Żulczyk "czule" żegna Andrzeja Dudę. "To trzeba pochwalić"
- Pisarz w długim wpisie w mediach społecznościowych pożegnał Andrzeja Dudę;
- Skrytykował błędy ustępującego prezydenta, ale też docenił jego zachowanie w kilku sprawach;
- "Wciąż młody z Pana facet. Może Pan jeszcze zrobić dużo dobrego. Wystarczy pomyśleć" - podsumował Jakub Żulczyk.
"No to się żegnamy, panie Prezydencie. Los splótł nas ze sobą w komiczny w sumie sposób. Gdybym mógł cofnąć czas, nie nazywałbym Pana debilem. Miałem z tego same uciążliwości i nieprzyjemności. Panu też nie było miło, jak mniemam. W wywiadzie dla Interii potwornie się pan wkurzył. No ale, panie Prezydencie - nie składając wtedy Bidenowi gratulacji zachował się pan, no nie przymierzając, no wiadomo jak" - zaczął wpis Żulczyk.
Pisarz w listopadzie 2020 roku w mediach społecznościowych nazwał Andrzeja Dudę "debilem". Miało to związek ze zwlekaniem przez prezydenta z gratulacjami dla Joe Bidena, który wygrał wybory prezydenckie w USA. Sprawa trafiła do sądu, ale ostatecznie Jakub Żulczyk został uniewinniony.
To trzeba pochwalić
"Odrobił Pan to później, przecież to nie jest tak że Pan tylko robił miny i rapował, a teraz sprzedaje za prawie 200 zł swoje napisane przez ghostwritera wspominki z autografem. To nie jest jedyne dziedzictwo pana prezydentury" - czytamy. Jak napisał dalej Żulczyk, "wyczuł pan, że Biden prezydentem został fartem, że pomógł mu Covid i że jego prezydentura to tylko antrakt w wielkim populistycznym zwrocie w USA. Grał pan w relacjach z Amerykanami na polski interes narodowy, dobrze robił, próbując ze wszystkich stron zadzierzgnąć relacje z Trumpem. Od początku bezwarunkowo wspierał pan Ukrainę, nie dopuścił do ogromnej draki jaką byłoby wywłaszczenie TVN. Chciał pomagać seniorom i niepełnosprawnym. To wszystko trzeba pochwalić".
"No ale okropieństwa gadał pan o ludziach LGBT, straszne. Bredził o węglu, który nie szkodzi klimatowi. Ułaskawiał szuje, chociaż to akurat może sobie przypisać każdy polski prezydent. No dobra, ale tylko Pan chował ich w pałacu. Dawał się wkręcić ruskim trollom. Bezwstydnie, acz dzielnie walczył pan z językiem angielskim, i zawsze przegrywał. Strasznej Pan narobił siary, i to nie raz i nie trzy" - dodał pisarz.
Żulczyk o swojej książce. "Stał się pan surowcem do tej postaci"
Jakub Żulczyk jest autorem thrillera politycznego pt. "Kandydat", którego akcja rozgrywa się w dzień drugiej tury wyborów prezydenckich. We wpisie stwierdził, że to nie książka o Andrzeju Dudzie. "To oczywiste, że nie narobił pan świństw, których narobił bohater mojej książki. Ale stał się pan surowcem do tej postaci, jest ona w dużej części satyrą na pana osobę publiczną".
"Wiele osób pytało mnie, czy chciałbym aby Pan tę książkę przeczytał. No pewnie żebym chciał" - dodał Żulczyk.
"To dla mnie duża ulga"
Stwierdził, że koniec prezydentury Dudy to dla niego "duża ulga". "Moje nazwisko przestanie być w końcu traktowane jako szyfr do obrażania prezydenta. Mi tam się nie chce już pana obrażać. Pańskiego następcy również, chyba że na wejściu Pana przelicytuje, niestety są szanse" - napisał autor.
"Życzę Panu wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. Wciąż młody z Pana facet. Może Pan jeszcze zrobić dużo dobrego. Wystarczy pomyśleć" - podsumował Jakub Żulczyk.