,
Obserwuj
Polityka

Policja zareagowała prawidłowo na zdarzenia w Osinach? "Nie czepiałbym się szczegółów"

tokfm.pl
3 min. czytania
22.08.2025 15:22

"Nie czepiałbym się takich szczegółów, bo nie wiemy dokładnie, jak to przebiegało, jakie informacje otrzymali policjanci" - stwierdził w magazynie w TOK FM płk. rez. Maciej Matysiak, ekspert Fundacji Stratpoints. W ten sposób skomentował ustalenia naszej dziennikraki - Anny Gmiterek-Zabłockiej, w sprawie późnej reakcji policji na zdarzenia w Osinach. 

Dron nieznanego pochodzenia eksplodował na Lubelszczyźnie

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy reakcja policji na pierwsze informacja o wydarzeniach w Osinach była adekwatna;
  • Dlaczego informacje przekazywane służbom są kluczowe dla ich działania.

Pierwsze zgłoszenie o tym, że w okolicy miejscowości Osiny coś wybuchło, pojawiło się o północy, a nie po godzinie 2 nad ranem, jak pierwotnie informowała policja, ustaliła reporterka TOK FM Anna Gmiterek-Zabłocka.

W magazynie "TOK 360" w Radiu TOK FM o te informacje komentował płk. rez. Maciej Matysiak, ekspert Fundacji Stratpoints. Były wiceszef SKW był ostrożny w ocenie skuteczności działania służb. - Nie czepiałbym się takich szczegółów, bo nie wiemy dokładnie, jak to przebiegało, na ile wyczerpujące było pierwsze zgłoszenie, jakie informacje były przekazane w tym zgłoszeniu, gdzie tych policjantów, jeżeli w ogóle, zaprowadzono i co oni widzieli - ocenił w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

Czy służby zadziałały prawidłowo?

Dopytywany czy ma jakieś zastrzeżenie do pracy służb, odpowiedział, że na "ten zakres informacji, który posiadamy, wydaje się, że raczej nie można mieć zastrzeżeń". - Jeśli nie zagrały, to drobne detale. Natomiast na pewno, jeśli tak było, to służby wyciągają wnioski i udoskonalają swoje działania - dodał. Jak tłumaczył, obecnie oceniamy działania służb z perspektywy kilkudziesięciu godzin od zdarzenia, "wiemy, że to był dron, bo mamy już w miarę kompletne informacje".

- Trzeba sobie jednak wyobrazić, że te zdarzenia nie są powszechne w Polsce. I całe szczęście - dodał. W związku z czym - jak podkreślił - jeśli policja otrzymała zawiadomienie o tym wypadku, to mogła je otrzymać w formie, "szczątkowej", czyli "coś wybuchło, nie wiem, co się dzieje, proszę przyjechać". - I te informacje w ogóle mogły nie naprowadzać i nie świadczyć o tym, że to jest zdarzenie, które będzie związane z takim zagrożeniem - powiedział.

Matysiak przypomniał, że w tej sytuacji chodziło o miejscowość położoną w jakieś odległości od dużych aglomeracji i "trzeba było tam dojechać". - To było pole, więc trzeba pójść i najpierw porozmawiać z tą osobą, a czas cały czas biegnie. A dopiero pozyskane informacje od funkcjonariuszy, którzy byli na miejscu, determinują ścieżkę postępowania, informowania osób adekwatnych, które powinny zareagować - podkreślił. - Nam się wydaje, że to jest długo, ja uważam, że nie jest to relatywnie długo - dodał.

Według gościa TOK FM sama informacja o eksplozji może być informacją "o wybuchu czegokolwiek, od gazu, poczynając poprzez jakiś ładunek pirotechniczny". Natomiast - w ocenie eksperta - potem nastąpiły kolejne działania służb z udziałem żandarmerii, pirotechników,  prokuratora itd. Podkreślił, że ta sprawa jest bardzo ważną nauczką także dla obywateli. Jak wyjaśnił, chodzi o to, że gdy informujemy służby o jakimś zdarzeniu, należy podawać jak najwięcej szczegółów.