,
Obserwuj
Polityka

Będzie kolejna dymisja w rządzie Tuska? "Ciężko się z nią współpracuje, bywa raptowna"

4 min. czytania
25.07.2024 17:43
|
|
fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Premier Donald Tusk poinformował we wtorek, że odwołał Waldemara Sługockiego z funkcji wiceministra rozwoju i technologii. Decyzję tę szef rządu zapowiedział po nieuchwaleniu przez Sejm ustawy o dekryminalizacji aborcji. Sługocki był jednym z trzech posłów KO, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu.

To pierwsza dymisja w rządzie Tuska. Wcześniej do zmian doszło, bo część ministrów startowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W najbliższych tygodniach może ich być jednak być więcej. Jak dowiedział się Piotr Śmiłowicz z 'Tygodnika Powszechnego', kolejna rekonstrukcja rządu ma odbyć się we wrześniu, choć Tusk miał jeszcze nie podjąć ostatecznej decyzji w tej sprawie.

Jedną z kandydatek do wymiany, w dłuższej perspektywie, jest według dziennikarza 'Newsweeka' Jacka Gądka ministra klimatu i środowiska Paulina Henning-Kloska. - Jej akcje w oczach premiera Donalda Tuska od początku nie stoją wysoko i pogłoski o tym, że ona mogłaby zostać zdymisjonowana, nie są nowe. W powszechnej opinii z Henning-Kloską nie współpracuje się łatwo. Nie jest typem urzędniczki, bywa raptowna - wskazał rozmówca tokfm.pl.

Wymiana ministry klimatu może jednak nie być prosta, bo należy ona do partii koalicyjnej. - Polska 2050 broniła jej w kryzysowych momentach, bo jest ich nominatką. Pozwolenie Tuskowi ot tak na ścięcie Henning-Kloski pokazałoby słabość Polski 2050. Hołownia, broniąc jej, w istocie bronił własnej pozycji. Polska 2050 cały czas jej broni, ale to nie musi trwać wiecznie - ocenił Gądek.

Dziennikarzowi od razu nasunęło się na myśl także drugie nazwisko - ministry zdrowia Izabeli Leszczyny. - Do tej pory nie zapisała się niczym szczególnym. A służba zdrowia to jest pole minowe - wskazał. Przypomnijmy, że sama Izabela Leszczyna w TOK FM odpierała zarzuty o to, że prace jej resortu idą zbyt wolno. Winę za to zrzucała na koalicjantów. - Gdyby KO miała samodzielny rząd, zrobilibyśmy właściwie większość naszych konkretów rzeczywiście w sto dni - powiedziała w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Zdaniem Gądka, gdyby doszło do rekonstrukcji, o swój ministerialny fotel mógłby się też martwić minister rolnictwa Czesław Siekierski. - To polityk bardzo zasłużony dla PSL-u, weteran z Parlamentu Europejskiego, ale już bez dynamiki w rządzie - ocenił. I dodał, że od dłuższego czasu o Siekierskim mówi się jako o jednym ze słabszych ogniw gabinetu Donalda Tuska. - Nawet w samym PSL-u przy powoływaniu rządu rozważano, że być może ministrem powinien być ktoś z młodszego pokolenia - zastrzegł.

W opinii rozmówcy tokfm.pl nadzieje w ekipie rządzącej zawodzi również ministra przemysłu Marzena Czarnecka. - Póki co niczym szczególnym nie zasłynęła, oprócz kłopotliwych wypowiedzi. Na pewno wiązano z tym resortem duże większe oczekiwania - mówił Gądek.

W ostatnim czasie zaczęło się mówić także o dymisji ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Część obozu rządzącego i jego zwolenników nie jest zadowolona z tempa, w jakim idą rozliczenia Zjednoczonej Prawicy.

- Mimo wszystko minister sprawiedliwości prof. Adam Bodnar ma dość stabilną pozycję. Trafił do rządu, bo jego wiarygodność w oczach Komisji Europejskiej jest bardzo duża. Więc nie wydaje mi się, żeby w jakimś krótkim horyzoncie Bodnar miał tracić stanowisko - powiedział Gądek.

Ostatnio doszło jednak do dość głośnej porażki - nieudanego aresztowania Marcina Romanowskiego. Sąd nie wyraził zgody na tymczasowy areszt dla byłego wiceministra w resorcie Zbigniewa Ziobry, bo stwierdził, że chroni go immunitet członka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

Zdaniem dziennikarza "Newsweeka" nawet w przypadku, jeśli sąd II instancji odrzuci zażalenie prokuratury w sprawie aresztu dla Marcina Romanowskiego, dymisja ministra sprawiedliwości jest wykluczona. - Dymisja Bodnara za niezdarność prokuratury to byłoby przyznanie się do błędu i niepotrzebne nadawanie wagi własnej nieudolności. Zresztą sprawa aresztu dla Romanowskiego, choć wizerunkowo dramatyczna, to w istocie nie jest wielkiej wagi, a wcześniej czy później były wiceminister w rządzie PiS i tak stanie przed sądem. Nie podejrzewam Donalda Tuska o kompulsywne działanie wobec Bodnara - stwierdził Gądek.

Nie do ruszenia według rozmówcy tokfm.pl jest także szef MON i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. O jego dymisji mówiło się i w kontekście zdarzeń na granicy polsko-białoruskiej, i na Strajku Kobiet. Sam Kosiniak-Kamysz jak i część posłów jego ugrupowania nie poparło bowiem ustawy o dekryminalizacji aborcji, przez co projekt upadł w Sejmie. Gądek szybko jednak rozwiał spekulacje na ten temat. - Kosiniak ma stabilną pozycję, bo jest szefem partii koalicyjnej. Odwoływanie Kosiniaka to koniec koalicji. Więc to nie wydaje się w żaden sposób możliwe - powiedział.

Pewna swojego ministerialnego fotela może być w jego opinii także Barbara Nowacka. Choć w samej KO mówi się o tym, że nie wszyscy są zachwyceni odchudzaniem przez nią postaw programowych. - Nie wydaje mi się, żeby to mógł być powód do dymisji. Na pewno Nowacka jest z krwi i kości osobą o bardzo lewicowych poglądach. Ale bardzo się pilnuje, żeby nie wyskakiwać z mocno lewicową agendą w edukacji. Bo to wrażliwa sfera i tutaj nie ma miejsca na żadne eksperymenty - wskazał Gądek.

I dodał, że o Nowackiej mówiło się, że mogłaby startować na prezydentkę Warszawy, jeśli Trzaskowski zostanie prezydentem Polski. - Tylko z tym jest problem, bo Warszawą rządzi PO i naturalną rzeczą jest, że Donald Tusk chciałby w ratuszu kogoś z twardego jądra partii, a nie kogoś, kto jest z przybudówki PO, czyli z Inicjatywy Polskiej - relacjonował dziennikarz.

Zdaniem Gądka, do rekonstruowania rządu może dochodzić w szeregach wiceministrów, których jest ponad stu. - Ale jeśli już stanie się to na wyższym szczeblu, to można wytypować osoby, których akcje stoją najniżej, czyli np. Hennig-Kloska, Siekierski i Leszczyna - podsumował rozmówca tokfm.pl, zastrzegając, że wiążących decyzji o dymisjach, póki co, nie ma.