Czego można spodziewać się po ministrze Żurku? "Wypalanie żywym ogniem"
- Do 21 z 26 zmniejszona zostanie po rekonstrukcji liczba ministerstw w rządzie Donalda Tuska;
- Zdaniem dr. Macieja Onasza, taka zmiana jest 'bez znaczenia, jeżeli chodzi o faktyczną sprawność funkcjonowania państwa';
- Gość "TOK360" stwierdził, że nowy szef resortu sprawiedliwości Waldemar Żurek jako "pisożerca" ma zająć się "wypalaniem żywym ogniem wszystkiego, co ma PiS w nazwie";
- W ten sposób minister ma zaspokoić potrzeby radykalnej części elektoratu koalicji, który bardziej głosował przeciw PiS niż za obecnie rządzącymi;
- W ten sposób, zdaniem Onasza, próbował też grać Adam Bodnar, który wszedł w "giertychowską narrację" sfałszowanych wyborów, ale niewiele mu to dało.
Donald Tusk w środę ogłosił zmiany w rządzie w ramach zapowiadanej od dawna rekonstrukcji. Premier podkreślił, że dojdzie do "odchudzenia" rządu i zamiast 26 będzie 21 ministrów konstytucyjnych, członków Rady Ministrów. Zapowiedział, że za tym pójdą także decyzje o zmniejszeniu składu rządu na poziomie sekretarzy i podsekretarzy stanu.
Prowadzący "TOK360" Filip Kekusz ocenił, że zmniejszenie liczby resortów o pięć nie jest "imponującym zrzuceniem wagi". - Jeżeli chodzi o faktyczną sprawność funkcjonowania państwa, jest po prostu bez znaczenia - zgodził się dr Maciej Onasz, politolog z Uniwersytetu Łódzkiego.
- Nikt nigdy, mimo obiegowej opinii, nie udowodnił, nie zweryfikował pozytywnie tezy o tym, że małe rządy działają lepiej - dodał gość TOK FM. Jak zaznaczał, każda opozycja zawsze twierdzi, że rząd przeciwników jest za wielki. - Można sobie wyobrazić rząd jednoosobowy, niech premier wszystkim zarządza. Tylko trzeba zadać sobie proste pytanie, czy będzie to rząd efektywny? Nic na to nie wskazuje - stwierdził.
- Oczywiście Tusk musi do tego wracać, bo jest zakładnikiem propozycji czy obietnicy, którą złożył, że będzie rząd minimum, bardzo mały. Ale po raz kolejny trzeba podkreślić: to fajnie brzmi, ale nie oznacza, że państwo będzie rządzone lepiej, jeżeli rząd będzie mniejszy - ocenił Onasz.
Politolog przypomniał, że u Tuska nowe otwarcia są rzeczą regularną. - Wykorzystuje się to, żeby usunąć ze świecznika te osoby, które część opinii publicznej mogą irytować, tych ministrów, którzy stają się obciążeniem dla gabinetu w oczach tej czy innej grupy elektoratu - wyjaśnił.
Żurek za Bodnara. W tej sprawie ryzykuje? 'Waldek postawił wszystko na jedną kartę'
Minister "pisożerca"
Kekusz spytał swojego gościa, czy nawiązuje do zmiany na czele Ministerstwa Sprawiedliwości - Adama Bodnara zastąpi sędzia Waldemar Żurek. Czego możemy spodziewać się po nowym ministrze?
- Jeszcze wyższej temperatury sporu i jeszcze bardziej nastawienia na wypalanie żywym ogniem wszystkiego, co ma PiS w nazwie albo przynajmniej koło PiS-u stało. On jest z tego znany - ocenił Onasz. I dodał, że gdyby zastosować "niezbyt eleganckie pojęcie pisożercy", to Żurek "niewątpliwie na drabinie pisożerców jest umiejscowiony bardzo wysoko".
Według politologa to wzmocnienie przekazu skierowanego do najbardziej radykalnej, antypisowskiej części elektoratu. - Nie tylko jeżeli chodzi o Platformę czy Koalicję Obywatelską, ale ogólnie ugrupowania w dzisiejszej koalicji rządzącej, bardzo istotna, ogromna część ich elektoratu w większej mierze, wedle badań, głosowała przeciwko PiS-owi niż za tymi ugrupowaniami w roku 2023 - podkreślił.
Bodnar "cnotę stracił, a rubelka nie zarobił"
Zdaniem Onasza stąd też ostatnie działania Bodnara, który pierwotnie nie realizował oczekiwań radykalnego elektoratu, ale kiedy "czuł oddech zmian, że może dotknąć go usunięcie ze stanowiska" zmienił taktykę. - W szczególności było to widać po drugiej turze wyborów prezydenckich, gdy wszedł w narrację giertychowską odnośnie do potencjalnego sfałszowania wyników głosowania w drugiej turze, narrację ze wszech miar bzdurną, bo nie było żadnych racjonalnych, merytorycznych przesłanek, żeby na tym stanowisku stać - mówił.
Gość TOK FM przewidywał, że na długo w pamięci zostaną nam wystąpienia Bodnara przed Sądem Najwyższym. - Podpierał się on quasianalizą, a nawet antyanalizą, bo wartość tego czegoś jest wręcz ujemna, doktora (Krzysztofa) Kontka. Każda osoba zajmująca się wyborami jednoznacznie stwierdziła, że jest to wierutna bzdura i czymś takim nie można się posługiwać - podkreślał Onasz.
Politolog ocenił, że Bodnar szedł uparcie w tę narrację. - Być może dlatego, że miał nadzieję, iż to pozwoli mu uratować swą pozycję polityczną. Nie pozwoliło. A biorąc pod uwagę groteskowość chwilami tej sytuacji, jeszcze go tylko i wyłącznie pogrążyła - dodał.
I sparafrazował rozpowszechnione przez Ludwika Dorna powiedzenie. - Cnotę pan minister stracił, ale rubelka nie zarobił - orzekł Onasz.