Kosiniak-Kamysz nie zbojkotował spotkania z premierem. Kolega próbuje tłumaczyć. "Panie pośle, pan raczy żartować"
Prawie wszystkie partie demokratycznej opozycji nie wzięły udziału w organizowanym przez premiera Mateusza Morawieckiego spotkaniu, na temat polityki migracyjnej. Zaproszenie premiera odrzuciły Koalicja Obywatelska, Lewica i Polska 2050. Do Kancelarii Premiera Ministrów wybrał się za to prezes PSL-u Władysław Kosiniak-Kamysz.
Dlaczego? - Zastanawialiśmy się, czy uczestniczyć w tym spotkaniu, czy nie - mówił w TOK FM Marek Biernacki i tłumaczył, że Kosiniak-Kamysz zjawił się w KPRM, "żeby powiedzieć, że w Polsce brakuje skutecznej, dobrej polityki migracyjnej i musi ona zostać wypracowana ponad podziałami".
Jak zauważył Mikołaj Lizut, pytanie jednak, czy nie były to "konsultacje bata z gołymi plecami". - W żadnym wypadku, bo tu nawet nie wiadomo, kto jest tym batem, a kto plecami - przekonywał Biernacki. Polityk mówił, że Polskie Stronnictwo Ludowe chciało zwrócić uwagę na to, "żeby rząd polski wystąpił przede wszystkim o środki z Unii Europejskiej, które się Polakom należą".
- Panie pośle, pan raczy żartować. Włodzimierz Kosiniak-Kamysz poszedł rozmawiać o KPO? - pytał dziennikarz TOK FM. Na to poseł Biernacki zaczął wyjaśniać, że chodzi o unijne środki w związku z przyjęciem przez Polskę uchodźców z Ukrainy. - I druga rzecz, na którą chcieliśmy zwrócić uwagę, duża migracja muzułmańska następuje z krajów postsowieckich. Tu uważamy, że trzeba złagodzić Kartę Polaka i jak najwięcej naszych rodaków, ich rodziny, ściągnąć do Polski - mówił polityk.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Nie było też wspólnego ustalania"
Poseł PSL starał się w dalszym ciągu odpierać zarzuty o wizerunkowy blamaż i o to, czy siadałby do stołu np. w sprawie mediów z Jackiem Kurskim. - Obrażanie się i mówienie, że nie będziemy dyskutowali o pewnych tematach, mija się z celem w państwie demokratycznym. Wiem, że to jest rozbijanie się ze ścianą, ale trzeba systematycznie o tym mówić - wskazał.
I stwierdził, że skoro była okazja do upomnienia się choćby o Polaków na wschodzie, to czemu tego nie robić. - To jest bardziej głos może nie do samego rządu, ale do obywateli. Bo obywatel też sobie popatrzy: "No tak, zbojkotowali, znowu jest ten konflikt, sprawa imigrantów będzie znowu nakręcana" - ocenił.
Biernacki ma nadzieję, że nie będzie wrażenia, iż Kosiniak-Kamysz wyłamał się, "bo jest demokracja". - Żyjemy w państwie demokratycznym, nie ma jeszcze bloków, kampanii wyborczej. Nie było też wspólnego ustalania. Każde ugrupowanie decydowało o sobie samodzielnie - podkreślił gość "A teraz na poważnie" w TOK FM.
KO pójdzie na spotkanie z Morawieckim ws. imigrantów? 'Premier musi brnąć w swoje kłamstwo'