,
Obserwuj
Polityka

"Wyglądało to na ustawkę i to żenującą". Mocne słowa na finiszu kampanii

5 min. czytania
07.06.2024 18:47
W "Sabacie symetrystów" pochylono się też nad europejską debatą wyborczą w TVP, która zakończyła się pytaniem sprawdzającym języka angielskiego. Do odpowiedzi wyrwał się Borys Budka. - Cała ta debata wydaje mi się dość krindżowa, byłem zażenowany - ocenił Grzegorz Sroczyński.
|
|
fot. TVP / YouTube

"Sabat symetrystów" przed wyborczą niedzielą skupił się na słabej, zdaniem ekspertów, kampanii do Parlamentu Europejskiego. Gościem Grzegorza Sroczyńskiego i Galopującego Majora był Andrzej Bobiński, dyrektor Polityki Insight.

Zaczęli od wiecu Donalda Tuska z 4 czerwca. - Czy to nie jest dziwne, że na ostatniej prostej premier, zamiast coś zaproponować, czymś się pochwalić, podwyżkami, osiemset plus, czymkolwiek, mówi ciągle o PiS-ie? - pytał Sroczyński.

- Mnie chyba bardziej dziwi, że tam w ogóle nie ma Parlamentu Europejskiego i w ogóle Europy - stwierdził Bobiński. Dziwi zaś go to z trzech względów. - Pierwszy jest taki, że to wybory do Parlamentu Europejskiego, drugi jest taki, że Tusk ma teoretycznie wszystkie karty, żeby grać Europą. To teoretycznie polityk, który najwięcej w tej Europie osiągnął i powinien o niej opowiadać, a tego nie robi. Trzeci powód: nie jestem pewien, że to działa. Rozumiem, że musimy żyć w naszej politycznej rzeczywistości, gdzie tak ułożona jest debata. Natomiast w sytuacji, w której na ostatniej prostej premier państwa, który nie kandyduje, wychodzi i nie wymienia ani jednego swojego kandydata, a tylko tych z list opozycyjnych, jest to przedziwne - oceniał.

- Może się natomiast okazać, że to działa. Miałem poczucie, jakbym brał udział w historycznej rekonstrukcji żywej widowni "Szkła kontaktowego" z 2006 r. - dodał Bobiński.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

"PiS się kompletnie zacukał"

Nie lepiej, zdaniem komentatorów, jest z największą partią opozycyjną w kampanii do Europarlamentu. - Jaka jest kondycja PiS-u? Wydaje się, że fatalna, PiS się kompletnie w tej kampanii zacukał, nie wie za bardzo, co odpowiedzieć na aferę Funduszu Sprawiedliwości i Red is Bad. Prezes wyjeżdża sobie do Brukseli, kiedy Tusk wiecuje. Nie macie wrażenia, że przy całym naszym zniesmaczeniu, że to walenie pałą, kłonicą, znowu polaryzacja wjechała, jednak ta pała zadziałała i PiS jest totalnie zagoniony do narożnika? - pytał Sroczyński.

- Chyba wszyscy się zgadzamy, że tak to wygląda - przyznał dyrektor Polityki Insight. Jak mówił, w finale kampanii afery "przykryły kampanię PiS, która zapowiadała się dosyć dobrze". - Wszystko z perspektywy polityczno-kampanijnej taktyki trzymało się, był i przekaz, i kandydaci, i cel, i pomysł. W ostatnich dwóch tygodniach, od momentu wybuchu na nowo afery Funduszu Sprawiedliwości, PiS został kompletnie przykryty. Do tego na ostatnim etapie się kompletnie pogubił - ocenił.

- Zmienia się nam krajobraz medialny, na etapie wyborów samorządowych ludzie się jeszcze nie przepięli, w tym momencie widzimy, że PiS nie ma dotarcia, możliwości skontrowania i wyjścia z jakąkolwiek inicjatywą. To ta legendarna nierównowaga na rynku medialnym, o której zawsze mówił Jarosław Kaczyński. Teraz się ujawnia z pełną siłą. Nie wiem, czy Tusk wygra te wybory, nie wydaje mi się, że prowadził specjalnie mądrą i ciekawą kampanię, natomiast totalnie wygrał wojnę o narrację i przekaz - stwierdził Bobiński.

I dodawał: Fundusz Sprawiedliwości i Red is Bad strasznie bolą prawicę, to rzeczy, które wymykają się polaryzacji. Opinii negatywnych na temat Funduszu jest 90 procent. Nikt go nie broni poza garstką ludzi z Suwerennej Polski, pewnie kont Mateckiego.

"Tusk staje się populistą"

Onet ujawnił, że na granicy zatrzymano polskich żołnierzy, którzy oddali strzały ostrzegawcze w kierunku napierających migrantów. - Ta sprawa może na ostatniej prostej kampanijnej coś zmienić? - pytał swoich gości Sroczyński.

- Wykorzystałbym ten temat, żeby zwrócić uwagę, że to nie jest zwrot prawacki, a populistyczny. Naród jest "murem za polskim mundurem", w tym kierunku zmierza emocja w społeczeństwie, a politycy stają się pollsterami, którzy czytają badania i reagują na to, jaka w danym momencie jest atmosfera: potrzeba grozy, zamykania granicy, latające dzidy - wymieniał Bobiński.

- Jeśli Tusk staje się populistą, a moim zdaniem staje się, trzeba odczarować to słowo, politycy stają się populistami, staje się to elementem polityki, to elementem repertuaru polityka jest "dog whistle", psie gwizdanie do swoich hardkorowych, prawdziwych wyborców. Pokazywanie im "jestem, jaki byłem, ale muszę zmienić przekaz". Brakuje mi odwróconego gwizdka psiego, dlaczego nie spotka się z aktywistami na granicy, niech wycałuje pograniczników, odwiedzi rannego żołnierza (audycję nagrywano, zanim ranny żołnierz zmarł - przyp. red.). Ale z drugiej strony mrugnie do libkowego wyborcy i powie "ja to rozumiem" - podkreślał.

W "Sabacie symetrystów" pochylono się też nad europejską debatą wyborczą w TVP, która zakończyła się pytaniem sprawdzającym języka angielskiego. Do odpowiedzi wyrwał się Borys Budka.

- Cała ta debata wydaje mi się dość krindżowa, byłem zażenowany, nie dlatego, że oni nie chcą mówić po angielsku, bo Beata Szydło jakoś tam mówi po angielsku, ale żenującą sytuacją jest, jeśli telewizja publiczna robi coś, co można uznać za ustawkę. Budka wiedział - ocenił Sroczyński.

- Wyglądało to na ustawkę i to żenującą - zgodził się Galopujący Major. - Która jest najlepszą egzemplifikacją pewnego kompleksu Polaka na temat zagranicznego języka, gdzie znajomość języka jest traktowana niemal jak tytuł szlachecki. Za każdym razem, gdy polityk powie coś po angielsku, druga strona się z tego angielskiego naśmiewa. Mamy ogromny kompleks angielszczyzny - dodał.

Andrzej Bobiński stwierdził, że debata nie miała wiele sensu. - Pokazuje, gdzie jesteśmy z polityką, kampanią i zmęczeniem. Może musi się to przewalić, może musimy zobaczyć 32-procentową frekwencję, może po wakacjach polityka będzie troszkę inna, lepsza, ciekawsza. Jestem kompletnie zmęczony, dużo więcej tego nie wytrzymam. Nic ciekawego w tym nie ma - oceniał.

Kto komu zabierze

Jakie prognozy na niedzielę? - Będziemy blisko remisu i w mandatach będzie tak samo - przewidywał dyrektor Polityki Insight.

Sroczyński podejrzewał, że KO ogłosi wielki sukces i orzeknie, że "uruchomienie Giertycha miało sens".

- Wszystko to zmienia w świecie komentatorów i spindoktorów. W świecie realnym nic nie zmienia - mówił Bobiński. - Myślę, że Konfederacja jest niedowartościowana, będzie wygranym tych wyborów. Przegranym będzie frekwencja. Myślę, że nieważnych głosów będzie więcej niż w 2023 r. - zaznaczył.

- Idziemy na rekordowo niską frekwencję, która spowoduje, że klęskę prawie na pewno poniesie Lewica, bardzo słabo wypadnie Trzecia Droga. Natomiast wynik trzech innych partii zależy od tego, ile Tuskowi uda się zabrać od Trzeciej Drogi i Lewicy, a Konfederacji PiS-owi - przewidywał Galopujący Major.