"Wtedy tąpnęło". Kaczyński wymienił 5 powodów porażki PiS, ale zaraz się rozgrzeszył
Pięć powodów porażki PiS. Kaczyński je wymienił, ale zaraz rozgrzeszył partię
Przysusze na Mazowszu ruszył kongres Prawa i Sprawiedliwości. Podczas niego 1500 delegatów wybierze nowe władze ugrupowania. Najpierw jednak na mównicę wyszedł Jarosław Kaczyński, by opowiedzieć o przyczynach utraty władzy przez swoją partię.
Wśród nich jako pierwszą wskazał działania rządu PiS podczas pandemii. - Decyzje ws. lockdownów zapadały za radą lekarzy. Ale innego wyjścia nie było (...) To niewątpliwie powód spadku poparcia i wzrostu siły na prawo od nas, które wcześniej nie odgrywały większej roli - mówił Jarosław Kaczyński i dodał, że jego rząd dobrze poradził sobie z pandemicznym kryzysem.
Jako drugą przyczynę utraty władzy przez PiS wskazał wyrok Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej ws. aborcji. Jednak jego zdaniem ten wyrok był konieczny. - Trybunał innej decyzji przy tej treści konstytucji podjąć nie mógł, ale to wywołało poważny kryzys (…) Był niewątpliwie także powód obniżenia naszego poparcia, właśnie wtedy, jak to się mówi, tąpnęło - stwierdził.
Jarosław Kaczyński wspomniał również o kryzysie migracyjnym na granicy z Białorusią. Gdy się zaczął, działania rządu Mateusza Morawieckiego były krytykowane przez część społeczeństwa. - Druga strona odsądzała nas od czci i wiary. Opowiadała niestworzone bajki - powiedział prezes PiS.
Według niego kolejnymi powodami spadku notowań PiS, a w konsekwencji utraty większości parlamentarnej w wyborach w 2023 roku były: "putinflacja" oraz afera wizowa. Tę ostatnią Jarosław Kaczyński określił jako "całkowicie wyssaną z palca".
- Trzeba zapytać o nasze winy. Rzeczywiście, na niektóre nieliczne, ale niedobre zjawiska w naszej formacji reagowaliśmy zbyt późno. Ale reagowaliśmy. To nie jest tak, że myśmy to tolerowali (...) Tak doszło do tego, że z 45 proc. było 35 proc. To się utrzymało. Wygraliśmy wybory, ale do większości brakowało nam 7 proc. Nic już nie można było zdziałać, doszło do tego, co teraz widzimy - ocenił Jarosław Kaczyński.