,
Obserwuj
Łódzkie

Rozerwana opona ofiary wypadku na A1. Sebastian M. podważa opinię biegłych

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl, PAP
4 min. czytania
09.01.2026 09:23

Nagły zwrot w procesie Sebastiana M. Oskarżony o spowodowanie wypadku na autostradzie A1 podważył dowody oskarżenia. Twierdzi, że opinia biegłych jest nierzetelna i wnioskuje o dopuszczenie prywatnej ekspertyzy. Ta sugeruje, że do wypadku mogło dojść przez rozerwanie opony w kole dojazdowym Kii.

09.09.2025, Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. Oskarżony Sebastian M.
09.09.2025, Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. Oskarżony Sebastian M.
fot. Tomasz Stanczak / Agencja Wyborcza.pl
  • Oskarżony Sebastian M. wskazał na błędy proceduralne, polegające m.in. na tym, że oględziny po wypadku na A1 rozpoczęto zbyt późno;
  • Obrona argumentuje, że kluczowy ślad na jezdni nie jest śladem hamowania, lecz efektem jazdy na rozerwanej oponie koła dojazdowego Kii;
  • Prokuratura i pełnomocnik rodzin ofiar uznali prywatną ekspertyzę za spekulacyjną próbę przerzucenia winy.

W czwartek, w kolejnym dniu procesu Sebastiana M. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim, oskarżony o spowodowanie wypadku na autostradzie A1 w Sierosławiu (Łódzkie) we wrześniu 2023 r., wystąpił z wnioskiem dowodowym podważającym wcześniejsze opinie biegłych, które były podstawą oskarżenia.

Sebastian M. zakwestionował rzetelność opinii biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, zarzucając, że jest stronnicza i wybiórczo wykorzystuje fakty pod wpływem przekazów medialnych. Złożył wniosek o dopuszczenie prywatnej opinii biegłego oraz o przesłuchanie jej autora.

Redakcja poleca

Sebastian M. podważa opinie biegłych. Zwraca uwagę na ślad po oponie

W wystąpieniu przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim Sebastian M. powiedział, że oględziny miejsca wypadku rozpoczęły się długo po nim, kiedy samochody rozjeżdżały ślady, a sporządzony szkic nie obrazuje właściwie miejsca zdarzenia i nie odwzorowuje skali.

Sebastian M. wskazał też na ślad na jezdni, który jego zdaniem nie jest śladem hamowania i nie pasuje do szerokości kół samochodów BMW i Kia. Ma to być ślad żłobiący asfalt, który zdaniem oskarżonego pozostawiła rozerwana w czasie jazdy opona koła dojazdowego Kii.

- W przypadku rozerwania opony musiałoby dojść do natychmiastowej zmiany toru jazdy - powiedział oskarżony, powołując się na zapisy z systemów elektronicznych Kii, że nastąpiły gwałtowne ruchy kierownicą. Dodał, że kierowca Kii z taką oponą nie powinien poruszać się po autostradzie, a z pewnością nie z taką prędkością, z jaką jechał.

Adwokat Katarzyna Hebda, obrońca Sebastiana M., powiedziała, że w materiale dowodowym przedstawionym przez prokuraturę jest bardzo dużo wątpliwości, a na miejscu wypadku znaleziono koło dojazdowe, którego nikt nie zbadał.

- Prokurator mówi, że koło mogło wypaść z auta. Ale koło nie wypada tak sobie z pojazdu w chwili wypadku, a ślady na jezdni nie pasują do hamowania pojazdu. To są ślady koła bez powietrza. Jeśli mamy wątpliwości, zbadajmy to, a nie odrzucajmy tylko dlatego, że nie są zgodne z tezą oskarżenia - poparła wniosek swojego klienta adwokat.

Redakcja poleca

Prokuratura krytycznie o prywatnej ekspertyzie. Sąd podejmie decyzję w lutym

Odrzucenia wniosków dowodowych oskarżonego i obrońcy domaga się od sądu prokurator Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Uzasadniając swoje stanowisko, powiedział, że prywatna ekspertyza, którą zleciła obrona, nie zawiera niczego poza szeregiem spekulacji na temat możliwego przebiegu zdarzenia.

- O wybiórczości tej ekspertyzy może świadczyć fakt, że biegły próbuje stworzyć wątpliwość co do stanu trzeźwości kierowcy Kii, bo pojawił się dodatni wynik zawartości alkoholu. Podobne wyniki testu miała również pasażerka i dziecko, a związane jest to ze zmianami pośmiertnymi - powiedział prokurator Duda.

Pełnomocnik rodziny ofiar wypadku, mecenas Łukasz Kowalski, opinię biegłego przedstawianą przez obrońcę i oskarżonego nazwał spekulacjami, które mają zasiać ferment i są próbą przerzucenia odpowiedzialności za wypadek na nieżyjącego kierowcę, który nie może się bronić.

Sędzia Renata Folkman zapowiedziała, że decyzję, czy dopuścić wnioski dowodowe obrony i oskarżonego, podejmie podczas jednego z posiedzeń sądu w lutym, po przesłuchaniu wszystkich świadków. Ci w styczniu i lutym wezwani są na sześć posiedzeń sądu. Łącznie sąd chce przesłuchać jeszcze ponad 20 osób.

Redakcja poleca

Próbowali ratować ofiary wypadku na A1. "Zostało nam patrzeć na to, co się dzieje"

W czwartek zeznawali m.in. kierowcy, którzy próbowali ratować ofiary wypadku. Grzegorz B. i Artur P. niemal w tej samej chwili zatrzymali się na A1 obok rozbitego samochodu Kia i ruszyli na ratunek.

- Próbowaliśmy wyciągnąć ludzi z auta, ale drzwi były zablokowane. Samochód zaczął się palić. Chwyciliśmy gaśnice, ale one nic nie dawały. Zasięg miały może na metr, a z powodu płomieni nie dało się podejść bliżej niż na dwa metry. Ogień był coraz większy. W tym momencie musieliśmy odejść, bo nie dało się na to patrzeć - zeznał Grzegorz B.

- Byliśmy bezradni. Zostało nam tylko patrzeć na to, co się dzieje - powiedział przed sądem Artur P.

Do śmiertelnego wypadku doszło 16 września 2023 r. na autostradzie A1 w rejonie Piotrkowa Trybunalskiego. W zderzeniu zginęła trzyosobowa rodzina - rodzice i ich 5-letni syn. Zanim prokuratura zdołała przesłuchać Sebastiana M., ten wyjechał za granicę. Został zatrzymany w Dubaju i wydany Polsce w maju br. Od tego czasu przebywa w areszcie tymczasowym. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi kara do 8 lat więzienia.

Posłuchaj:

Źródło: PAP