,
Obserwuj
Polska

Seksistowskie komentarze na igrzyskach. "To smutne, że dziennikarze przekraczają granice"

Damian Nowicki
3 min. czytania
10.08.2024 10:30
- W przypadku relacji z obrad Sejmu raczej nie słyszymy, aby ktoś mówił: "Ach, jaka piękna posłanka, ministra czy wicepremierka", koncentrujemy się na meritum. Nazywanie sportowczyń "aniołkami" czy "skarbami" jest infantylizacją i sprawia, że nie są traktowane poważnie - mówi dziennikarka Joanna Wiśniowska.
|
|
fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Śledząc relacje z zawodów sportowych, częstą praktyką są rozemocjonowane reakcje komentatorów. Oprócz zachwytów wynikiem, nierzadko można usłyszeć komentarze dotyczące wyglądu sportowców - zwłaszcza kobiet.  Najlepszym przykładem z tegorocznych igrzysk jest Bob Ballard, australijski dziennikarz, który wygłosił seksistowski komentarz pod adresem kobiecej sztafety pływackiej, za co został zawieszony.

Zdaniem Joanny Wiśniowskiej, dziennikarki specjalizującej się w tematach związanych z kobietami w sporcie, przedstawianie kobiecych ciał jako obiektu seksualnego, a nie narzędzia pracy, jest seksualizacją, która ma "cieszyć oko" i "zabawiać publiczność". - To jest smutne, że dziennikarze i komentatorzy, w tym przypadku sportowi, którzy powinni być wrażliwi na to, co się dzieje i wyznaczać wyższy standard, przekraczają granice - mówi dziennikarka.

Tak Babiarz 'służył' Kurskiemu. Ujawnili kulisy pracy w TVP

Aniołki kontra gladiatorzy

Jako przykład Wiśniowska podaje Przemysława Babiarza, który niejednokrotnie miał pozwalać sobie komentować wygląd zawodniczek - podkreślać, że są "piękne" czy "olśniewające". 

- Pan Babiarz nie tylko pozwala sobie na "pozytywne" komentarze dotyczące wyglądu, ale także na negatywne. Pamiętam, jak w Tokio wobec zawodniczki, która rzucała oszczepem, powiedział, że ma twarz "noszącą znamiona urody", a o jamajskiej sprinterce powiedział, że "wyglądała jak [laleczka] voodoo" - twierdzi dziennikarka. - A przecież mówimy o profesjonalistkach, które nie przychodzą, żeby wyglądać, tylko żeby wykonać swoją robotę - dodaje.

Zdaniem Wiśniowskiej opowiadanie o zawodniczkach jako o "pięknych", nazywanie ich "aniołkami" czy "skarbami", jest infantylizacją i sprawia, że nie są traktowane poważnie.  

- Nierzadko sportowcy [mężczyźni] są pokazywani jako superbohaterowie o nadludzkich siłach, niczym postacie z Marvela. Opisuje się ich bohaterskość. Podkreśla, że - niczym gladiatorzy - walczą o marzenia albo wykłócają się z sędziami o wyniki. W tej samej sytuacji kobiety uznawane są z kolei za histeryczki, niestabilne emocjonalnie. Moim zdaniem to są podwójne standardy względem opisu zachowań sportowców i sportowczyń - twierdzi moja rozmówczyni.

Kogo obraziła 'Ostatnia wieczerza' na igrzyskach? 'To jest całkowite nieporozumienie'

Skąpy ubiór nie jest zaproszeniem czy przyzwoleniem do oceniania

Dziennikarka zwraca uwagę, że odbiorcami sportu i twórcami kontentu sportowego są w większości mężczyźni, dlatego sposób jego prezentowania jest pod "męskie gusta". Jako przykład Wiśniowska podaje tworzone w internecie galerie zdjęć sportsmenek, trenerek i kibicek, do których dodaje się tytuł mający ściągnąć jak najwięcej "klików".

Z przyczyn praktycznych, co podkreśla Wiśniowska, wiele zawodniczek i zawodników odkrywa swoje ciała na zawodach. Dziennikarka wskazuje jednak zdecydowanie, że nie jest to zaproszenie czy przyzwolenie do oceniania i komentowania ich ciał.

- W przypadku relacji z obrad Sejmu czy innych przestrzeni pozasportowych raczej nie słyszymy, aby ktoś mówił: "Ach, jaka piękna posłanka, ministra czy wicepremierka", koncentrujemy się na meritum. Raz jeszcze podkreślę, że zawodniczki odkrywają - ze względów praktycznych - więcej ciała, pokazują swoje sylwetki, nie po to, żeby stać się obiektem seksualizacji - kwituje.

Prezydent Duda o "pięknej i dzielnej" lekkoatletce

Punktując podwójne standardy w przedstawianiu sportowców i sportowczyń, Wiśniowska podaje też przykład prezydenta Andrzeja Dudy, który - gratulując Marii Andrejczyk zdobycia srebrnego medalu w rzucie oszczepem trzy lata temu - napisał w mediach społecznościowych o "pięknej i dzielnej dziewczynie".

- Gdy jedna dziennikarka zapytała, czy gdyby gratulował mężczyźnie, to napisałby o "przystojnym i dzielnym chłopaku", skończyło się tym, że to na dziennikarkę wylał się hejt, a nie na prezydenta. Oczywiście przy okazji internauci odnieśli się do wyglądu samej dziennikarki, zarzucając jej uprzedzenie, zawiść czy przewrażliwienie - wspomina Wiśniowska.

- Wobec ludzi, którzy używają argumentu, że "już nie można powiedzieć kobiecie, że jest piękna", odpowiadam, że można, ale na randce. W przypadku profesjonalistek skupmy się na ich umiejętnościach, profesjonalizmie i na robocie, którą wykonują - podsumowuje dziennikarka.

Posłuchaj audycji

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>