,
Obserwuj
Ludzie

"Zaczęły się kwasy, gdy lekarz zdecydował, że chora ma wrócić do domu". Tak pozbywają się bliskich na święta

7 min. czytania
24.12.2023 08:04
Rodzina przywiozła Henryka do szpitala przed świętami. Martwili się nagłym pogorszeniem stanu jego zdrowia. Z kolei z Jadwigą na SOR przyjechała córka. Powiedziała, że mama jest od rana "jakaś nieswoja". Lekarze i pielęgniarki, z którymi rozmawiam, przyznają, że takich przypadków jest więcej. Przed świętami ruch w izbach przyjęć i na szpitalnych oddziałach ratunkowych tylko rośnie. - Rodzina, przywożąca seniora na SOR, zawsze zasłania się dobrem pacjenta (...) tylko jakby troszkę za bardzo naciska - mówi ordynator warszawskiego SOR o przyjęciach w tym czasie roku.
|
|
fot. Niektóre rodziny oddają w święta seniorów do szpitali / Mateusz Skwarczek

Na oddziałach aż huczy od opowieści o "świątecznych babkach i dziadkach", czyli pacjentach pojawiających się w szpitalu tuż przed świętami. Jednak sami medycy przyznają, że nikt z krewnych nie mówi wprost, dlaczego akurat teraz przywozi rodziców czy dziadków do szpitala. - My do końca nigdy nie mamy pewności, czy to właśnie taki przypadek, możemy tylko domniemywać - wyjaśnia dr Marek Marecki, ordynator SOR w Szpitalu Bródnowskim.

- Jak takiej osobie zrobi się komplet badań, to zawsze jej coś wyjdzie, ciężko więc nie przyjąć na oddział - mówi łódzka pielęgniarka, autorka bloga "Siostra Bożenna", na którym możemy znaleźć opowieści o szpitalnej codzienności. - "Babcia jeszcze wczoraj chodziła normalnie, zupę gotowała i w kościele była" - twierdzi rodzina - a babcia ma ewidentny przykurcz palców i wygląda na to, że od dawna nic nie ugotowała - opowiada kolejną historię Siostra Bożenna.

- "Przewróciła się chyba, oparzyła" - mówią krewni - a gdy taka babcia wjeżdża do nas na internę, my ją obrabiamy - pampers i te rzeczy - obracamy ją, a tam na plecach zgnilizna, dziura, że pięść można włożyć, odleżyna, która w miesiąc by się nie zrobiła - słyszę od pielęgniarki. Blogerka podkreśla, że personelowi medycznemu naprawdę nie da się wszystkiego wcisnąć, bo to specjaliści, którzy dobrze wiedzą, jak się tworzą przykurcze i odleżyny.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

"Zaczynają się kwasy"

Bliscy towarzyszą choremu, wyrażają troskę o seniora, ale gdy staje się jasne, że krewny nie będzie przyjęty na oddział tylko wróci do domu, atmosfera staje się napięta. - Rodzina przywożąca seniora na SOR zawsze zasłania się dobrem pacjenta, a ci przeważnie cierpią na wielochorobowość i wystarczy gorszy dzień, odwodnienie, o które w tym wieku nietrudno, jakaś dyspepsja, infekcja, cokolwiek… - wylicza doktor Marek Marecki z warszawskiego oddziału ratunkowego. - Czasami tylko zauważamy, że ta rodzina jakby troszkę za bardzo naciska, że oni by chcieli, żeby tu pacjenta podleczyć, przebadać, żeby poprawić jego funkcjonowanie - dodaje.

Nie zawsze jednak jest wskazanie do zatrzymania na oddziale. - Był taki przypadek... - wspomina Siostra Bożenna - po badaniach, "kroplówce na wzmocnienie", lekarz dyżurny podjął decyzję, że chora wraca do domu. I od razu zaczęły się kwasy: "no, ale jak oni się mają zajmować, oni nie mają opiekunki, oni sami są w podeszłym wieku" - opowiada autorka bloga "Siostra Bożenna".

Podaje też inny przypadek, gdy po badaniach pacjentka nie została zakwalifikowana do pobytu w szpitalu i została zabrana transportem sanitarnym do domu. - Mimo zapewnień rodziny, że oni tam będą czekać, w domu było pusto, w oknach ciemno, no a że nikt nie zostawi chorej z otępieniem przed domem, to wraca taki transport do szpitala na bardzo drogie, hotelowe przyjęcie - wzdycha Siostra Bożenna.

ZOL dzwoni na pogotowie i wzywa karetkę

Doktor Marecki zwraca uwagę na jeszcze inny problem związany ze wzmożonym ruchem w szpitalach przed świętami. To chorzy, który przyjeżdżają nie z domów, tylko z Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych (ZOL) i Domów Pomocy Społecznej (DPS).

Z obserwacji mojego rozmówcy wynika, że w niektórych domach opieki lekarz bywa raz w tygodniu, a na miejscu na stałe jest tylko opieka pielęgniarska. Do tego na jedną pielęgniarkę często przypada bardzo wielu pensjonariuszy. - No to jak ta pielęgniarka ma sobie poradzić ze wszystkim? - zastanawia się ordynator bródnowskiego SOR-u.

Według niego fale pacjentów z takich placówek są spowodowane tym, że domy opieki nie radzą sobie z niedoborem personelu medycznego i nadmiarem pacjentów, a do tego mają bardzo łatwą furtkę, żeby ich przekierować do szpitala. - Te miejsca nie funkcjonują tak, jak inne zakłady opieki zdrowotnej, które muszą mieć podpisane umowy na usługi transportowe. Jeśli szpital chce przesłać pacjenta do innego szpitala, to musi zamówić prywatną karetkę i zapłacić za tę usługę. DPS-y czy ZOL-e nie muszą. Wzywają więc pogotowie ratunkowe lub lekarz przychodzący raz w tygodniu wypisuje serię skierowań do szpitala i problem… przekierowany - opowiada dr Marecki.

Zdaniem ordynatora SOR system wymaga pilnych uregulowań, a ośrodki świadczące pomoc socjalną, opiekuńczą i medyczną powinny być skoordynowane, działać w jednym systemie i wzajemnie się wspierać.

To nie tylko problem miast

Dr Marecki podkreśla, że opieka nad osobami starszymi jest coraz trudniejsza. - Czasami po prostu nie jesteśmy w stanie zająć się krewnymi. Szczególnie w dużym mieście, gdzie mieszkamy w małych mieszkaniach, ludzie wychodzą na 12 godzin do pracy, nie są w stanie ich doglądać - stwierdza lekarz. - To powoduje, że posiłkują się domami opieki społecznej, ale jakość opieki w tych domach czasami pozostawia wiele do życzenia - dodaje.

Choć mogłoby się wydawać, że na wsi ludzie mają więcej szacunku i empatii dla starszych, żyją wolniej, bliżej siebie, częściej pracują na miejscu, w gospodarstwie, to okazuje się, że życie seniorów na prowincji nie wygląda lepiej. Potwierdza to naczelna pielęgniarka z jednego z mazowieckich szpitali powiatowych. I tam zdarza się, że karetka odwozi chorego do domu i wraca z nim, bo w domu nie ma nikogo.

W powiatowych szpitalach przed świętami też pojawia się więcej chorych. - Czasem ktoś poradzi się znajomej pielęgniarki, co zrobić z babcią na święta czy w czasie urlopu - mówi pielęgniarka z powiatowego szpitala. - Mieliśmy przypadki, że to właśnie nasze pielęgniarki pomagały znaleźć kogoś do opieki - dodaje.

Luka opiekuńcza i samotne święta

Ale są też tacy seniorzy, którzy spędzają święta w samotności. I ... sami zgłaszają się przed świętami do szpitali. - Zdarzają się takie sytuacje - i to dotyczy nie tylko świąt - że osoby starsze są hospitalizowane, a gdy się okazuje, że chcemy już je wypisać, to wcale nie chcą do tego domu wracać. Po pierwsze są samotne, a tutaj w szpitalu jednak nie przebywają same, a po drugie warunki, w których żyją są tak trudne, że w szpitalu jest im jednak lepiej niż w domu - mówi dr Tomasz Imiela, specjalista kardiologii i chorób wewnętrznych, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Drugą grupą chorych, którym zależy na pozostaniu na oddziale, są osoby, które same opiekują się kimś niedołężnym i pobyt szpitalny to dla nich chwila wytchnienia, której nie mają na co dzień. Są zmęczone, bo opieka nad leżącym chorym to - jak podkreśla mój rozmówca - praca na cały etat.

Rodziny muszą dostać wsparcie

"Ja ich rozumiem" - powtarza większość medyków, z którymi rozmawiam o zachowaniach rodzin seniorów. Temat porusza też kampania "Wspólne święta", której celem jest zwrócenie uwagi na samotność osób starszych, spędzających święta w szpitalach, a także na to, że są oni "podrzucani" do szpitali, gdy stają się zbyt dużym obciążeniem dla swoich rodzin. - Postrzegamy zjawisko "porzucania" seniorów w szpitalu podczas świąt i nie tylko jako objaw pewnej choroby systemu. A w przypadku każdej choroby można zidentyfikować przyczynę - mówił podczas konferencji prezes Okręgowej Rady Lekarskiej Piotr Pawliszak.

Dr Maria Libura, Kierowniczka Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej, Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, a także przewodnicząca zespołu studiów strategicznych działającego przy Naczelnej i Okręgowej Izbie Lekarskiej zwraca uwagę na starzejące się społeczeństwo, w którym żyjemy. - Rosnąca długość życia, spadająca dzietność i fale migracji bardzo ograniczyły wyporność modelu tradycyjnego, w którym dzieci podejmują opiekę nad starzejącymi się rodzicami - zauważa.

Jest zdania, że kluczowe jest wypracowanie modelu wsparcia środowiskowego, którego zadaniem z jednej strony powinno być wspomaganie samodzielności seniorów w codziennym życiu, a z drugiej wsparcie rodzin opiekujących się chorymi w ich domach. Badaczka uważa, że największy problem dotyka właśnie mieszkańców małych miejscowości, wykluczonych transportowo, z których młodsi uciekają do miast. A wśród nich - kobiet, bo to na nie najczęściej spada obowiązek opieki nad bliskimi.

Powtarza, że żeby prowadzić skuteczną politykę senioralną, najpierw musimy monitorować i lepiej rozumieć zjawisko wypalenia i wykluczenia rodzin sprawujących opiekę nad osobami niesamodzielnymi. - Najwyższa pora pomyśleć o powszechnym, obowiązkowym ubezpieczeniu opiekuńczym - zauważa moja rozmówczyni.

Pani Janina na operację czekała jak na zbawienie. W ostatniej chwili zabieg odwołano. 'Próbujemy szukać pomocy'

Inaczej czeka nas kryzys humanitarny

Priorytetowe kierunki, zawarte we wnioskach wypływających z kampanii "Wspólne święta", są dwa. Warto zacząć od zmian, które można wprowadzić szybko, niemal od ręki. - To propozycje, które ze strony samorządu lekarskiego są formułowane od dłuższego czasu. Są znane i dostępne opinii publicznej. Od dawna apelujemy o to, żeby odciążyć personel medyczny, zatrudnić więcej opiekunów, asystentów lekarzy w szpitalach - wymienia dr Imiela, kardiolog i wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Takie zmiany nie tylko ułatwią pracę personelowi medycznemu i poprawią jakość leczenia, ale także sprawią, że pobyt w szpitalu będzie przyjemniejszy. Według lekarza nawet przysłowiowe święta na oddziale szpitalnym nie będą wtedy tak trudne dla chorych jak bywają dziś.

Docelowo, konieczne jednak jest wdrożenie dużych i przełomowych rozwiązań systemowych. Nie da się ich wprost przenieść z modeli działających już w innych krajach, trzeba je dostosować do naszych warunków, choć oczywiście pomysły warto czerpać ze sprawdzonych wzorców. Nie mamy alternatywy. - Brak rozwiązań systemowych to cicha katastrofa humanitarna - uważa Dr Maria Libura. Katastrofa, która będzie dotykać coraz większe rzesze seniorów i ich rodzin.

Źródła:

„Wspólne Święta" - relacja z konferencji https://izba-lekarska.pl/monitor-lekarski/aktualnosci-2015/wspolneswieta-relacja-z-konferencji-w-szpitalu-klinicznym-dzieciatka-jezus-uck-wum/