,
Obserwuj
Polityka

Rosjanie testują polskie wojsko? Ekspert wskazał, o co chodzi

Krzysztof Markowski, oprac. AS tokfm.pl
3 min. czytania
20.08.2025 21:17

Zdaniem dra Michała Piekarskiego dron, który eksplodował na Lubelszczyźnie, został celowo wysłany przez Rosjan. - Aby przetestować, jak zareagujemy na tę sytuację - ocenił ekspert w TOK FM. Skrytykował też pierwszą reakcję wojska na to, co wydarzyło się w nocy w miejscowości Osiny. 

Dron nieznanego pochodzenia eksplodował na Lubelszczyźnie
Dron nieznanego pochodzenia eksplodował na Lubelszczyźnie
fot. Anita Walczewska/East News
  • Eksplozja rosyjskiego drona, do której doszło w nocy z wtorku na środę w miejscowości Osiny, to rosyjska prowokacja. Tak niebezpieczne zdarzenie nazwał wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz; 
  • Prokuratura przekazała, że na silniku drona ujawniono napisy "prawdopodobnie w języku koreańskim";
  • "To mógł być wlot celowy - upozorowany na przypadkowy, aby przetestować, jak zareagujemy na tę sytuację" - ocenił w TOK FM dr Michał Piekarski.

W miejscowości Osiny na Lubelszczyźnie doszło do eksplozji rosyjskiego drona. Do zdarzenia w nocy z wtorku na środę. Jak poinformowała prokuratura, na silniku rosyjskiego drona znaleziono napisy "prawdopodobnie w języku koreańskim". Cały czas zbierany jest materiał dowodowym, śledczy rozmawiają z mieszkańcami. 

"Kolejne naruszenie naszej przestrzeni powietrznej ze Wschodu potwierdza, że najważniejszą misją Polski wobec NATO jest obrona naszego własnego terytorium" - napisał w środę wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski. I zapowiedział, że będzie protest MSZ wobec sprawcy całego zdarzenia. Szef MON-u nazwał całą sprawę prowokacją Federacji Rosyjskiej.

Jak ocenił w TOK FM dr Michał Piekarski, rosyjski dron mógł ulec "awarii i niekontrolowanym lotem znalazł się w naszej przestrzeni powietrznej i spadł na pole kukurydzy". Ekspert z Zakładu Studiów nad Bezpieczeństwem Uniwersytetu Wrocławskiego przedstawił też w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz drugą - "gorszą", ale też bardziej prawdopodobną hipotezę. - To mógł być wlot celowy upozorowany na przypadkowy, po to, aby przetestować, jak zareagujemy na tę sytuację, jeżeli chodzi o działania wojska i na poziomie politycznym - mówił. 

Ekspert dodał, że dron pełnił funkcję wabika. Zadaniem tego typu dronów jest "odciągnięcie uwagi obrony lotniczej", aby zużyła amunicję. - Podczas gdy inne środki napadu powietrznego uderzają we właściwy cel - dodał, przypominając, że minionej nocy miał miejsce zmasowany rosyjski atak na ukraińskie miasta. 

Rosjanie nas testują?

Gość TOK FM argumentował, że za celowym naruszeniem naszej przestrzeni powietrznej przemawia informacja, że dron zawierał niewielki ładunek wybuchowy. - Wiemy, że Rosjanie podkładają ładunki wybuchowe do tych dronów, aby zadać jeszcze więcej strat wśród ukraińskich saperów, którzy te wabiki neutralizują - wyjaśnił.

Piekarski podkreślił, że w tym wypadku nie chodziło o spowodowanie dużych strat, ale przetestowanie nas. Krytycznie ocenił też pierwszą reakcję wojska. - Proszę zwrócić uwagę na to, że w komunikacie Dowództwa Operacyjnego pojawiło się nieszczęsne sformułowanie, że nie zarejestrowano, aby coś wleciało - przypomniał. A w rzeczywistości obiekt wleciał do Polski i doleciał "ponad 100 km w głąb terytorium Polski, kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, od zakładów chemicznych w Puławach i elektrowni w Kozienicach".

Rozmówca Agnieszki Lichnerowicz zaznaczył, że żaden system obrony przeciwlotniczej nie jest w stanie obecnie wykryć wszystkich obiektów latających. - Zwłaszcza takich, które lecą na bardzo małej wysokości, a więc mogą znaleźć się poniżej tzw. horyzontu radiolokacyjnego, czyli radary mogą ich nie zauważyć - tłumaczył.