Afera KPO. Tusk rzuci swoich na pożarcie? "Zrobi wszystko, żeby wskazać winnego"
- Donald Tusk zapowiedział konsekwencje po aferze z funduszami z Krajowego Planu Odbudowy, nie wykluczył 'decyzji personalnych';
- Dr Sergiusz Trzeciak w rozmowie z Tokfm.pl stwierdza, że 'rząd nie do końca wie, jak wybrnąć z tej sytuacji';
- Zdaniem eksperta, w trudnej roli jest nowy rzecznik rządu, bo jako polityk partii 'wchłoniętej' przez KO przede wszystkim musi walczyć o pozycję swoją i swojego środowiska na listach wyborczych;
- Trzeciak ocenia, że stałą zagrywką Tuska jest poświęcanie innych - nawet z własnego ugrupowania - żeby zachować twarz.
Na oficjalnej stronie Krajowego Planu Odbudowy w czwartek pojawiła się interaktywna mapa. Pokazywała, na co trafiły unijne fundusze - głównie przyznawane firmom z sektora HoReCa (hotele, restauracje, catering). Pieniądze szły chociażby na? finansowanie solarium w pizzerii, kursów taekwondo, jachtów, sauny, ekspresów do lodów, a nawet brydża sportowego w modelu e-learning.
"KPO to wielkie projekty rozwojowe Polski" - tak rzecznik rządu Adam Szłapka skomentował na X aferę wokół inwestycji z Krajowego Planu Odbudowy.
Rzecznik w piątek w innym wpisie zapewniał, że 'ani jedna złotówka z KPO nie zostanie zmarnowana', a w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości 'trwa szczegółowa kontrola'. Jak dodał, wykryte nieprawidłowości mogą doprowadzić do odebrania środków.
To była pierwsza reakcja rządu na aferę. Wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko określił wydarzenie jako 'funduszowe cwaniactwo'. A w poniedziałek Donald Tusk stwierdził, że kolejnego dnia szefowa resortu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz będzie tłumaczyć każdy z elementów procedur. 'Po tej informacji będę już miał materiał wystarczający, żeby podjąć decyzje. Jeśli będzie trzeba, także decyzje personalne' - zapowiedział premier.
Afera z pieniędzmi z KPO. Poseł uderza w Tuska. 'Nazwiska łudząco podobne do radnych Platformy'
Polityk rzecznikiem
- Rząd trochę nie za bardzo wie, jak z tej sytuacji wybrnąć. Tego typu sprawy są delikatne, opinia publiczna jest bardzo wrażliwa na kwestię pieniędzy, w szczególności ich wydawania i dzielenia - ocenia w rozmowie z Tokfm.pl dr Sergiusz Trzeciak. Specjalista ds. marketingu politycznego podkreśla, że sytuację dobrze wykorzystały Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja, szczególnie ta druga 'nabrała wiatru w żagle'. - Jeśli daje się jakiś pretekst do ataku, to ten atak nastąpi - dodaje.
Zdaniem Trzeciaka, ewentualne wycofanie się teraz rządu z finansowania z KPO mogłoby wpłynąć negatywnie na elektorat, który liczył na te pieniądze. - Czasami lepiej najpierw powiedzieć: 'słuchajcie, takie rzeczy się zdarzały, ale to jest wyjątek'. Podać dane, fakty, procenty i bronić tego. Jeżeli chowa się głowę w piasek, mówi 'przyjrzymy się, rozliczymy', wchodzi się w defensywę. To nie jest metoda - ocenia.
Cała sprawa to też jeden z pierwszych kryzysów wizerunkowych rządu, z którymi musi mierzyć się niedawno mianowany rzecznik rządu Adam Szłapka. - To trudne zadanie. Gdyby to nie był polityk, i to mniejszej partii wchłoniętej przez Platformę Obywatelską (Szłapka jest przewodniczącym Nowoczesnej - red.), a na przykład dziennikarz, miałby większą dozę samodzielności. Byłby podmiotem z większą autonomią, mogącym rzucić papierami - tłumaczy Trzeciak.
Tymczasem rzecznik prasowy, który jest jednocześnie politykiem, zabiega głównie o to, 'żeby znaleźć się w przyszłości na listach wyborczych'. - Walczy o swoją wewnętrzną pozycję w ramach partii i o to, żeby na listach znaleźli się także ludzie z jego środowiska. Decyzja, jaką linię narracji obrać, należy do Donalda Tuska - podkreśla.
Wydatki z KPO pod lupą europejskich prokuratorów. Minister Żurek podał powód
Uległość zamiast kreowania
Nasz rozmówca przyznaje, że sam premier ma dobre wyczucie nastrojów opinii publicznej, ale popełnia jeden zasadniczy błąd. - Próbuje się do tych nastrojów dostosować, co powoduje, że traci wiarygodność. Najpierw czegoś broni, mówi o wielkim sukcesie, pieniądzach z KPO na innowacje. Później przyznaje, że były jednak nieprawidłowości, trzeba je rozliczyć. Jest tu zbyt duża uległość. Zamiast kreować nastroje opinii publicznej, jej się po prostu ulega - mówi Trzeciak.
Według politologa może to w dłuższej perspektywie zaszkodzić Koalicji Obywatelskiej. - Jedyna rzecz, którą od strony politycznej może teraz zrobić Tusk, to znaleźć kozła ofiarnego. On będzie w ramach koalicji - przewiduje.
- Kozłem ofiarnym może być Pełczyńska-Nałęcz. Do pewnego stopnia byłoby to na rękę Tuskowi, który osłabiłby partnera koalicyjnego. I ukarał ministrę za wypowiedzi krytykujące Platformę czy głosowanie Polski 2050 ramię w ramię z PiS-em i Konfederacją (ws. poprawki do ustawy o budownictwie społecznym - red.) - twierdzi Trzeciak.
- Obawiam się, że dojdzie do sytuacji, w której Tusk zrobi wszystko, żeby wskazać winnego. I tym winnym będzie Polska 2050 - mówi Trzeciak. - Ale to cały czas uderza w obecną koalicję, będzie generowało kolejne napięcia - dodaje.
Jachty z KPO to nowe ośmiorniczki? 'Sprawa ma potencjał'
Zdaniem politologa, ewentualna dymisja Pełczyńskiej-Nałęcz nie doprowadziłaby jednak do zerwania koalicji. - Ale napięcia będą znowu paliwem dla PiS-u i Konfederacji - ocenia.
'Będzie robił wszystko, żeby nie odejść'
Trzeciak podkreśla, że Tusk w podobnego rodzaju sytuacjach 'odcina się nawet od własnego środowiska'. - Tak zrobił w czasie spotkania w Pabianicach. Zagrał w grę pod tytułem 'dobry car i źli bojarzy'. Uderzył we własne środowisko, co nie jest neutralne z punktu widzenia morale w partii. Tusk stara się wyjść z twarzą kosztem albo swoich partnerów koalicyjnych, albo nawet osób z własnego środowiska, własnej partii - przekonuje.
Premier podczas spotkania w Pabianicach porównał Szymona Hołownię, który wyznał wcześniej, że 'wielokrotnie rozpytywano go, czy jest gotowy przeprowadzić zamach stanu', do dziecka na wakacjach. Którego niepoważne zachowania mogą mieć poważne konsekwencje 'dla ludzi, całych państw'.
- Tusk de facto najpierw wspierał narrację (o sfałszowanych wyborach - red.), po czym w momencie, kiedy dostrzegł, że sprawa jest przegrana, odciął się od tego, żeby bronić własnej twarzy. Podważa to jego pozycję w partii - ocenia Trzeciak. Jak jednak dodaje, w KO nie ma obecnie konkurenta, który byłby w stanie stanąć w szranki z Tuskiem. Co nie wyklucza, że taki się w niedalekiej przyszłości pojawi.
Czy możliwa jest kolejna rekonstrukcja rządu, która obejmie samego premiera? - W tej chwili Tusk jest wielkim obciążeniem dla PO, trzy lata temu był wielkim atutem. Ale będzie robił wszystko, żeby nie odejść. A jeżeli odejdzie, to na własnych warunkach. Namaści kogoś, kto będzie wobec niego lojalny - przewiduje Trzeciak.