Co po uchwale SN? "Zaufanie do instytucji publicznych będzie coraz mniejsze"
- Sąd Najwyższy przyjął uchwałę, w której stwierdził, że wybory prezydenckie były ważne;
- Zdaniem Magdaleny Kicińskiej z Press Club Polska wbrew deklaracjom, że każdy głos się liczy, rzeczywistość pokazuje coś innego;
- Oceniała, że to może prowadzić do trwałego braku wiary obywateli w proces wyborczy i braku zaufania w instytucje publiczne.
Nieuznawana Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych stwierdziła we wtorek ważność wyboru Karola Nawrockiego na prezydenta. W uzasadnieniu wskazano, że duża liczba wniesionych protestów wyborczych nie zwiększyła wagi podniesionych w nich zarzutów, zaś żadne z ustalonych uchybień nie miało wpływu na ogólny wynik wyborów.
Wątpliwości co do ważności wyborów prezydenckich pojawiły się zaraz po ogłoszeniu ich wyników. Media zaczęły informować, że w niektórych komisjach doszło do nieprawidłowości, w wyniku których głosy na Rafała Trzaskowskiego przypisano Karolowi Nawrockiemu i odwrotnie. SN zarządził ponowne przeliczenie głosów w 13 komisjach, po czy okazało się, że w 12 doszło do błędów przy liczeniu. Stwierdzono, że te nieprawidłowości nie miały wpływu na ostateczny wynik wyborów. Do Sądu Najwyższego wpłynęło ponad 54 tys. protestów wyborczych, prawie wszystkie pozostawiono bez dalszego biegu.
'Zaginione' protesty wyborcze. 'Jestem bardzo zaniepokojona'
Według prokuratora generalnego Adam Bodnara błędów w liczeniu głosów może być więcej. Zapowiedział, że głosy zostaną ponownie policzone w ponad 200 komisjach. Sprawę nieprawidłowości wyborczych ma koordynować specjalny zespół prokuratorów.
"Wiara w proces wyborczy będzie coraz mniejsza"
O kontrowersjach dotyczących wyborów dyskutowały w "Poranku TOK FM" Magdalena Kicińska z Press Club Polska, wiceprzewodnicząca Rady Polskich Mediów i Jolanta Ojczyk, dziennikarka "Business Insidera".
Magdalena Kicińska powiedziała, co ją "martwi w kontekście pomyślności naszego kraju po 6 sierpnia" (data zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta - red.). - Zawsze przed wyborami mówimy, że każdy głos się liczy. We wtorek okazało się, że nie każdy głos się liczy i nie każdy protest (wyborczy - red.) się liczy - oceniła. - Nie może być tak, że będziemy mówili, że w zasadzie tysiąc głosów w tę, dwa tysiące czy pięć w tamtą stronę, to nie ma znaczenia - stwierdziła.
Rozmówczyni Macieja Głogowskiego oceniła niedawną wypowiedź pierwszej prezes SN Małgorzaty Manowskiej jako "skandaliczną" i stwierdziła, że "nie dość nas to bulwersuje". Chodzi o pytanie retoryczne "Czy ja jestem zainteresowana tym, żeby został prezydentem ktoś, kto powie, że ja nie jestem sędzią i że trzy tysiące sędziów ma iść na bruk czy nie wiem gdzie?".
Dodała, że "to wszystko w związku z niejasną, niejednoznaczną wypowiedzią ministra Bodnara sprawia, że zaufanie do instytucji publicznych, wiara w proces wyborczy, w mechanizmy demokratyczne, będzie coraz mniejsze".
Prokurator generalny stwierdził w TVN24, że są "potężne wątpliwości" co do orzeczenia SN. Jak uzupełnił, "nie tylko ze względu na to, że orzekała Izba Kontroli Nadzwyczajnej, ale także ze względu na liczne nieprawidłowości, które wypłynęły w toku rozpatrywania protestów wyborczych, czy także w czasie samego posiedzenia Sądu Najwyższego".
"I tak już przekroczyliśmy czerwoną linię"
Jolanta Ojczyk przypomniała, że status Izby rozpatrującej protesty wyborcze i orzekającej o ważności wyborów jest kwestionowany przez polski rząd i instytucje europejskie. - Od rządów PiS-u mamy niszczone instytucje państwa i brak zaufania do najważniejszych instytucji. Obecna sytuacja nic nie poprawia, a pogarsza - dodała.
W ocenie dziennikarki "Business Insidera" "w tak ważnej sprawie, jak wynik wyborów (...) powinniśmy trzymać się procedur, żeby nie doszło do jeszcze większego chaosu i jeszcze większego podważenia zaufania do państwa, bo i tak już przekroczyliśmy czerwoną linię".
Ryszard Kalisz: Nie mamy pewności, czy Karol Nawrocki wygrał wybory