Co dalej z Razem? "Nie da się zmultiplikować Zandberga"
- Adrian Zandberg zapowiedział, że w II turze wyborów prezydenckich nie przekaże swojego poparcia ani Rafałowi Trzaskowskiemu, ani Karolowi Nawrockiemu ;
- Zdecydowana większość wyborców Razem w sporze pomiędzy Trzaskowskim a Nawrockim nie pozostanie neutralna - stwierdził prof. Rafał Chwedoruk;
- By przyciągnąć nowych wyborców Partia Razem musiałaby "zmienić retorykę, skorygować program i dopuścić działaczy różnych pokoleń" - wskazał prof. Chwedoruk.
Lider partii Razem zdobył 4,86 proc. w I turze wyborów prezydenckich. Adrian Zandberg zapowiedział, że nie przekaże swojego poparcia ani Rafałowi Trzaskowskiemu, ani Karolowi Nawrockiemu. Członkowie partii nie mówią publicznie, na kogo zagłosują w II turze wyborów. Jak mówiła posłanka Razem Marta Stożek w TOK FM, ma to umożliwić dotarcie do wyborców obu kandydatów w przyszłych wyborach parlamentarnych. Polityczka podkreśliła, że celem partii jest budowanie progresywnej alternatywy z Zandbergiem jako potencjalnym premierem.
Wyborcy Razem nie zostaną neutralni
Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, ocenił, że ta strategia Razem w perspektywie wyborów prezydenckich 1 czerwca "nie ma większego znaczenia".
- Partia Razem to młoda formacja, jej elektoratem są w większości studenci i studentki z wielkich miast. To są wyborcy, których zdecydowana większość w sporze pomiędzy Trzaskowskim a Nawrockim nie pozostanie neutralna - stwierdził prof. Chwedoruk w rozmowie z tokfm.pl.
Jak zaznaczył, partia ta nie dysponuje w tym momencie instrumentami, by oddziaływać na wyborców: "nie jest społecznie zakorzeniona i nie ma żelaznego elektoratu jak PiS, SLD czy PSL". Według prof. Chwedoruka Razem manewruje pomiędzy niepopieraniem nikogo a odcięciem się od Karola Nawrockiego. - To strategia prometejska - skomentował ekspert.
Wygra Trzaskowski czy Nawrocki? Zacięta walka o prezydenturę [NAJNOWSZY SONDAŻ]
Osłabiona partia może być tylko koalicjantem
- Gdyby dzisiaj partia Razem uzyskała wyborców z pogranicza PiS-u, Konfederacji, PSL-u; tych, którzy byli po drugiej stronie barykady lub w ogóle poza polityką, to rzeczywiście byłby to kapitał polityczny. Jeśli bazuje się na młodych inteligentach z wielkich miast, to na tym można budować koalicjanta rządzącej większości - skomentował politolog. I przypomniał, że samodzielne próby startu Razem nie przenosiły efektów.
- Mimo bardzo udanej kampanii Adriana Zandberga poparcie nie przekroczyło 5 proc. Partia jest osłabiona - stwierdził prof. Chwedoruk. Wskazał na odejście kilku polityczek z Razem i wystąpienie partii z parlamentarnego klubu Lewicy w Sejmie.
Jego zdaniem wielu młodych ludzi zagłosowało na Razem z powodu kryzysu mieszkaniowego. - To w tej chwili zjawisko europejskie, szczególnie jeśli chodzi o wielkie aglomeracje - powiedział politolog. I stwierdził, że Razem nie może liczyć na poparcie elektoratu ludowego. - To w większości jest elektorat średniego i starszego pokolenia, mieszka w średniej wielkości miastach i na wsi. Uprawiając politykę studencką, czyli będąc wyraziście egalitarnym w kwestiach społeczno-gospodarczych, ale jednocześnie bardzo emancypacyjnym w kwestiach światopoglądowych, będąc jednoznacznie pro-ukraińskim na takim poziomie jak PO czy PiS, nie da rady przyciągnąć elektoratu ludowego - podkreślił rozmówca tokfm.pl.
Co Razem może załatwić?
Prof. Chwedoruk porównał działalność Razem do polityki premiera Słowacji. - Robert Fico konsekwentnie odszedł od liberalnych pryncypiów na rzecz koncentracji na lewicowości socjalnej, a jest zdolny i zawiera koalicję z konserwatywną prawicą - wskazał politolog. I dodał, że zmiany postulatów w próbie zyskania większego poparcia "obecnie na całej polskiej lewicy są raczej niemożliwe".
- Bardzo ciekawa była wypowiedź jednej z działaczek partii Razem, że "my jesteśmy od załatwienia konkretnych spraw". Pytanie, co grupka posłów, niemająca wpływu na większość w Sejmie, może załatwić? Ilu partia Razem ma prezydentów miast, większości w radach miast czy w sejmikach? - zastanawiał się prof. Chwedoruk. Ekspert wskazał na obecnie niewielką sprawczość partii, jak i na fakt, że strategia niepopierania żadnego kandydata w wyborach prezydenckich może nie powiększyć wpływu partii na polską scenę polityczną.
- Miałoby to sens, gdybyśmy mieli przed sobą perspektywę załamania się dotychczasowego systemu partyjnego, np. na kanwie wielkiego kryzysu gospodarczego. Takiej perspektywy nie widać - stwierdził politolog. - Jest to pewnego rodzaju głos protestu, natomiast do budowy silnej formacji jeszcze bardzo daleka droga. Zwłaszcza, że jeśli w Polsce pojawiłby się kryzys ekonomiczny, to zacząłby zbierać żniwo raczej wśród starszych niż młodszych - skomentował ekspert.
Prof. Chwedoruk podał przykład ruchów lewicowych w Hiszpanii i Grecji, które podczas kryzysu zyskały poparcie młodych, wykształconych ludzi bez dostępu do pracy i do mieszkań. - My nie jesteśmy na tym etapie. U nas, choćby ze względu na zapaść demograficzną, za chwilę problemy będą zupełnie inne - ocenia politolog.
Przyspieszonych wyborów nie będzie?
Według eksperta gdyby doszło do wygranej Karola Nawrockiego i przyspieszonych wyborów, Razem mogłoby mieć problem ze znalezieniem popularnych działaczy, którzy mogliby startować z lokalnych list. - Nie da się zmultiplikować Adriana Zandberga - stwierdził prof. Chwedoruk, zaznaczając, że w Polsce doprowadzenie do przyspieszonych wyborów jest "arcytrudne".
- Prezydent w zasadzie nie może tego zrobić. Poza sytuacją nieuchwalania budżetu, musiałaby się na to zgodzić i Platforma, i PiS. Ostatnie zachowania PSL-u i Szymona Hołowni wskazują na to, że są oni świadomi grozy tej sytuacji. PiS i Konfederacja to za mało, żeby rozwiązać Sejm, nawet jeśli wybory prezydenckie zakończyłyby się sensacyjnie wygraną Nawrockiego - skomentował ekspert.
Razem ma trudne zadanie: dotarcie do innych pokoleń
Jeśli wybory prezydenckie wygra Rafał Trzaskowski, partia będzie musiała zawalczyć o nowy elektorat, by nie przepaść w czasie wyborów parlamentarnych. Politolog wskazał, że 5 proc. poparcie dla Razem oznacza niewielką reprezentację sejmową. - Nie wiadomo, co można by konkretnie załatwić, poza kolejną manifestacją własnych poglądów - ocenił rozmówca tokfm.pl.
- Partia Razem musiałaby zacząć docierać do grup społecznych, do których nie docierała. Musiałaby zmienić retorykę, skorygować program i dopuścić działaczy różnych pokoleń. To trudne - wskazał prof. Chwedoruk, podając przykład Konfederacji, która dopiero po dekadzie istnienia zaczęła stopniowo dywersyfikować swój elektorat.
Poprzednicy Razem bez sukcesów w polityce
Prof. Chwedoruk przypomniał, jak w przeszłości funkcjonowali "poprzednicy" partii Razem. - W latach 90-tych do Sejmu weszła Unia Pracy Ryszarda Bugaja oraz grupa posłów Piotra Ikonowicza z Polskiej Partii Socjalistycznej. Obie te formacje de facto odmówiły wsparcia dla rządu SLD-PSL. To był koniec - wskazał ekspert, tłumacząc, że wówczas wyborcy nie zrozumieli, dlaczego lewicowi posłowie przechodzą do opozycji wobec centrolewicolewicowego rządu. Prof. Chwedoruk zauważył, że to "analogiczna sytuacja" do rozłamu Razem i Nowej Lewicy.
Klątwa "wielkich trzecich"
Prof. Chwedoruk przypomniał również losy tych, którzy niespodziewanie dobrze wypadli w wyborach i zajęli trzecie miejsce. - Wśród "wielkich trzecich" był Andrzej Lepper. To był ostatni sukces w jego politycznej karierze przed katastrofą. Był i Grzegorz Napieralski: na kanwie dobrego wyniku z 2010 r. SLD dostało nieosiągalny z dzisiejszej perspektywy wynik ok. 15 proc. do sejmików województw, a potem zaczęła się zapaść - stwierdził ekspert. Wymienił również przypadek Pawła Kukiza oraz Szymona Hołowni - liderów ruchów, które się wypaliły.
Posłuchaj: