Nawrocki "sypie wetami na prawo i lewo". Dziemianowicz-Bąk: Bardzo niemądre
Karol Nawrocki w środę ogłosił dwa kolejne weta. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przyznała w TOK FM, że na wieść o tym pomyślała: "O jejku, ktoś tutaj musi ciśnienie spuścić po tym, co się wydarzyło podczas Rady Gabinetowej". - Po co uprzykrzać życie rolnikom? - pytała ministra.
- W środę odbyła się pierwsza Rada Gabinetowa zwołana przez prezydenta Karola Nawrockiego;
- Zdaniem Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, ogłoszone po posiedzeniu weta prezydenta były "niemądre" i "nieuzasadnione";
- "To wygląda tak, jakby pan prezydent siepał tymi wetami na prawo i lewo, bez jakiejś specjalnej refleksji" - skomentowała ministra w "Poranku TOK FM"..
Prezydent po środowej Radzie Gabinetowej zdecydował się na zawetowanie kolejnych ustaw rządu. Pierwsze weto dotyczyło nowelizacji ustawy o zapasach ropy i gazu, drugie natomiast, noweli ustawy o środkach ochrony roślin.
- To jest po prostu bardzo niemądre weto - oceniła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Według ministry rodziny, pracy i polityki społecznej decyzje prezydenta były "zupełnie nieuzasadnione". - To wygląda tak, jakby pan prezydent siepał tymi wetami na prawo i lewo, bez jakiejś specjalnej refleksji - dodała gościni "Poranka TOK FM".
- Jak przeczytałam informacje o tych wetach, to pomyślałam sobie: O jejku, ktoś musi ciśnienie spuścić po tym, co się wydarzyło podczas Rady Gabinetowej - mówiła rozmówczyni Macieja Kluczki. - Po co uprzykrzać życie rolnikom? Dlaczego prezydent, który wywodzi się ze środowiska, które bardzo lubiło odwoływać się do interesu wsi, robi tej wsi i rolnikom krzywdę czy złośliwość? - zastanawiała się polityczka Nowej Lewicy. Jak wytłumaczyła, ustawy, które zawetował Nawrocki, miały odroczyć obciążenia administracyjne dla polskich rolników.
Prezydent był niedoinformowany?
W opinii Dziemianowicz-Bąk środowa Rada Gabinetowa była "okazją dla pana prezydenta, żeby w końcu otrzymał rzetelne informacje". Gościni TOK FM wskazała, że w otoczeniu Karola Nawrockiego brakuje ekspertów, którzy rzetelnie informują prezydenta. - Na razie nie wygląda to poważnie - skomentowała polityczka. I zapewniła, że na posiedzeniu nie doszło do żadnego konfliktu.
- Rada Gabinetowa to nie jest żadna wywiadówka - przypomniała Dziemianowicz-Bąk, zaznaczając, że prezydent nie będzie już teraz mógł "zasłaniać się niewiedzą". Ministra zapewniła, że rząd "robi swoje" i nie planuje żadnego "downgrade’u" w projektach, jak nazwała redukcję maksymalnej prędkości dla Centralnego Portu Komunikacyjnego.
Specustawa o pomocy Ukraińcom. "Metoda siekiery jest głupia"
Ministra poinformowała w TOK FM, że specustawa o pomocy Ukraińcom jest w trakcie opracowywania. - Nie spodziewam się, żeby był to projekt realizujący marzenie pana prezydenta Nawrockiego, żeby doprowadzić do sytuacji, w której matka traci pracę, dzień później traci dostęp do 800 plus - stwierdziła ministra. I dodała, że "metoda siekiery jest nie tylko okrutna i nieprzyzwoita, ale też po prostu głupia".
Polityczka przypomniała, że świadczenie 800 plus ma służyć dobry dziecka. - Nie wolno karać kogoś za to, że jest w trakcie poszukiwania pracy, że tę pracę stracił, że opiekuje się niepełnosprawnym dzieckiem, albo że jest babcia, która opiekuje się dziećmi, bo mama i tata walczą na froncie, także w interesie Polski - dodała Dziemianowicz-Bąk.
Jak podkreśliła, projekt prezydenta Nawrockiego, który zapewnia świadczenie 800 plus dzieciom tylko tych Ukraińców, którzy pracują w Polsce, jest krzywdzący nie tylko dla dzieci, ale też dla polskiego rynku pracy.
- Wyobraźmy sobie sytuację, w której mamy rzeszę ludzi, którzy znajdują się w sytuacji absolutnej desperacji, zgodzą się na każde warunki pracy, byleby tę umowę o pracę podpisać. Jeżeli pracodawca jest niespecjalnie uczciwy, to będzie mógł podejść do polskiego pracownika i powiedzieć: "Albo też się zgadzasz na obniżenie wynagrodzeń i na dłuższe godziny (pracy), albo ja mam na twoje miejsce 10 zdesperowanych Ukraińców czy Ukrainek" - wytłumaczyła Dziemianowicz-Bąk. - Na takie pomysły, nieprzemyślane, niemądre i po prostu też nieludzkie, zgodzić się nie mogę - podkreśliła w rozmowie z Maciejem Kluczką.
Polityczka przypomniała również, że w Polsce pracuje ok. 450 tys. Ukraińców i Ukrainek, a znaczna część tych osób odprowadza składki - nawet 11 mld zł rocznie. - To radykalnie przekracza wartość 800+ dla ich dzieci - podkreśliła gościni "Poranka TOK FM".