Sędzia-zdrajca to "polityczna pałka". "KO dostała prezent, ale pewnie go zgubi lub zepsuje"
Sędzia II Wydziału Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie Tomasz Szmydt, formalnie przebywający od 22 kwietnia do 10 maja na urlopie, pojawił się w poniedziałek na propagandowej konferencji prasowej w Mińsku. Państwowa białoruska agencja prasowa BiełTA poinformowała, że poprosił władze Białorusi o 'opiekę i ochronę'. Sędzia powiadomił, że zrzeka się dotychczasowego stanowiska w WSA 'ze skutkiem natychmiastowym'. Następnie Szmydt zaczął pojawiać się w białoruskich i rosyjskich mediach i powtarzać tezy tamtejszej propagandy, a siebie przedstawiać jako ofiarę represji za poglądy. W sprawie Szmydta głos zabrał nawet białoruski dyktator. Alaksandr Łukaszenka powiedział, że dostanie on ochronę, bo dezerter Emil Czeczko, polski żołnierz, który zbiegł na Białoruś w 2021 r., 'został zabity' – pisze niezależny portal Zierkało.
- Ta sprawa spadła Koalicji Obywatelskiej w pewnym sensie z nieba. Niezależnie, co mówi PiS i Suwerenna Polska, to Szmydt robił karierę w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy - ocenił w 'Sabacie Symetrystów' na tokfm.pl Wojciech Szacki, analityk Polityki Insight.
Podobnego zdania był Galopujący Major. Bloger zauważył, że ucieczka Szmydta na Białoruś sprawia, iż w mediach mniej mówi się o sprawach, które zostały źle przyjęte przez elektorat koalicji rządzącej, jak chociażby odłożenie sprawy budowy CPK. - KO dostała kolejny klejnot do rąk, ale jednocześnie to oczywiste, że zaraz go zepsuje albo zgubi - skwitował Galopujący Major.
Patologiczny system awansów za PiS
Według współprowadzącego 'Sabat Symetrystów' wina PiS w tej sprawie jest bezsprzeczna. - To za ich czasów ochrona kontrwywiadowcza była komiczna. Co więcej, podczas rządów PiS istniał taki system awansów, który bardzo ułatwiał infiltrację przez obcy wywiad. Wystarczyło przecież zamanifestować lojalność dla partii. Kto powiedział, że kocha PiS, ten awansował. To stwarzało okazję, jeśli ktoś prowadził w Polsce szpiega. Te mechanizmy były patologiczne - opisał Major.
Grzegorz Sroczyński zżymał się jednocześnie, że w Polsce ta sprawa wykorzystywana jest głównie jako 'pałka do okładania politycznych przeciwników'. - Prawdopodobnie wyciągane są tylko wnioski partyjne, a nie państwowe. (...) Te wrzaski zużywają klasę polityczną - wskazał prowadzący 'Sabat'.