiliśmy na początku.

Zapewne pamiętacie rekordowe ceny tych warzyw i ich brak na sklepowych półkach w niemal całej Europie. Oraz rekordowe ceny tam, gdzie udało się je znaleźć. W lutym za główkę kalafiora trzeba było zapłacić w popularnym markecie 15 złotych. Astronomicznie drogie były też brokuły. Jednych i drugich brakowało, bo plantacje w północnej Afryce, które zimą dostarczają warzywa do Europy, zostały dosłownie zrównane z ziemią. Przez ulewne deszcze i katastrofalną suszę. Tak jest, nie przesłyszeliście się - przez deszcze i suszę jednocześnie. Warzyw brakowało jak Europa długa i szeroka. Zanim pojawiły się te rodzime "spod tak zwanej folii", ceny zupełnie oszalały. W przypadku kalafiorów to szaleństwo utrzymywało się aż do końca wakacji. W tym czasie jedna sztuka na rynku hurtowym kosztowała nie mniej niż 5 złotych. W lokalnym warzywniaku odpowiednio drożej, czasami nawet o 100 procent drożej. Aż przyszedł wrzesień.

Nie taki zwykły jak większość poprzednich. Ale nieoczekiwanie rekordowy, wyjątkowo ciepły, ale z chłodniejszymi już nocami. Co kalafiory i brokuły przyjęły z radością. Gorzej z plantatorami. Bo warzywa przy pięknej pogodzie szybko dorosły na polach do odpowiednich rozmiarów. Może nawet trochę za szybko. Na dodatek wszystkie jednocześnie. I okazało się, że mamy klęskę urodzaju. A chętnych na zakupy jakby mnie, zwłaszcza w hurtowych ilościach. Chłodnie tłumaczą, że nie są zainteresowane zakupami, bo z powodu drogiego prądu wolą handlować na bieżąco warzywami kupowanymi od zagranicznych firm. Dlatego krajowe kalafiory można dzisiaj kupić na hurtowych ryneczkach po... 3 złote za sztukę, a te przemysłowe skupowane są jeszcze taniej. Większość jednak gnije właśnie na polach. Plantatorzy biją więc na alarm, bez publicznych dopłat pójdą z torbami. Państwo duma na razie nad sposobami interwencji na rynku. W lecie zawiązało już publiczne rezerwy z mrożonych malin. W kolejce po pomoc też następne owoce, na przykład jabłka. Kolejka zapewne jeszcze się wydłuży.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>

Powiedzieliśmy już, gdzie jest za tanio, czas powiedzieć gdzie jest za drogo. Po pierwsze ziemniaki. Ziemniaki, wraz z marchewką okupują ostatnio pierwsze miejsca w kategorii drogich warzyw. W sklepach kosztują najwięcej od lat. Bo z powodu pogody świat przeżywa w tym roku ziemniaczany kryzys. Tak wielki, że w części Azji frytki stały się towarem delikatesowym, a w Japonii nie było ich wcale. Sytuacja wprawdzie się poprawiła, ale perspektywy są złe. Ziemniaki nie lubią upałów i suszy, bo dosłownie gotują się w ziemi. Tam, gdzie produkuje się ich najwięcej, klimat systematycznie się ociepla. Dlatego prawdziwym ziemniakożercom zagląda w oczy widmo ziemniaczanych braków. A najwięcej kartofli konsumują w Europie dwa kraje: Białoruś i Polska.

Na koniec dwa inne kryzysy rolne, nieco egzotyczne. Po pierwsze ryżowy. Z powodu ekstremalnej pogody z wielu azjatyckich plantacji zbierze się ryż, gorszej niż zwykle jakości, z innych nie zbierze się niczego. Wiele pól ryżowych, na przykład japońskich, wyschło do zera. Najpopularniejsze zboże na świecie już kosztuje najwięcej od piętnastu lat. I to pomimo rządowych prób tu i tam wprowadzania górnego limitu ceny. Skąd ten kryzys? Wszystko zaczęło się od Indii, które w lecie wprowadziły zakaz wysyłania rodzimego ryżu za granicę. Powód? Wojna w Ukrainie. Po jej wybuchu gwałtownie podrożało zboże. Cena była tak wysoka, że w wielu krajach azjatyckich konsumenci przerzucili się z makaronu i chleba na tańszy ryż. W końcu i jego zaczęło brakować. Indie wprowadziły więc embargo, w tym samym czasie plantatorzy zmagali się ze skutkami ekstremalnej pogody. W ten sposób rekordy cenowe bije także ryż. Za to zboże potaniało.

Teraz kryzys numer dwa. Czyli kryzys oliwny. Najciężej przechodzi go Hiszpania. Producent połowy oliwy z oliwek zmaga się z niespotykaną suszą. I upałami, które nie odpuszczają nawet jesienią. Takiej pogody nie wytrzymują nawet drzewa oliwne uznawane za jedną z najbardziej odpornych na suszę roślin na świecie. Jest tak źle, że hiszpański handel sprowadza oliwę z Chile. Bo w innych krajach europejskich wcale nie jest lepiej. Produkcja spadła w Grecji, Portugalii, Maroku i Turcji. We włoskiej Puglii czego nie wykończyła susza, wybił grad. W hiszpańskim hurcie oliwa podrożała więc w porównaniu z ubiegłym rokiem o 100 procent, na sklepowych półkach w Europie cena wzrosła o połowę, a Tunezja, Turcja i Syria wprowadziły krajowe embarga. Zapasów praktycznie nie ma, więc w przyszłym roku oliwa z oliwek przed nowymi zbiorami w październiku może się stać spożywczym jednorożcem.

Na podsumowanie dobra wiadomość: światowy indeks cen towarów rolnych, we wrześniu stał w miejscu. W październiku może być jednak mniej optymistycznie. Ale to już zupełnie inna historia.