,
Obserwuj
Polska

Kontrola NIK w Szpitalu Południowym. "Jeden z lekarzy przepracował łącznie 55 godzin z rzędu"

Jacek Stawiany
2 min. czytania
15.07.2026 16:38

Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę w Szpitalu Południowym. Placówce przekazano 11 wniosków pokontrolnych, dotyczyły m.in. czasu pracy medyków czy problemu rozdzielania świadczeń. - Nasza kontrola zakończyła się na długo przed doniesieniami medialnymi - zastrzega jednak rzecznik NIK Bartłomiej Pograniczny.

Szpital Południowy
Szpital Południowy
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co wykazała kontrola NIK w Szpitalu Południowym?
  • Czy kontrolerzy znaleźli słynny salonik VIP?

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała w środę wyniki kontroli Szpitala Południowego w Warszawie, która rozpoczęła się jeszcze rok temu z powodu sytuacji finansowej placówki.

- Docierały do nas informacje o trudnym wyniku finansowym spółki - mówił w "TOK 360" rzecznik NIK Bartłomiej Pograniczny. Badano aspekt finansowy, a także działalność lecznicą i organizacyjną. Przekazano szpitalowi 11 wniosków pokontrolnych.

Jeden z aspektów ustaleń dotyczył pracy szpitalnego oddziału ratunkowego. - Pacjenci, którzy przychodzili na badania, operacje planowe, byli mimo wszystko przyjmowani w przychodni SOR-u, co jest niezgodne z przepisami - mówił gość Filipa Kekusza. Szpital tłumaczył, że pilni pacjenci wchodzili w kolejkę przed planowymi.

- Zwróciliśmy uwagę na czas pracy medyków. Tutaj jeden z lekarzy przepracował łącznie 55 godzin, a jedna z pielęgniarek 49 z rzędu. Był problem z rozdzielaniem świadczeń z NFZ i komercyjnych. To znaczy w tym samym czasie dany medyk świadczył jednocześnie świadczenia z NFZ i usługi komercyjne. NFZ mógłby stwierdzić, że jest to naruszenie umowy - dodał.

Także część pomieszczeń nie była wykorzystywana zgodnie z przeznaczeniem opisanym w dokumentach. Chodzi o słynny już salonik VIP? - Nasza kontrola zakończyła się na długo przed doniesieniami medialnymi - podkreślił Pograniczny.

Ale jak dodał, istotnie zamiast łóżek w jednym z pomieszczeń znajdowały się meble: aneks kuchenny, telewizor. - Można było tam wejść, tylko jeśli się miało kartę, znało kod. Nawet kierownictwo oddziału miało utrudniony dostęp. Było to pomieszczenie dla klientów komercyjnych, którzy tam oczekiwali na zabiegi, a po nich tam wracali - mówił rzecznik.

Problemem była też dokumentacja dotycząca samej liczby medyków. - Są takie oddziały, gdzie stwierdziliśmy, że medyków jest mniej niż liczba zgłoszona do NFZ i takie, gdzie jest ich więcej - wyjaśnił gość Filipa Kekusza.

Źródło: TOK FM