advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polityka

"Ja też stoję w korkach". Prawniczka punktuje wpis premiera o Ostatnim Pokoleniu

tokfm.pl
2 min. czytania
03.12.2024 10:40
Decyzja premiera w sprawie stanowczego działania służb wobec działaczy Ostatniego Pokolenia przyniesie odwrotny efekt - oceniła w "Poranku Radia TOK FM" mec. Sylwia Gregorczyk-Abram. - Jak się komuś czegoś zabrania, to dusza aktywistyczna będzie robiła dokładnie odwrotnie - podkreśliła.
|
|
fot. Adam Burakowski/East News

Donald Tusk w serwisie X napisał, że 'blokowanie dróg, niezależnie od politycznych intencji, stwarza zagrożenie dla państwa i wszystkich użytkowników dróg. Wezwałem dziś odpowiednie służby do zdecydowanego reagowania i przeciwdziałania takim akcjom'. Sprawa dotyczy protestów Ostatniego Pokolenia, które blokuje ważne drogi w Warszawie, wzywając rząd do walki ze zmianami klimatu.

- To przyniesie odwrotny efekty. Myślę, że oni mogą po prostu zintensyfikować teraz swoje działania. Tak to działa, że jak się komuś czegoś zabrania, to dusza aktywistyczna będzie robiła dokładnie odwrotnie - skomentowała wpis premiera mec. Sylwia Gregorczyk-Abram z inicjatywy Wolne Sądy, która gościła w "Poranku Radia TOK FM".

Jednocześnie rozmówczyni Jana Wróbla podkreśliła, że "serce zawsze ma po stronie zgromadzeń i wolności wyrażania swoich poglądów". - Prawo do zgromadzeń jest gwarantowane konstytucyjnie i w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. To jest bardzo ważne prawo. Ono jest solą demokracji, przez ostatnie osiem lat było wielokrotnie przez nas kultywowane i pokazało też, że możemy doprowadzić do realnej zmiany - powiedziała prawniczka.

Odnosząc się stricte do akcji Ostatniego Pokolenia, podkreśliła, że "protest z samej natury musi być uciążliwy". - Nie możemy oczekiwać, że aktywiści Ostatniego Pokolenia usiądą na środku Lasu Kabackiego - dodała.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Są granice protestów

Gregorczyk-Abram zgodziła się, że każdy "protest ma swoje granice, a tą granicą jest zagrożenie dla życia i zdrowia ludzkiego". - Od tego są służby na miejscu, policja, żeby takie zagrożenie ocenić i podjąć adekwatne środki przymusu bezpośredniego, jeśli są konieczne, żeby usunąć ten element zagrożenia - dodała. Prawniczka podkreśliła, że policjanci "po to są szkoleni, żeby w danym miejscu zareagować i nie są tu potrzebne żadne zewnętrzne sugestie, instrukcje czy oceny".

- Ja też stoję w korkach w Warszawie. Ale uważam, że ci młodzi ludzie siadają na tej ziemi w imieniu jakiejś idei, nie robią tego, żeby państwu uprzykrzyć życie - przekonywała rozmówczyni Jana Wróbla.