Giertych najpierw zrezygnował ze startu do Senatu, teraz informuje, że się waha. Rozzłościły go słowa Biejat w TOK FM
Wczoraj - w środę były wicepremier Roman Giertych informował na platformie X (dawnym Twitterze), że nie wystartuje do Senatu w ramach tzw. paktu senackiego. Tłumaczył, że zmusiła go do tego sytuacja, w której Lewica zapowiedziała, iż i tak wystawi przeciw niemu kontrkandydata.
Deklaracja Giertycha padła po wypowiedzi posłanki Magdaleny Biejat w TOK FM. Polityczka wypomniała mecenasowi jego przeszłość. - Pamiętam Romana Giertycha z czasów, gdy budował Młodzież Wszechpolską i był jednym z gorszych ministrów edukacji, zanim pojawił się Przemysław Czarnek. Uważam, że bycie wojownikiem na Twitterze nie wystarczy, żeby odkupić te winy. To jednak człowiek, który dość radykalnie wypowiada się na temat praw kobiet i mniejszości. Moim zdaniem to kompromitujące – powiedziała polityczka w rozmowie z Maciejem Kluczką.
Biejat, która sama ma walczyć o mandat senatorki w Warszawie, oceniła, że Giertych "nie jest dobrym kandydatem dla demokratycznego paktu senackiego". - Gdyby się okazało, że wystartuje poza paktem senackim, a osoby z Koalicji Obywatelskiej - na zasadzie dżentelmeńskiej umowy - nie wystartują w tym samym okręgu, to wystawimy kontrkandydata dla pana Giertycha. Jeszcze nie wiadomo, w którym okręgu, bo te hipotezy przesuwają się razem z nim po mapie ruchem konika szachowego – ironizowała gościni TOK FM.
Roman Giertych zmienia zdanie i krytykuje posłankę Biejat
Kilka godzin po pierwszym wpisie Roman Giertych opublikował kolejny. Przyznał, że jednak rozważa startowanie do Senatu poza tzw. paktem senackim opozycji. Stwierdził, że jest namawiany, aby "wystartował przeciwko kandydatowi PiS, a także kandydatce Partii Razem poseł Magdalenie Biejat". A przypomnijmy, sama posłanka Lewicy zadeklarowała, że będzie kandydatką do Senatu z Warszawy.
"Nie czuję się w żaden sposób związany posłuszeństwem wobec decyzji Paktu Senackiego skoro Lewica, Partia Razem i osobiście pani poseł publicznie deklarowali, że nawet gdybym wystartował z Paktu Senackiego to oni wystawią mi kontrkandydata. I tym samym zablokowali mi możliwość takiego startu. Skoro oni publicznie deklarowali łamanie ewentualnych ustaleń Paktu w którym uczestniczyli, to ja tym bardziej nie muszę się nimi specjalnie przejmować, skoro w nim przecież ani osobiście ani przez żadnego przedstawiciela nie uczestniczyłem" - napisał Giertych i dodał, że decyzję o starcie podejmie "w ciągu najbliższych godzin, analizując przede wszystkim, czy rozbicie głosów opozycyjnych nie zagrozi w tym okręgu zwycięstwem PiS".
Jak ocenił, wydaje się, że "nawet podział głosów opozycji dokładnie na pół nie skutkuje możliwością zwycięstwa PiS" w Warszawie, ale, jak dodał, "musi zlecić badania w tej sprawie". "Jeżeli badania te okażą się pozytywne to bardzo poważnie rozważę taki start" - oświadczył Giertych, krytykując jednocześnie kandydatkę paktu senackiego - posłankę Biejat.
"Pani Magdalena Biejat jest osobą, która publicznie chwaliła się, że w wyborach prezydenckich w II turze w 2015 roku oddała głos nieważny. Odpowiada więc, na równi z wyborcami PiS, za wszystkie tragiczne konsekwencje karykaturalnej prezydentury Andrzeja Dudy, w tym te dotyczące praworządności i kobiet. Pani Biejat wielokrotnie w Sejmie wspierała PiS w głosowaniach. Jej lewicowość nie ma wyglądu Millera, tylko raczej Macierewicza z czasów, gdy ten biegał z koszulką ideologów komunistycznych. (...) Nie ma żadnej gwarancji, że w godzinie próby nie przejdzie, jak jej koleżanka pani Pawłowska, do PiS" - napisał Giertych.
Start Giertycha do Senatu pod znakiem zapytania? 'Trudno spełnić marzenia. Przestrzeli'