advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Kobieta zażyła tabletkę poronną. W szpitalu zjawiła się policja. "Kazano mi się rozebrać, robić przysiady"

oprac. AS tokfm.pl
2 min. czytania
19.07.2023 09:16
Pani Joanna zdecydowała się na zażycie tabletki poronnej, którą zamówiła przez internet. Kiedy poczuła się źle, zawiadomiła o tym lekarkę. A ta powiadomiła policję. Jak relacjonował w rozmowie z "Faktami TVN" lekarz, funkcjonariusze utworzyli kordon wokół kobiety. - Rozebrałam się. Nie zdjęłam majtek, ponieważ wciąż jeszcze krwawiłam i było to dla mnie zbyt upokarzające, poniżające - wspominała kobieta.
|
|
fot. Joanna zażyła tabletkę poronną. W szpitalu zjawiła się policja /Screen Facebook Federa/TVN

Do zdarzenia doszło pod koniec kwietnia w Krakowie. Pani Joanna zdecydowała się na zażycie tabletki poronnej, którą zamówiła przez internet. Jak mówiła w rozmowie z dziennikarką 'Faktów TVN', ciąża miała zagrażać jej życiu. Gdy zaczęła się źle czuć, zadzwoniła do lekarki. A lekarka powiadomiła policję.

- Czterech mężczyzn pilnowało jednej, przestraszonej kobiety. Utworzyło kordon wokół pacjentki, utrudniało nam to pracę - relacjonował lekarz z Oddziału Ratunkowego krakowskiego szpitala wojskowego. Kobieta ze łzami w oczach wspominała to, co wydarzyło się trzy miesiące temu. - Rozebrałam się. Nie zdjęłam majtek, ponieważ wciąż jeszcze krwawiłam i było to dla mnie zbyt upokarzające, poniżające, i wtedy właśnie pękłam, wtedy wykrzyczałam im w twarz: 'czego wy ode mnie chcecie?' - mówiła, dodając, że policjanci kazali jej 'robić przysiady i kaszleć'.

Jak podkreślił lekarz, policjanci nie byli w stanie podać podstaw prawnych swoich działań, nie wyjaśnili, dlaczego zatrzymali kobietę. Funkcjonariusze także zabrali laptop należący do pani Joanny. Z SOR-u przewieziono kobietę - w eskorcie policji - do drugiego Szpitala im. Narutowicza. Tam funkcjonariusze odebrali jej telefon.

Opresyjne państwo

Policja nie udziela informacji na temat wydarzeń sprzed trzech miesięcy. Dziennikarze zostali odesłani do prokuratury. A prokuratura przekazała, że obecność policjantów 'wynikała z konieczności asystowania Zespołowi Ratownictwa Medycznego' oraz że prowadzone jest śledztwo 'z artykułów mówiących o pomocy w aborcji i namowie do samobójstwa'.

Pani Joanna zdecydowała się na złożenie skargi do sądu, w sprawie zabrania przez policjantów telefonu oraz laptopa. Sąd nakazał odebranie rzeczy należących do kobiety. W decyzji napisano, że nie była ona osobą podejrzaną, 'ani nawet nie było widoków na stawianie jej zarzutów'. Bo w Polsce nie ma odpowiedzialności karnej za wywołanie u siebie aborcji.

'Szpitalem dowodzi panisko feudalne'. Przez 'absurdalny system' kobiety w ciąży umierają

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>