,
Obserwuj
Lubelskie

Policja pojechała i niczego nie zauważyła? Nowe ustalenia TOK FM o wybuchu w Osinach

2 min. czytania
21.08.2025 18:24

Pierwsze zgłoszenie o tym, że w okolicy miejscowości Osiny coś wybuchło, pojawiło się o północy, a nie po godzinie 2:00 nad ranem, jak pierwotnie informowała policja. Reporterka TOK FM Anna Gmiterek-Zabłocka potwierdziła to w MSWiA.

Wybuch w Osinach
Wybuch w Osinach
fot. Anita Walczewska/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto jako pierwszy zgłosił informacje o tajemniczym wybuchu w Osinach?
  • Dlaczego policja pojechała na miejsce i wróciła? 
  • Po czyim zgłoszeniu funkcjonariusze udali się na pole kukurydzy ponownie?
  • Jak komentuje sprawę MSWiA?

Jak dowiaduje się TOK FM, pierwsze zgłoszenie pochodziło od mieszkańca Fiukówki - Grzegorza Brzozy. To on opowiedział nam, że zadzwonił na numer alarmowy 112 tuż po północy, gdy tylko usłyszał potężny wybuch. Nie wiedział, co się wydarzyło, ale - jak opowiadał - miał obawy, że może ktoś został ranny i potrzebuje pomocy.

Jak relacjonował nam mieszkaniec, niedługo potem przyjechał do niego policjant z policjantką. - To, co mówi policja, że zgłoszenie było po drugiej w nocy, to nie jest niezgodność. To jest kłamstwo. Ja rozumiem, że można się pomylić o 5 minut, ale dwie godziny? Nawet pomyślałem, że ktoś być może przede mną zadzwonił, ale wiem, że tak nie było - opowiadał nam pan Grzegorz.

Wcześniej rzecznik łukowskiej policji Marcin Józwik od wczesnych godzin porannych informował media, że pierwsze zgłoszenie było ok. godz. 2:20. Próbowaliśmy dopytać rzecznika, skąd ta rozbieżność, ale odesłał nas do MSWiA. Na odpowiedź czekaliśmy ponad dobę.

Wybuch w Osinach. Co wiemy na dziś?

Z informacji, które przekazał nam dział prasowy MSWiA wynika, że rzeczywiście pierwszy telefon był o godz. 0:03 z miejscowości Fiukówka (od pana Grzegorza). "Zgłaszający sprawdził teren na zewnątrz domu, nie zauważył niczego niepokojącego. Wysłani na miejsce policjanci po sprawdzeniu pobliskiego terenu nie potwierdzili okoliczności zgłoszenia" - napisało nam MSWiA. Czyli - mówiąc wprost - policjanci, którzy przyjechali, uznali, że nic się nie wydarzyło i... odjechali.

Po drugiej nad ranem zadzwoniła na policję kobieta, która mieszka w pobliżu pola, na które spadł dron. Zadzwoniła, bo - jak opowiadała dziennikarzom - też o północy usłyszała huk. Zdziwiło ją też otwarte w domu okno. Zaczęła sprawdzać, zadzwoniła po kogoś z rodziny. Gdy ta osoba przyjechała, mieszkanka postanowiła przejrzeć zapis z monitoringu, bo przy domu ma kamery.

- Na pierwszym nagraniu nic nie było, na drugim widać było wyraźnie jakiś wybuch. Wtedy zadzwoniłam na policję - opowiadała w rozmowie z mediami.

"Informacja ta została potwierdzona przez policjantów. Natychmiast został ogłoszony alarm dla jednostki, a o zdarzeniu zostało powiadomione wojsko oraz inne służby" - wskazało nam MSWiA.

Dziś wiemy zatem, że między pierwszym a drugim zgłoszeniem minęły ponad dwie godziny. Przez te dwie godziny nikt nie działał, nic nie robiono, nie podejmowano czynności, bo uznano, że "nie potwierdzono okoliczności zgłoszenia".

Fiukówka i Osiny to ta sama gmina. MSWiA twierdzi, że dzieli je kilka kilometrów - mieszkaniec Grzegorz Brzoza mówił nam, że ta odległość to ok. 1-1,5 kilometra.