Robot pomoże w fabryce, ale w domu już nie. W tych czynnościach jest gorzej niż źle
Przeważnie 30 procent, najwyżej połowa i to nie zawsze i nie wszędzie, najlepiej w kontroli jakości oraz dźwiganiu i układaniu ciężarów na półkach. A chodzi o przyszłość przemysłu i usług, a potem być może także życia codziennego, czyli o człekokształtne roboty najnowszej generacji, które miałyby wkrótce zaludnić świat. Pod warunkiem, że na ich drodze do sukcesu nie staną... ręce. Wiodący chiński producent humanoidów ogłosił, że jego najnowsze maszyny są co najwyżej w połowie tak wydajne jak ludzie. I to tylko w przypadku niektórych zadań. W przypadku wszelkich pozostałych, zwłaszcza tych wymagających precyzyjnego użycia rąk i dłoni, jest gorzej niż źle. Rzecz jest niebagatelna, bo większość prac ludzkość wykonuje... ręcznie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego przyszłość człekokształtnej robotyzacji rozbija się o dłonie i jajko?
- Kto na wyścigi wprowadza roboty do swoich hal produkcyjnych?
- Co z kondycją robotów mają wspólnego dwulatkowie budujący z klocków?
Branża walczy więc o zręczność na razie bez większych sukcesów, aktualne umiejętności swoich maszyn porównuje do poziomu dwulatka, który buduje wieżę z klocków. Problemem jest precyzja, wszechstronność, umiejętność dostosowania siły chwytu do konkretnego zadania oraz koordynacja: oko (czyli kamera) - ręka (czyli ramię sterowane zespołem siłowników), oraz posługiwanie się przeciwstawnym kciukiem, bez którego robot ma problem nawet z trafieniem kluczem do zamka. Dlatego jeden z najbardziej zaawansowanych na świecie producentów humanoidów chiński UBTech stosuje rozwiązania doraźne - wymienia końcówki, czyli dłonie, w zależności od rodzaju pracy do wykonania. Problem w tym, że do takiej wymiany potrzeba ludzi, co podważa sens desantowania maszynowej załogi do wykonania złożonych prac.
Walka o jajko
Trwa więc inżynieryjny wyścig po zręczną automatyczną dłoń, która będzie potrafiła podnieść... jajko. Ludzka ręka wyposażona jest bowiem w niezliczone zakończenia nerwowe, które pozwalają jej działać z precyzją i delikatnością przy wieszaniu bombek na choince i siłą przy dźwiganiu zakupów. Ten sam efekt dałoby się osiągnąć montując silnik w każdym przegubie robotycznej dłoni, problem w tym, że inżynieria wciąż nie potrafi odpowiednich napędów zbudować. O czym z lekkim zaskoczeniem przekonali się goście tegorocznych, największych na świecie targów elektroniki użytkowej w Las Vegas.
Branża elektroniczna obstawiła bowiem na targach, że przyszłością ludzkości są właśnie człekokształtne maszyny. Swoje prototypy pomocy domowej wystawiły także firmy niekojarzone do tej pory z robotyką, jak LG Electronics czy producent procesorów Qualcomm. Kazały im w ramach pokazów parzyć kawę, pakować pranie do pralki czy grać w ping-ponga. Osiągnęły skutek odwrotny do zamierzonego, bo okazało się, że od prototypu do sprzedaży detalicznej droga jeszcze dłuższa niż wcześniej sądzono. Proste dla człowieka domowe czynności okazywały się dla robotów drogą przez (umowną) mękę. Co stawiało pod znakiem zapytania sensowność takiego domowego wyposażenia. Bo po co komu maszyna, która proste prace wykonuje irytująco wolno, a kosztuje majątek?
Tu roboty się sprawdzają
Czy wszystko to oznacza rosnącą ostrożność w kontraktowaniu człekokształtnych maszyn? Na pewno nie w motoryzacji. Największe na świecie biznesy samochodowe ścigają się w składaniu zamówień. Nikt nie chce na ochotnika oddać pola liderowi, czyli amerykańskiej Tesli, która swojego Optimusa - tak nazywa się robot zbudowany w warsztatach Elona Muska - chce sprzedawać masowo od przyszłego roku, a w limitowanej serii wypuścić na rynek już w tym. Musk testuje już Optimusy w swojej amerykańskiej gigafabryce i planuje w ten sposób rozwiązać problem braku rąk do pracy. Gonią go Koreańczycy, swoje maszyny produkuje już Hyundai. Roboty imieniem Atlas powstają w warsztatach Boston Dynamics i wkrótce mają zostać włączone do regularnej pracy w koreańskich zakładach na całym świecie. Będą współpracować z ludźmi na halach produkcyjnych i wykonywać tam najcięższe prace. Zaś sama Boston Dynamics, którą Hyundai kupił pięć lat temu za niecały miliard, ma wejść na amerykańską giełdę. Jej obecna wartość dzisiaj to około 30 miliardów dolarów. Ten astronomiczny wzrost to według analityków branży koronny dowód na wielką przyszłość człekokształtnej robotyzacji, którą jeszcze niedawno obśmiewano serią memów z kreskówki o Jetsonach.
Czy będzie "świetlana przyszłość"?
Jensen Huang, dyrektor generalny firmy Nvidia - tej od procesorów napędzających sztuczna inteligencję - przewiduje, że humanoidalne maszyny staną się "jednym z najpoważniejszych sektorów przemysłu w historii". Założyciel Tesli, Elon Musk, twierdzi, że jego robot Optimus może się stać "największym produktem wszech czasów". Podobną opowieść snuje Wall Street. W ciągu najbliższych dwóch dekad sprzedaż humanoidów ma przynieść nawet 10 bilionów dolarów. Dział analiz RBC Capital Markets uważa, że z czasem ich liczba przewyższy liczbę samochodów. Chiny uznały branżę za strategiczną i robią w niej szybsze postępy niż Ameryka. Partia komunistyczna chce w ten sposób rozwiązać problem kurczącej się siły roboczej. I choć - jak już wiecie - jednemu z najbardziej zaawansowanych modeli Walker S2 firmy UBTech wciąż daleko do doskonałości, to i tak ma trafić do komercyjnej sprzedaży już w tym roku. Bo potrafi rzecz dla innych nieosiągalną - sam sobie wymienia baterie, więc może pracować 24 godziny na dobę bez ładowania.
Ale są też zasadnicze przeszkody: brak procesorów zarządzających maszynami, bo przemysł elektroniczny nie nadąża tutaj za rosnącym popytem. Kolejny problem jest z gabarytami: na razie ominięcie nieprzewidzianej przeszkody jest dla robotów nie do - nomen omen - przeskoczenia. Upadek to od 60 do 90 kilogramów bezwładnego metalu. Dlatego do limitowanej dystrybucji trafiają konusy wzrostu mniej więcej metr dwadzieścia. Dalej: brak pomysłu na masowy trening. Roboty mają się uczyć przez obserwację, bo tak jest szybciej, ale od kogo? Do powołania centrów szkoleniowych - daleko. I na koniec początek, czyli... dłoń, której robotyczna zręczność wciąż pozostaje na poziomie wiązania sznurowadeł w rękawicach kuchennych. Wszystko to czyni nowy wspaniały świat więcej niż odległym. Przynajmniej na razie.
Żródło: TOK FM